Tour de France 2019. Michał Kwiatkowski: "wierzę, że mogę być kluczowym pomocnikiem Gerainta i Egana"

Michał Kwiatkowski

Dynamika w zespole Ineos to jeden z przewodnich tematów tegorocznego Tour de France. O brytyjskim zespole, który jedzie walczyć o kolejny triumf w "Wielkiej Pętli", jego wewnętrznej dynamice oraz swoim miejscu w jego poczynaniach opowiada Michał Kwiatkowski.

Michał Kwiatkowski po raz trzeci z rzędu znalazł się w elitarnym gronie zawodników, których zespół Sky/Ineos wysyła do boju na trasie Tour de France. Brytyjska ekipa, która w ostatnich siedmiu latach wygrała "Wielką Pętlę" sześć razy, do Francji przyjeżdża tylko z myślą o maillot jaune na Polach Elizejskich, w tym roku z dwoma liderami, Kolumbijczykiem Eganem Bernalem i Walijczykiem Geraintem Thomasem.

Kwiatkowski wraz z Lukiem Rowem oraz Dylanem van Baarlem sterował będzie ośmioosobowym składem w pierwszym tygodniu rywalizacji, prowadząc liderów przez chaotyczne zmagania na pagórkach Belgii i północnej Francji. W tym kontekście za ekipą Ineos stoi nie tylko doświadczenie kolarzy mających pomagać, ale także zdolności liderów – Thomas przed kilkoma laty sam w czołówce kończył klasyki na brukach, Bernal natomiast na wiatrach podczas Paryż-Nicea radził sobie pod kierunkiem kolegów znakomicie.

W pierwszym tygodniu unikanie kłopotów to jazda z przodu. To kosztuje jednak sporo energii, więc trzeba to robić z głową. Pierwszy etap, jak co roku, będzie nerwowy, trudno znaleźć sobie miejsce w sprinterskich przepychankach. Tu pomoże drużynówka, która troszeczkę ustawi klasyfikację generalną i mam nadzieję ułatwi nam życie

– podkreślił Kwiatkowski w rozmowie z grupą mediów po konferencji prasowej ekipy.

W pierwszym tygodniu wszyscy zdają się być gotowi do wygrania Touru, ale droga czasem jest po prostu 2-3 metry zbyt wąska by wszyscy się zmieścili. Wypadki się będą zdarzały, ale mam nadzieję, że wraz z Lukiem Rowem przejedziemy bezpiecznie pierwszy tydzień… nawet jeśli to kosztowałoby nas jakąś stratę w klasyfikacji generalnej. Przetrwanie bez wypadków losowych to najważniejsze

– dodał.

Etap jazdy drużynowej na czas dla zespołu Ineos będzie ważny także w kwestii zyskania nad najgroźniejszymi rywalami. Dave Brailsford do Francji wysłał kolarzy pokroju Jonathana Castroviejo, Gianniego Moscona, Kwiatkowskiego, Van Baarle'a czy Rowe'a, co gwarantuje potężną siłę rażenia w blisko 28-kilometrowej próbie.

Nie mogę doczekać się tego etapu, szczególnie w kontekście ekipy jaką tu mamy i tego, że wszyscy dobrze jeździmy na czas. Spędziliśmy środowe popołudnie na torze Forda w Belgii, na którym mogliśmy trenować przy prędkości ponad 60 km/h, co nie jest możliwe w ruchu ulicznym

– zdradził Kwiatkowski.

Nie chcieliśmy jechać na trasę, bo przed Tourem nie jest możliwe przejechanie trasy i niewpakowanie się w korek. Przed Tourem potrzebny jest też wypoczynek, fajnie było polecieć tam, zrobić trening na dużej szybkości i skupić się na dopracowaniu szczegółów. Drużynowa jazda na czas jest bardzo ważna, ale dopiero rekonesans w niedzielę będzie przygotowaniem pod tę konkretną trasę.

Kwiatkowski przez wszystkie lata zawodowej kariery znakomicie spisywał się na odcinkach jazdy indywidualnej na czas. Wraz z przeistoczeniem się w kolarza mającego walczyć w wyścigach etapowych, jego treningi nakierowane stały się coraz bardziej na jazdę w górach. Utrzymanie równowagi między tymi dwiema specjalnościami to trudna sztuka, której Polak uczył się i do której praktykowania przyzwyczajał organizm w barwach brytyjskiej ekipy.

Czułem się dobrze w ostatnich trzech dniach Criterium du Dauphine, myślę, że jestem na wyższym poziomie niż rok temu. To dobry znak przed Tourem, na trasie którego mamy więcej przewyższenia niż przed rokiem. Mam nadzieję, że poprawa jazdy w górach nie będzie miała wpływu na występy w jeździe na czas

– zaznaczył, podkreślając, że jego waga (65-66 kg) nie różni się znacząco od tej z poprzednich lat.

Team Sky

fot. ASO/Alex BROADWAY

Kwiatkowski w górach na trasie Touru znakomicie sprawdzał się w latach 2017 i 2018, pomagając w odniesieniu końcowego zwycięstwa najpierw Chrisowi Froome’owi, a następnie Thomasowi. W tym sezonie jego wysiłek żółtą koszulkę na Polach Elizejskich ma dać Thomasowi lub Bernalowi.

Wierzę, że mogę być kluczowym pomocnikiem Gerainta i Egana by obronić tytuł. Jestem dość wszechstronnym kolarzem, potrafię odnajdować się w różnych terenach, na płaskim, w średnich i wysokich górach. Chcę pomóc kolegom, wierzę, że posiadam to doświadczenie, które im pomoże

– zadeklarował.

Najtrudniejsze jest rozłożenie sił. Każdy ma jakieś granice, więc nie możesz robić wszystkiego, nawet jeśli masz na to siły. Musisz myśleć o tym jak podzielić pracę. Mamy ośmiu kolarzy, w tym dwóch liderów, więc naprawdę musimy dobrze współpracować, wiedzieć kto ma kiedy zły lub dobry dzień. Nie mam wyznaczonej roli, żaden z nas jej nie ma, liczy się to jak się czujesz, jak jechałeś wczoraj. Naszym celem jest wygranie klasyfikacji generalnej, nie ma miejsca na osobiste cele. Myślę, że wszyscy mamy takie nastawienie, wszyscy jesteśmy gotowi pracować na zwycięstwo.

Trasa Grand Boucle w ostatnich dniach skieruje walkę o żółtą koszulkę na alpejskie odcinki, prowadzące przez położone na wysokości ponad 2000 metrów nad poziomem morza przełęcze. Kolarze marzący o walce w tym terenie jak jeden mąż podkreślali, że w przygotowaniach zwiększyli czas spędzony na zgrupowaniach wysokogórskich.

Zrobiłem chyba więcej treningu wysokościowego. Na Teneryfie byłem dłużej, po Dauphine zrobiliśmy mały rekonesans alpejskich etapów, a potem obóz doładowanie w Isola 2000 tuż przed mistrzostwami kraju. To nie było zbyt fajne by jechać czasówkę zaraz po zejściu z wysokości, ale to pomoże w kontekście Touru

– wyjaśnił "Kwiatek", zagadnięty o przygotowania do tej partii wyścigu.

fot. ASO/Alex BROADWAY

Między Bernalem a Thomasem

Praca na dwóch liderów to w zespole to dla brytyjskiej grupy nie nowość. Egan Bernal do Francji przyjeżdża opromieniony zwycięstwami w Paryż-Nicea i Tour de Suisse, acz z o wiele mniejszym bagażem doświadczeń niż ubiegłoroczny triumfator, Geraint Thomas. Brytyjczyk nie skończył Tirreno-Adriatico i Tour de Suisse, przez co nabił nieco mniej kilometrów wyścigowych, ale sygnały płynące z zespołu Ineos sugerują, że Walijczyk gotowy jest do obrony tytułu.

Oni nie startowali często razem. Ja jestem chyba jednym z łączników między nimi, bo ścigałem się z oboma w roli liderów. Z doświadczenia, z oboma świetnie się pracuje. Chcemy wygrać Tour de France, w mojej opinii oni są w stanie skończyć ten wyścig na pierwszym i drugim miejscu, ale oczywiście to nie tak, że planujemy taki układ, chcemy po prostu wygrać. [Bernal i Thomas] Rozumieją, że jeśli ktoś będzie miał większe szanse na dokonanie tego, ekipa pojedzie na niego. Szczerość między nami i brak ambicji personalnych to nastawienie całej ekipy i mam nadzieję, że dzięki temu wygramy

– tłumaczył Kwiatkowski.

To pomaga w wygrywaniu, jeśli masz więcej opcji by odpowiadać na ataki. Presja rozkłada się, nie spoczywa tylko na jednym zawodniku.

Kwiatkowski, jak w latach ubiegłych, podkreślił jedność zespołu wybranego na Tour i fakt, że brytyjska grupa zainteresowana jest wyłącznie końcowym wynikiem w Paryżu.

Wygrana etapowa zawsze pomaga w wygraniu Touru, ale z taktycznego punktu widzenia, jazda na klasyfikację generalną pochłania takie zasoby energii… historia pokazuje, że w naszej ekipie to nie działa. Nasi rywale wiedzą, że jedziemy tylko na generalkę, więc nie możemy ryzykować i bawić się w zabieranie się w ucieczki, chyba że to Egan czy Geraint chcą się zabrać

– wyjaśniał z uśmiechem.

Grupa Sky w kontekście przygotowań nie uniknęła także pytań o zastosowanie wyłączeń dla celów terapeutycznych (TUE). Manager zespołu, sir Dave Brailsford pytany o tę kwestię przez Davida Walsha, odparł, że wedle jego wiedzy żaden z zawodników takowego nie posiada. Kwiatkowski na pytanie "Rowery.org" odpowiedział przecząco, zaznaczając, że nigdy takiego certyfikatu nie miał.

fot. ©A.S.O. / Alex Broadway

Mierzyć wysoko

Start w Tour de France w roli jednego z superpomocników i praca w drużynie, której celem jest tylko i wyłącznie zwycięstwo końcowe, dla Kwiatkowskiego nadal są częścią długofalowego planu kariery. Polak na ścieżce stawania się kolarzem wygrywającym wyścigi etapowe znajduje się już od kilku sezonów i wierzy, że w szeregach Sky będzie mógł pójść śladami kolarzy takich jak Thomas, którzy na fundamencie świetnej jazdy na czas i w klasykach stopniowo zbudowali możliwości walki na trasie lipcowego Grand Touru.

Nadal chcę się rozwijać jako kolarz specjalizujący się w wyścigach etapowych i to jest jeden z powodów, dla których tu jestem, w szeregach najlepszej ekipy świata. Mam swoje okazje, w Paryż-Nicea czy w Ardenach. Próbowałem wygrać te wyścigi, to nie był mój rok, ale byłem na bardzo wysokim poziomie. Jestem zadowolony, że ekipa powierza mi rolę lidera w wyścigach, które wybieram. Jednocześnie wiem, kiedy muszę się odwdzięczyć, tak to działa w kolarstwie. Gramy na najlepszego zawodnika, tak wygrywamy

– tłumaczył.

29-latek przed rokiem wygrał Tirreno-Adriatico, Volta ao Algarve oraz Tour de Pologne, a także prolog Criteirum du Dauphine i przez kilka dni był liderem Vuelta a Espana, na trasie której sprawdzał się w walce z najlepszymi. W tym sezonie póki co zapisał na koncie trzecie lokaty w Paryż-Nicea i Mediolan-San Remo.

Ja jestem liderem w niektórych wyścigach. Ale wygranie Tour de France, to mnie napędza, to moje marzenie. Więc oczywiście, bardzo chciałbym być liderem ekipy. Ale do tego zmierzam krok po kroku, jeśli się to w ogóle wydarzy... To moja motywacja w życiu, w treningach, [trzeba] mierzyć w najwyższe cele, nawet jeśli wydają się one trochę księżycowe. Nie skupiam się na mniejszych celach

– wyjaśnił.

Kwiatkowski opowiadający o swoim marzeniu prowadzenia zespołu w Tour de France epatuje poczuciem cierpliwości, ale także zrozumienia, że postawienie wszystkiego na taką ścieżkę rozwoju ma swoją cenę.

Chciałbym przyspieszyć ten proces... to nie jest łatwe, być może to marzenie o byciu liderem na Tourze się nigdy nie ziści. Ale to jest coś, co mnie napędza. To moja motywacja. Nie marzę o powtórzeniu wygranej w Amstel Gold Race czy nawet mistrzostw świata… okej, to są krótkofalowe motywacje. Wierzę, że nadal mogę się rozwijać i fakt, że mam marzenia i celuję w największe wyścigi, pozwala mi wygrywać takie starty jak Tirreno-Adriatico, Mediolan-San Remo czy Tour de Pologne. Marzenia o największych celach prowadzą do sukcesów w życiu

– podsumował.

Jeśli znalazłeś w artykule błąd lub literówkę prosimy, daj nam o tym znać zaznaczając błędny fragment tekstu i używając skrótu klawiszy Ctrl+Enter.

5 Comments

  1. Simoni

    6 lipca 2019, 17:17 o 17:17

    Cóż, swoje już wygrał, więc skoro chce rzucić wszystkie siły na TdF to będę trzymał kciuki. To by było coś!
    Gdy Thomas odejdzie, a Bernal po zwycięstwie w TdF będzie chciał połączyć Giro i Vueltę to nawet w Ineos znajdzie się miejsce dla Kwiatka w roli lidera na TdF.

    • reko

      6 lipca 2019, 19:40 o 19:40

      też uważam, że skoro taka jego wola to należy mu się wsparcie od kibiców...choćby za wcześniejsze sukcesy. Ale obawiam się, że w Ineos roli lidera może nie dostać nigdy. Są już następni młodzi gniewni w Ineos.

  2. pantani

    6 lipca 2019, 19:41 o 19:41

    Dajmy juz spokoj. Kwiato nie jest kolarzem na generalne. Czekam na ten moment kiedy zostanie liderem grupy i zaliczy wpadke. Wtedy dyskusje umilkna.

    • reko

      6 lipca 2019, 23:02 o 23:02

      dobrze, że to nie forum mmarocks bo byś dostał mocny pocisk, którego nikt tam by nie ściągnął w przeciwieństwie do tego portalu....czy jest, czy nie jest zobaczymy. Jego sprawa, ma prawo próbować. Ale jakoś tak polaczkowo zabrzmiało to "czekam na ten moment kiedy....". Brawo ty.

  3. Maks

    15 lipca 2019, 12:37 o 12:37

    Uwielbiam go...

%d bloggers like this:

Zgłoszenie błędu w treści

Następujący tekst zostanie wysłany do naszych redaktorów: