Giro d'Italia 2018. Dziennik kapitana Benedettiego #2

Stan asfaltu w Jerozolimie, stan świadomości kibica i znak ostrzegawczy Quick-Step Floors, czyli pierwsze odczucia Cesare Benedettiego z Giro d'Italia.

Wczoraj pisałem, że asfalt, na którym trenowaliśmy, był bardzo dobry. Dzisiaj tak nie było i przez to na porannym rekonesansie kilku zawodników leżało w kraksie, jak Froome, Lopez czy Siutsou.

Trasa była bardzo trudna, ciągle góra-dół, było parę zakrętów, które wymagały dobrej techniki. Mimo to bardzo mi się podobała, no i dziś słońce nie dawało tak w kość. Pojechałem średnio, nie jestem specjalistą i starałem się utrzymać mocne tempo.

Zarówno na starcie jak i na mecie było mnóstwo kibiców, na trasie było ich zdecydowanie mniej. Rozmawiałem z lokalnym kibicem, który mówił, że na miejscu nie było dużej reklamy, masa osób nie wiedziała, że przyjedzie tu Giro.

Dziś miałem okazję obejrzeć Jerozolimę, widok Starego Miasta i Ściany Płaczu robi wrażenie. Jutro jedziemy wzdłuż morza, ale na razie nie wieje tak, jak w dniu, kiedy przyleciałem do Tel Avivu. Musimy uważać szczególnie na Quick-Step, bo oni zawsze na wietrze szukają okazji do rozerwania grupy. Jednak na razie wszyscy chcą trzymać się z przodu i może być tak, że na początku etapu wszyscy będą się starali walczyć o pozycję, a potem nic się nie będzie działo.

Moim zadaniem będzie opieka nad naszym sprinterem Samem Bennettem, ale zawsze przed startem mamy odprawę i być może dostanę inne instrukcje od dyrektora sportowego.

Kolarz niemieckiej grupy Bora-hansgrohe Cesare "Czarek" Benedetti z trasy 101. edycji Giro d'Italia odczuciami i przemyśleniami dzieli się w dzienniku publikowanym na łamach "Rowery.org".

Jeśli znalazłeś w artykule błąd lub literówkę prosimy, daj nam o tym znać zaznaczając ten tekst i używając skrótu klawiszy Ctrl+Enter.

Zgłoszenie błędu w treści

Następujący tekst zostanie wysłany do naszych redaktorów: