Giro d'Italia 2018. Dziennik kapitana Benedettiego #3

peleton wśród tłumu widzów

Nerwówka, prowadzenie pogoni i defekt spowodowany przez kolarza Astany - tak minął Cesare Benedettiemu drugi etap 101. edycji Giro d'Italia.

Dzisiejszy etap był bardzo nerwowy zwłaszcza na początku. Na pierwszych 100 kilometrach było dużo stresu ze względu na sprint i sekundy, które wliczają się do generalki. Wiał bardzo mocny wiatr, ale finalnie nic się nie działo.

Po całej nerwówce rozpocząłem pracę w peletonie, żeby złapać Guillaume'a Boivina. Następnie pomagał mi kolarz Quick-Step Floors, ale tempo było spokojne, ponieważ na przedzie był tylko jeden zawodnik.

Na 20 kilometrów do mety zjechałem z czoła peletonu. Dalej pomagałem kolegom przejść na lepsze pozycję i pracę skończyłem na 10 kilometrów przed metą. Na ostatnich kilometrach zaliczyłem defekt, ponieważ wpadł na mnie kolarz Astany i niemalże się przewróciłem. W efekcie musiałem zmienić koło, przez co zaliczyłem ponad 3 minuty straty.

Dziś przy trasie była masa ludzi, zdecydowanie więcej niż wczoraj. Na ostatnich 10 kilometrach nie było metra powierzchni bez kibiców, pełno też łowców bidonów.

Szkoda, że Sam zajął tylko 3. miejsce, bo naszym celem było zwycięstwo. Kolejna szansa jest jutro.

Kolarz niemieckiej grupy Bora-hansgrohe Cesare "Czarek" Benedetti z trasy 101. edycji Giro d'Italia odczuciami i przemyśleniami dzieli się w dzienniku publikowanym na łamach "Rowery.org".

Jeśli znalazłeś w artykule błąd lub literówkę prosimy, daj nam o tym znać zaznaczając ten tekst i używając skrótu klawiszy Ctrl+Enter.

Zgłoszenie błędu w treści

Następujący tekst zostanie wysłany do naszych redaktorów: