OVO Energy Women's Tour 2019. Lizzie Deignan wróciła

Lizzie Deignan

Elizabeth "Lizzie" Deignan wygrała OVO Energy Women's Tour i tym samym uzyskała odpowiedź na pytanie o sens powrotu do zawodowego peletonu.

Kiedy na trasie Amstel Gold Race nakręcała ucieczkę i samotnie mierzyła się z Caubergiem, mówiono, że to świetny powrót do ścigania. Tydzień później 7. miejsce w Liege-Bastogne-Liege było znakiem, że jest na właściwej drodze. Tour de Yorkshire uświetniała, na trasie Tour of California dwa razy finiszowała w dziesiątce etapu.

Women's Tour był jednak wyścigiem, który miał dać odpowiedź na to, czy po dłuższej przerwie i wydaniu na świat córeczki, Elizabeth Deignan jest znowu w stanie wygrywać w najważniejszych wyścigach kalendarza, czy podjęła słuszną decyzję o powrocie do ścigania.

30-latka do rywalizacji powróciła po półtora roku przerwy, w kwietniu, sześć miesięcy po narodzinach dziecka. Przez ostatnie tygodnie zbierała kilometry wyścigowe, ale wczorajsze etapowe zwycięstwo i dziejszy triumf w klasyfikacji generalnej brytyjskiej etapówki dały twierdzącą odpowiedź. Deignan udowodniła sobie, że łączyć może dwa światy.

Wytrwałość i determinacja mnie prowadziły. Jestem z dala od córki. To moja praca, wokół siebie mam fantatyczną ekipę i nie chciałam jej zawieść. Muszę powdziękować Abi i Annie, jechały fenomenalnie przez cały tydzień

– mówiła po zakończeniu zmagań, dziękując drużynowym koleżankom.

Przypadek Brytyjki nie jest odosobniony. Zawodniczki, m.in. Kristin Armstrong czy Marta Bastianelli, w przeszłości decydowały się na przerwy w karierze by urodzić dziecko. Deignan, jako jedna z najlepszych, miała stabilną sytuację w kwestii ekipy, ale jej powrót odbył się niezwykle szybko. Jej historia zbiega się ze zmianami wprowadzanymi przez UCI, która od 2020 roku w kontraktach zawodniczek czołowych ekip umieści zapis uprawniający je do wzięcia płatnego urlopu macierzyńskiego.

Deignan, która Wyścig Dookoła Wielkiej Brytanii wygrała już w 2016 roku, w tym sezonie czujnie jechała od początku, a do gry o zwycięstwo włączyła się na czwarty odcinku, zapisując trzecie miejsce na górskiej końcówce w Burton Dassett. Dzień poźniej jej atak zapoczątkował zwycięską akcję, która umożliwiła jej objęcie prowadzenia w walce o zieloną koszulkę.

Lizzie Deignan

fot. SWPix.com

Brytyjka na ostatnim etapie broniła sekundowej przewagi nad drugą Katarzyną Niewiadomą (Canyon-SRAM) i ostatecznie wyścig wygrała o 2 sekundy.

Wyścig był trudny do przewidzenia ze względu na bonifikaty na lotnych sprintach. Dziś moim głównym wyzwaniem była górska premia na Black Mountain. Po jej przejechaniu miałam nadzieję, że ucieczka dojedzie na lotny finisz. Tak się nie stało, więc znowu musiałam walczyć. W finale priortetem było pokonanie Kasi [Niewiadomej], nie chciałyśmy żadnych różnic w tak krętym finale

– tlumaczyła.

Nie żartuję, nie spodziewałam się. Jestem oszołomiona wsparciem, jakie otrzymałem. Wczoraj po raz pierwszy pomyślałem, że mam szansę w generalce

– dodała.

Zwycięstwo etapowe na piątym etapie było dla Brytyjki mometem szczególnym.

Na mecie owładnęła mnie fala emocji. To powrót po zostaniu mamą, znalezienie swojego miejsca w peletonie było trudne. Zadawałam sobie pytanie, czy podjęłam dobrą decyzję [by wrócić - przyp. red.], a to zwycięstwo dało mi potwierdzenie. Mój mąż jest moją opoką, to o nim myślałam, kiedy przecięłam linię mety

– mówiła po wygraniu potwornie trudnego etapu w Walii.

Deignan na trasie wspierana była przez Abigail van Twisk, Annę Plichtę, Ellen van Dijk, Trixi Worrack oraz w finałach przez Elisę Longo Borghini.

Ściganie z Elisą to dobra zabawa. Zawsze wiedziałam, że byłybyśmy dobrymi koleżankami w drużynie, nasze style jazdy się uzupełniają. Chodziło mi o to, by wrócić na najwyższy poziom fizycznie, a potem rozgrywać z nią wyścigi

– tłumaczyła.

To dwuetowi udało się na przedostatnim odcinku.

Etap był niezwykle ciężki, pojechała ucieczka, a my nie miałyśmy w niej nikogo. Ale nie czułyśmy się odpowiedzialne za jej gonienie. W tym tygodniu wykonałyśmy sporo pracy, Anna i Abi pracowały niestrudzenie, więc chciałyśmy im dać dzień wytchnienia. To była kolej ekip Sunweb i Canyon-SRAM by ciągnąć peleton

– opisywała.

fot. SWPix.com

Deignan z Niewiadomą i Longo Borghini odjechały na ostatniej górskiej premii i ostatnie 21 kilometrów spędziły na czele. Wygrana Brytyjki na finiszu była także o tyle wyjąktowa, że organizatorzy na ten dzień zaplanowali najtrudniejszy etap w historii wyścigu, na 140 kilometrach zapewniając 2200 metrów przewyższenia.

Zerkałam na Elisę, ona zerkała na mnie. Zareagowałyśmy instynktowanie, to rozumienie wciąż między sobą wypracowujemy. Popatrzyłem na nią i zaatakowałam, ona pojechała za mną, a Kasia Niewiadoma do nas dołączyła. To była typowa walijska wspinaczka, długa, odsłonięta od wiatru. Wiedziałyśmy też, że po zjeździe jest jeszcze jedna górka i to tam zbudowałyśmy przewagę.

Deignan w planach ma teraz przerwę od startów. Jej celem w tym sezonie są wrześniowe mistrzostwa globu, które rozegrane zostaną na jej rodzinnych szosach w Yorkshire.

Jeśli znalazłeś w artykule błąd lub literówkę prosimy, daj nam o tym znać zaznaczając błędny fragment tekstu i używając skrótu klawiszy Ctrl+Enter.

1 Comment

  1. ander_her

    15 czerwca 2019, 22:00 o 22:00

    Bravo Kasia Super wynik

%d bloggers like this:

Zgłoszenie błędu w treści

Następujący tekst zostanie wysłany do naszych redaktorów: