Vuelta a Espana 2019. Tadej Pogacar zwiastunem zmiany warty?

20-letni Tadej Pogacar w debiucie w trzytygodniowych zmaganiach zajął 3. miejsce w Vuelta a Espana i wygrał jej trzy etapy. Kariera Słoweńca dopiero się rozpoczyna, a fantastyczny debiut nie musi oznaczać świetlanej kariery. W kontekście sukcesu Słoweńca, warto przyjrzeć się .

Dla Richarda Carapaza, Egana Bernala oraz Primoza Roglica zwycięstwa w trzech tegorocznych Grand Tourach były pierwszymi w karierze tego kalibru osiągnięciami.

To 15. raz w historii gdy taka sytuacja ma miejsce: w przeszłości, z mniejszymi lub większymi odchyleniami, taki rok sygnalizował zmianę warty, koniec ery kolarzy, którzy wielkie wyścigi wygrywali regularnie. Po raz ostatni miała miejsce w 2011 roku, gdy Grand Toury padły łupami Michele Scarponiego, Cadela Evansa i Chrisa Froome'a.

Jeśli taki rok wieszczy koniec starej ery, ery Froome'a, Contadora i Nibalego, to występ Tadeja Pogacara może być znakiem wschodzącej gwiazdy. Jego debiut to nie wydarzenie nawet nie na miarę Petera Sagana czy Bernala, ale raczej Bernarda Hinaulta.

Vuelta debiutantów

W 1978 roku 22-letni "Borsuk" wygrał pierwszy Grand Tour, w którym startował: Vuelta a Espana. Francuz w następnych tygodniach wygrał też Tour de France, a w kolejnych latach osiem Grand Tourów, na dobre wpisując się w historię kolarstwa.

Wspaniałe debiuty na trasie Vuelty w historii się zdarzały, także przed erą Hinaulta, zwłaszcza w latach 70. XX wieku. Nie wszystkie zwiastowały narodziny mistrza. W 1970 roku 26-letni Agustín Tamames w swoim pierwszym Grand Tourze zajął 2. miejsce, zdobywając też klasyfikację punktową i przez siedem dni nosząc koszulkę lidera Vuelty. Dziewięć lat później 24-letni Faustino Rupérez zajął 4. miejsce w swoim pierwszym Grand Tourze, a rok później Vueltę wygrał, po drodze zdobywając dwa etapy.

W nieco bliższej nam historii, w 2002 roku 27-letni Aitor Gonzalez w pierwszym starcie w Vuelcie wygrał trzy etapy i klasyfikację generalną, acz był to jego trzeci wyścig trzytygodniowy. Przed rokiem natomiast Enric Mas jechał zaledwie drugi Grand Tour w karierze i po wygranej etapowej zajął 2. miejsce w stawce.

Pogacar, słoweńskie "cudowne dziecko", zwycięzca Tour de l’Avenir z ubiegłego roku, w tym roku momentalnie wyrósł na lidera grupy UAE-Team Emirates, która mimo kosztownych zaciągów nie mogła pochwalić się wybitnymi wynikami. Pozyskania Dana Martina i Fabio Aru oraz sposób budowania zespołu nie zdały egzaminu, co widać było także na Vuelcie: Pogacarowi ekipa potrafiła pomagać, ale gdy tempo rosło: czy to na górskim etapie czy podczas wietrznej gonitwy, 20-latek zostawał sam.

fot. Unipublic / Photogomez Sport

Dwa wygrane etapy, świetnie przejechana czasówka oraz brak skrupułów rozprawianiu się z o wiele bardziej doświadczonymi kolarzami same w sobie budowały niesamowitą historię. Pogacar trzeci tydzień rywalizacji zaczął wysoko, ale w trzytygodniowych kalkulacjach, jego akcje nie mogły stać aż tak wysoko jak te należące do starych wygów, którzy zaprawieni są w trudach trzytygodniowych bojów.

Ta ostatnia sobota

Pogacar nie tylko nie miał dnia słabości, ale na ostatnim etapie, wobec oglądania się w grupce naciąganej atakami Lopeza, zaatakował. Dynamiczny ruch na 40 kilometrów przed metą wyglądał na samobójstwo, acz o ile podjazdy na metę były długie, a etap wyczerpujący, nachylenie nie było znaczące.

Pogacar kręcił sam, podczas gdy rywale grali w kotka i myszkę: pracować nie chcieli kolarze Bora-hansgrohe, pomocników zabrakło Miguelowi Angelowi Lopezowi, zawodnikom Movistaru praca szła opornie, a do tego radia nie miał wicelider zmagań.

Trzeba było cierpliwości. Czułem się dobrze, ale morale nie było wysokie w pierwszej części etapu. Zobaczyłem jednak, że rywale nie czują się komfortowo przy takiej temperaturze i w deszczu. Na podjeździe kręciło mi się dobrze, wiec zaatakowałem. Lopez właśnie skończył swój atak, więc to był dobry moment. Miałem wsparcie kibiców ze Słowenii i rodziny w samochodzie. Dało mi to niesamowitą motywację, ostatnia godzinę jechałem do utraty tchu

mówił w Platforma de Gredos.

Słoweniec na mecie zjawił się półtorej minuty przed Alejandro Valverde i prawie 2 minuty przed kolejnymi bezpośrednimi rywalami, przeskakując z piątej na trzecią pozycję. Dzień później, w niedzielę, do Madrytu wjechał by wejść na scenę i spojrzeć na zgromadzonych kibiców z wysokości podium.

Widokiem tym zdawał się być oszołomiony, acz uczucie to zapamięta do końca życia, bez względu na to, jakie losy czekają jego jasno świecącą dziś gwiazdę.

Trudno uwierzyć, że wygrałem trzy etapy w swoim pierwszym Grand Tourze i że będę na jego podium. Nigdy sobie tego nie wyobrażałem, stać na podium obok Primoza Roglica i Alejandro Valverde to zaszczyt.

fot. Unipublic / Photogomez Sport

Jeśli znalazłeś w artykule błąd lub literówkę prosimy, daj nam o tym znać zaznaczając błędny fragment tekstu i używając skrótu klawiszy Ctrl+Enter.

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Zgłoszenie błędu w treści

Następujący tekst zostanie wysłany do naszych redaktorów: