MŚ Innsbruck 2018. Katarzyna Niewiadoma: "wiedzieć na koniec, że zrobiłam ile mogłam"

Bez presji na wynik, z nastawieniem by zakończyć wyścig bez pretensji do siebie. Katarzyna Niewiadoma 24. urodziny spędzi na trasie wyścigu o mistrzostwo świata w Innsbrucku.

Najlepsza polska zawodniczka na starcie mistrzostw świata w kolarstwie szosowym elity kobiet stanie po raz szósty w karierze. Niewiadoma, która w dzień wyścigu skończy 24 lata, jest wciąż młodziutką kolarką, lecz za sobą ma już pięć sezonów ścigania w najlepszych grupach świata i sporo sukcesów, ze zwycięstwami w wyścigach WorldTour włącznie.

W wyścigu ze startu wspólnego o tęczową koszulkę najlepszy wynik Niewiadomej to 5. miejsce z ubiegłego roku. Polka, podobnie jak w latach poprzednich, przed startem stroni od konkretnych deklaracji.

Mistrzostwa świata to zawsze start, w którym chcę dać absolutnie wszystko z siebie. Potem jest basta, mam przerwę od startów. Chcę dać z siebie wszystko, wiedzieć na koniec, że zrobiłam ile mogłam. Że nie poddałam się, bo mnie bolało, tylko bo nie mogłam zrobić nic więcej

– zaznaczyła Niewiadoma, w rozmowie z "Rowery.org", przed wylotem do Austrii.

Zawsze się czuję bardzo zmotywowana. To jest szczególny start przez to, że jesteśmy z kadrą Polski. Inne są odczucia jak możesz być w swojej ekipie, w polskiej ekipie

– podkreśliła.

Dla zawodniczki Canyon-SRAM mistrzostwa globu, jak w poprzednich latach, są trzecim celem sezonu. Polka wiosną celowała w ardeński tryptyk, a latem w największy wyścig etapowy - Giro Rosa. Kampanię wiosenną rozliczyła zwycięstwem w Trofeo Alfredo Binda, natomiast bitwę o Ardeny zakończyła bez indywidualnego wyniku. Na trasie włoskiego Grand Touru 23-latka ponownie zameldowała się w czołówce, 10-dniowe zmagania kończąc na siódmym miejscu - lokacie dobrej, ale poniżej jej własnych oczekiwań.

Stwierdziłam, że muszę mieć przerwę dla siebie, odpocząć od wszystkiego. Od grudnia wszystko było na full gas, za dużo trenowałam, za dużo chciałam, za mało odpoczywałam. Nawet jak się organizm buntował, to dalej chciałam więcej i więcej. Po Giro trenowałam trochę luźniej. Zaczęłam trenować sama, pomagał mi trochę Taylor [Phinney]. Zaczęłam czuć, że wracam do siebie, że jazda na rowerze sprawia mi przyjemność, że robię to bo chcę, a nie bo muszę

– wspominała letni okres ścigania.

fot. Alex Whitehead/SWpix.com

Niewiadoma od wyścigów odpoczywała w drugiej połowie lipca i w pierwszej połowie sierpnia, na trasy z koleżankami z niemieckiego zespołu wracając dopiero podczas Ladies Tour of Norway. 5. miejsce po aktywnej jeździe i 10. w rozgrywanym pod koniec sierpnia GP de Plouay stanowiły pierwsze kroki na ścieżce przygotowań do mistrzostw świata.

Nie stresowałam się żadnym treningiem, tylko czułam się dobrze na rowerze. W Norwegii jeździło mi się super, potem GP de Plouay, tymi startami zbudowałam formę. Pod koniec sierpnia zdecydowałam, że ten ostatni miesiąc [przed mistrzostwami świata - przyp. red.] muszę się przygotować z kimś, kto może mi więcej pomóc. Taylor polecił mi swojego byłego trenera, Neala Hendersona [szkoleniowca współpracującego z kadrą narodową USA - przyp. red.]. Zaczęłam z nim pracować, jest to nowe wyzwanie. Jak na razie wszystko idzie w dobrym kierunku.

Przed wylotem na mistrzostwa Niewiadoma odhaczyła spory blok ścigania, który sprawdzić miał jej dyspozycję. Start w Tour de l'Ardeche – siedmiodniowym wyścigu kategorii 2.1 – miał spełnić tę rolę. Choć impreza nie była najlepiej obsadzona, to trasa zahaczająca o Mont Ventoux i Mont-Lozere dawała szansę przepalenia się na trudnych wspinaczkach rejonu południowo-wschodniej Francji. Polka triumfowała na Mont-Lozere, a zwycięstwo w klasyfikacji generalnej wydarła Hiszpance Margaricie Garcii rajdem na zjeździe na przedostatnim odcinku.

Nie chcę wyniku z Tour de l’Ardeche przekładać na poziom WorldTour. Było bardzo trudno, ale czuję się mocniejsza i świeższa

– podsumowała krótko.

Na austriackich szosach Niewiadomą czeka górska trasa, acz bez górskiego finiszu. 156 kilometrów, niemal 2500 metrów przewyższenia, a finał na pokonywanej trzykrotnie rundzie, naznaczonej 8-kilometrową wspinaczką, z której szczytu do mety zostaje blisko 14 kilometrów. W biało-czerwonych barwach obok obchodzącej urodziny zawodniczki pojadą Małgorzata Jasińska, Anna Plichta, Aurela Nerlo, Katarzyna Wilkos i Marta Lach. Tak skomponowana szóstka spróbuje włączyć się do walki z reprezentacjami Holandii, Australii, Włoch i USA, które przywiozą do Tyrolu najsilniejsze zespoły.

Niewiadoma, która w czołówce wyścigu elity kobiet meldowała się trzykrotnie, przyznaje, że przyzwyczaiła się już do radzenia sobie z presją i otoczką imprezy mistrzowskiej. Doświadczenie nie chroni jednak przed przedstartowym stresem – tym płynącym nie tyle z zewnętrznych oczekiwań, co zawieszanej sobie wysoko wewnętrznie poprzeczki.

Zawsze się stresuję mistrzostwami świata, nawet przed Katarem się stresowałam... Wydaje mi się, że stresuję się jak chcę coś dobrego zrobić. Nie potrafię podejść do startu, że "jakoś to będzie". Nawet jak nie mam dobrej formy, to i tak się stresuję, bo chcę dać z siebie wszystko. Nie chcę się zawieść, może to jest stres związany z tym, żeby nie zawieść siebie, rodziny, drużyny. Chcę przekroczyć linię mety z tą satysfakcją, że dałam z siebie wszystko. Nieważne jaki jest wynik, ale przynajmniej chcę mieć tę pewność, że dałam z siebie wszystko. Na tym mi zależy

– wyjaśniła.

Jeśli znalazłeś w artykule błąd lub literówkę prosimy, daj nam o tym znać zaznaczając ten tekst i używając skrótu klawiszy Ctrl+Enter.

1 Comment

  1. Thomas Michael Shelby

    26 września 2018, 07:57 o 07:57

    trzymam kciuki za udany start i 100 lat z okazji urodzin. Dziewczyny z peletonu mogłyby zrobić Kasi prezent w postaci medalu, najlepiej złotego 🙂

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this:

Zgłoszenie błędu w treści

Następujący tekst zostanie wysłany do naszych redaktorów: