Anna Plichta: "Drużyna zbudowała we mnie wiarę we własne możliwości"

Anna Plichta spędzi kolejny rok w Trek-Segafredo. Amerykańska drużyna okazała się dla Polki przystanią spokoju: w jej barwach 27-latka zapisała na koncie kilka dobrych wyników i, jak sama twierdzi, na nowo uwierzyła w siebie.

W ekipach BTC City Ljubljana, WM3 i Boels Dolmans Plichta pięła się po drabince kobiecego peletonu, pracując z najlepszymi zawodniczkami, ale przede wszystkim dla najlepszych. Zadania wspierania liderek tych ekip wykonywała świetnie, a choć szans pokazania się w walce o wysokie lokaty nie miała wielu i na drodze stawały kontuzje, w peletonie wyrobiła sobie rozpoznawalność.

Kontrakt z grupą Trek-Segafredo po trzech sezonach zmian dał wreszcie nadzieję na stabilizację i nowe otwarcie. Plichta w tym sezonie zdobyła mistrzostwo Polski w jeździe indywidualnej na czas oraz zapisała 4. lokatę w Gracia Orlova i 7. w Madrid Challenge, a także zdawała się odnajdywać w międzynarodowym środowisku, jakim jest zespół zza oceanu.

Sezon 2019 Polka zakończyła mistrzostwami świata w Yorkshire i włoskimi klasykami, wiedząc już wcześniej, że koszulkę amerykańskiej grupy przywdzieje także w roku 2020. Oficjalne tego potwierdzenie przyszło z pierwszego zgrupowania zespołu, który przygotowania do kolejnego sezonu rozpoczął pod koniec października w miejscowości Waterloo, w stanie Wisconsin.

Plichta, która do Stanów Zjednoczonych poleciała po rekonesansie olimpijskiej trasy w Japonii, od stycznia ścigała się będzie w 14-osobowym zespole, mając zaufanie jego struktur na kolejnym etapie swojej zawodowej drogi.

O elementach kolarskiego fachu, nad którymi pracuje, o roli pomocnika i związanych z nią wyzwaniach Polka opowiadała nam jeszcze w brytyjskim Harrogate, podczas mistrzostw świata.

fot. Dominik Smolarek | www.dominiksmolarek.pl

Pierwszy sezon w Trek-Segafredo masz już za sobą. Jak możesz go podsumować?

Cały rok oceniam zdecydowanie na plus. Porównując do tego, jak wyglądały moje ostatnie dwa sezony, to muszę powiedzieć, że zrobiłam duży postęp. Szczerze mówiąc, widzę, że to ogromna zasługa mojej drużyny Trek-Segafredo. Oni od samego początku dali mi mnóstwo pewności siebie i zbudowali we mnie wiarę, że będę w stanie coś osiągnąć. I to było bardzo fajne.

Ta wiara w możliwości pomogła ci się rozwinąć?

Drużyna od początku mnie wspierała. Mówili, że we mnie wierzą. Ja zawsze miałam trochę problemów z pewnością siebie. Zaczęłam pracować z psychologiem i to też na pewno mi pomogło patrzeć na różne rzeczy z innej perspektywy. Wiadomo, jest trudno, bo jest bardzo dużo presji. Gdy jesteś liderką zespołu, to cały czas musisz sprostać oczekiwaniom co do wyniku. A z drugiej strony, jeśli jeździsz na wyścigach jak ja, zawsze w roli pomocnika, to tak naprawdę trudno czasami znaleźć motywację.

No właśnie, rola pomocnika potrafi być niewdzięczna.

Cały czas ciężko pracujesz, a w wynikach jesteś zawsze jedną z ostatnich. Ludzie, którzy patrzą na to z boku, zastanawiają się, jak to jest: "Oglądamy te wyścigi, cały czas jesteś z przodu, a potem na wynikach jesteś ostatnia i tak zawsze." No i dla mnie to też jest trudne.

Wiadomo, musisz się z tym jakoś pogodzić, że ty jesteś tam, aby pracować. Dlatego to było dla mnie istotne, żebym potrafiła powalczyć o swój wynik na czasówkach. Zdaję sobie z tego sprawę, że jedziemy na start wspólny, a ja pracuję dla dziewczyn. Ale jeżeli zawsze finiszujesz pięć, dziesięć minut za grupą, to tak naprawdę nie jest łatwo sobie uzmysłowić, gdzie jesteś między innymi zawodniczkami, jaki jest twój poziom. Kończysz swoją robotę w pewnym momencie wyścigu, a potem tylko dojeżdżasz do mety. Wyniki nie oddają twojej formy, a potem przychodzi czasówka i musisz wierzyć w to, że jesteś w stanie walczyć.

Odbudowałaś się po problemach zdrowotnych, z jakimi się zmagałaś w poprzednich sezonach?

W tym roku czuję się dużo lepiej pod względem fizycznym. Mam nadzieję, że wszystkie problemy zdrowotne są już za mną. To odbiło się na moim organizmie w jakiś sposób i potrzebowałam bardzo dużo czasu, żeby wrócić do swojej dobrej dyspozycji. Szczerze mówiąc, nie wiem, czy kiedykolwiek będę w stanie wrócić na poziom, na którym prezentowałam życiową formę. Pracuję ciężko, ale jest, jak jest, pewnych rzeczy nie da się zmienić. Nie mam na nie wpływu.

Mam nadzieję, że jeżeli przez ostatnie dwa lata zrobiłam duży postęp, to przez kolejne będę w stanie się jeszcze rozwinąć i po mojej chorobie nie będzie śladu.

Wywalczyłaś w tym roku tytuł mistrzyni Polski na czas, równie dobry występ masz za sobą w czasówce podczas Madrid Challenge. Zmieniłaś swoje przygotowania pod kątem tej specjalizacji?

Tak naprawdę w tym roku po raz pierwszy miałam okazję popracować nad jazdą na czas. W poprzednich latach w ogóle nie mogłam się skupić na tym, bo albo nie miałam w domu roweru czasowego, albo dostawałam go na chwilkę, przed mistrzostwami Polski. Nie miałam za bardzo kiedy na nim trenować.

fot. Dominik Smolarek | www.dominiksmolarek.pl

Tym razem rower czasowy dostałam zimą i mój trener też wiedział, że zależy mi na czasówkach. Zrobiłam więcej treningów na tym rowerze i konkretne ćwiczenia ukierunkowane pod jazdę na czas. Widzę, że to przyniosło dużo zmian.

Zrobiłaś postęp, ale masz świadomość, co jeszcze mogłabyś poprawić w swojej jeździe?

Jest jeszcze bardzo dużo do przepracowania. Tak naprawdę zaczęłam się ścigać kiedy miałam dwadzieścia jeden lat. To był moment, kiedy podjęłam współpracę z trenerem. Jest ogromna różnica pomiędzy mną, a tymi dziewczynami, które zaczynały trenować w wieku siedmiu czy ośmiu lat. One siedzą na rowerze od zawsze. Pewne umiejętności motoryczne są łatwiejsze do przyswojenia jako dziecko, przychodzą z automatu, kiedy zaczynasz uprawiać jakiś sport. Później zawsze jest trudniej.

Cały czas widzę, że gdzieś są braki. Porównując mnie, ścigającą się od sześciu lat, do kogoś, kto robi to od dwudziestu, to zawsze wyjdzie ta różnica. Dlatego widzę, ile jest jeszcze do poprawy, [pod kątem] techniki jazdy, na przykład. Jest dużo lepiej, ale wiem, co jeszcze powinnam podszkolić, jak chociażby zjazdy.

Skoro o technice jazdy... zaczęłaś się ścigać dosyć późno. Nie bałaś się na początku chociażby samej jazdy w peletonie?

Zaczynałam od wyścigów w Polsce, gdy jeszcze byłam w Pacificu. Wiadomo, w kraju jest dużo mniejszy peleton. Oczywiście, że na początku się bałam, to było dla mnie coś nowego. Widzę po sobie – im jestem starsza, tym mniej potrafię zaryzykować. Już bardziej kalkuluję czy warto, czy nie. Ale to tak samo, gdy zaczynasz nowy sezon... te pierwsze starty na wiosnę zawsze są takie ciężkie. Jest wąsko, kręto, niebezpiecznie, wszyscy wracają po zimowej przerwie bez jazdy w peletonie. W trakcie sezonu wpadasz już w taki rytm, staje się to oczywiste, wszystko przychodzi z czasem.

Podczas mistrzostw Polski powiedziałaś, że drużyna stara się dać szansę każdej zawodniczce, niezależnie od jej roli w zespole. Też miałaś taką możliwość?

Widzę, że drużyna bardzo docenia moją pracę i dają mi to odczuć. Miałam swoją szansę, zawsze mogłam próbować atakować, jechać w ucieczce. No w tym roku się tak nie złożyło, żebym szczęśliwie dojechała w takiej ucieczce do mety. Wiadomo, wyścig różnie się układa, ale to jest coś, co na pewno będę robić w przyszłym roku – próbować, próbować, próbować, aż pewnego dnia się uda.

Do tej pory raczej było tak, że gdyby wyścig ułożył się na korzyść odjazdu, to ja mogłabym walczyć. Z tego co wiem, w przyszłym roku będę jeździć więcej mniejszych wyścigów. W tym sezonie byłyśmy skupione na WorldTourze i priorytetem było stawianie na te najmocniejsze dziewczyny, faworytki w naszym zespole. Jest szansa, że w kolejnym roku pojeździmy więcej w mniejszych imprezach i każda z nas będzie miała możliwość jazdy dla siebie.

Myślisz, że twoje coraz lepsze wyniki w jeździe na czas to przepustka do tego, by drużyna częściej stawiła na ciebie?

Mam taką nadzieję, że w przyszłym roku będą stawiać na mnie na etapówkach, gdzie ważna będzie jazda na czas. Pokazałam, że jestem w stanie dobrze pojechać, i mam nadzieję, że w nowym sezonie jeszcze podniosę swój poziom, podciągnę się technicznie i będzie jeszcze lepiej. To jest coś, na czym chcę się teraz skupić.

Wiesz już, w jakich wyścigach będziesz startować?

Jeszcze nie ustalaliśmy kalendarza na przyszły rok, ale pod koniec października mamy zgrupowanie w Stanach Zjednoczonych i tam będziemy ustalać programy indywidualnie dla każdej zawodniczki. To i tak jest wcześnie, gdy już w październiku wiesz, jakie będziesz mieć starty i do czego się przygotowywać. No i wtedy już się dużo wyjaśni.

Będzie ciekawie, bo to będzie też rok olimpijski i niektóre dziewczyny od początku będą miały pewne miejsca w składach swoich reprezentacji i będą chciały mieć ułożone starty tak, żeby, jak najlepiej przygotować się do igrzysk. I to one będą priorytetem w ustalaniu kalendarza, a my będziemy uzupełniały inne wyścigi.

A twoje indywidualne cele na nowy rok? Gdzie ty sama chciałabyś wystartować i walczyć dla siebie?

Na pewno w przyszłym roku również będę chciała skupić się na mistrzostwach Polski na czas, to jest jednym z moich celów. A jeśli chodzi o inne wyścigi, to bardzo mi odpowiada Thüringen Rundfarht, natomiast przez ostatnie lata nie miałam możliwości go pojechać, bo moje ekipy tam nie startowały. Mam nadzieję, że w przyszłym roku tam pojedziemy i będę mogła powalczyć dla siebie.

Czego jeszcze nauczył cię ten sezon?

Przyznam, że zaczyna mi się podobać jazda w wiatrach. Na początku sezonu byłam trochę negatywnie nastawiona. Nasza dyrektorka Ina [Teutenberg] cały czas nam powtarzała, że musimy robić to, czego nie lubimy, bo to pomoże i będziemy przez to lepszymi zawodniczkami. No i przekonałam się. Przejechałam kilka takich wyścigów, o których na początku mówiłam: "Absolutnie nie, nie chcę na nich być". Po kilku etapach jednak okazuje się, że to między innymi kwestia doświadczenia. Jesteś w stanie przejechać taki wyścig kilka razy i uczysz się tej pewności siebie i umiejętności jazdy na wietrze, bo to zupełnie inna rywalizacja. Więc może taki wyścig jak Healthy Ageing Tour, może tam byłabym w stanie coś wywalczyć. Nie chcę też wybiegać daleko w przyszłość, bo wszystko zależy od tego, jak będzie wyglądał mój plan startowy.

Wspomniałaś o tym, że 2020 będzie rokiem olimpijskim. Trudno nie spytać o Tokio. W końcu podczas tegorocznych mistrzostw świata byłaś jedyną reprezentantką Polski w jeździe na czas.

Gdzieś w głowie jest to Tokio, ale na razie wolę skupić się na tym sezonie, na czasówkach. A jeżeli będę na tyle mocna, pokażę się na wyścigach w przyszłym roku, to chciałabym pojechać. Mam jednak nadzieję, że to będzie równa walka, a decyzja o tym, kto pojedzie, będzie obiektywna.

Jeśli znalazłeś w artykule błąd lub literówkę prosimy, daj nam o tym znać zaznaczając błędny fragment tekstu i używając skrótu klawiszy Ctrl+Enter.

1 Comment

  1. Nde

    31 października 2019, 23:24 o 23:24

    Powodzenia Pani Aniu.

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this:

Zgłoszenie błędu w treści

Następujący tekst zostanie wysłany do naszych redaktorów: