Giro d'Italia 2017: Jan Hirt w czołówce królewskiego etapu

Jan Hirt - Kruijswijk - Landa

Jan Hirt był jednym z bohaterów królewskiego etapu Giro d’Italia, podczas którego kolarze pokonywali tak legendarne przełęcze jak Mortirolo i Stelvio. Po długim dniu w ucieczce, finiszował on tuż za pierwszą „10”.

Na 16. etapie do Bormio „pomarańczowi” jechali bardzo aktywnie od samego początku. Niedługo po starcie odskoczył Branislau Samoilau, ale jego 3-osobowa grupka została zneutralizowana. Nie zniechęciło to Białorusina i ponowił on swoją próbę, tym razem atakując razem z Felixem Grossschartnerem i ponad 20 innymi kolarzami.

Gdy droga pod Mortirolo zaczęła piąć się w górę, ucieczka przemieszała się z zawodnikami przeskakującymi z peletonu. Wśród nich był m.in. Jan Hirt, który zastąpił w 25-osobowej czołówce Samoiłowa. Był to zatem bardzo dobry układ dla CCC Sprandi Polkowice.

Na ostatnim podjeździe dnia, pod Umbrailpass, z czołówki odskoczył Mikel Landa. Hirt próbował za nim podążyć, ale Hiszpan był tego dnia wyjątkowo mocny. Góral CCC Sprandi Polkowice kontynuował jazdę swoim tempem i został doścignięty przez atakujących Nairo Quintanę (Movistar), Vincenzo Nibalego (Bahrein-Merida), Domenico Pozzovivo (Ag2R La Mondiale) i Ilnura Zakarina (Katusha) dopiero kilometr przed szczytem.

Na zjazdach Nibali zdołał dołączyć do Landy i w dwójkę dojechali do mety. W końcówce szybszy okazał się Włoch, sięgając po pierwsze zwycięstwo dla reprezentantów gospodarzy.

Hirt został wchłonięty przez grupkę goniącą i w niej przekroczył „kreskę”. Po raz kolejny w tegorocznym Giro d’Italia „Pomarańczowi” zapukali do pierwszej „10” (piąty w czołowej „15”), finiszując tuż za nią, na 11. miejscu. Po imponujące jeździe Czech awansował na 16. miejsce w generalce. Jego rodak, 21-letni Schlegel również był wysoko w Bormio, na 28. miejscu.

Czułem się bardzo dobrze przez cały etap. Przeskoczyłem do czołówki na Mortirolo, gdy spora grupa kolarzy atakowała. Było bardzo ważne, byśmy mieli kogoś w tym odjeździe, ponieważ szanse powodzenia ucieczki były całkiem spore. Nie planowałem tej akcji, ale musiałem zareagować na to jak układa się sytuacja w wyścigu

– opowiadał Jan Hirt.

Dobrze było mieć Felixa obok siebie. Przywoził mi bidony i pytał czy czegoś nie potrzebuję. Dzięki jego pomocy mogłem zaoszczędzić sporo sił na końcówkę. Na ostatnim podjeździe, gdy zaatakował Landa, nie chciałem gonić go za wszelką cenę. Nie wiedziałem jak zachowa się mój organizm po 200 kilometrach wyścigu i czy nie dostanę skurczy. Myślę jednak, że dałem z siebie wszystko i mogę być zadowolony, bo pojechałem dobry wyścig. Nie jestem zawiedziony, bo takie jest kolarstwo. Czasami ucieczka dojeżdża do mety, czasami nie.

Zobaczymy co przyniosą kolejne dni. Nie chcę wybierać dla siebie żadnego etapu, bo nigdy nie wiadomo, czy tego dnia nie będę mieć kryzysu. Trzeba podchodzić do każdego odcinka oddzielnie i reagować na to co się dzieje. Jeśli sytuacja tak się ułoży, że będę w stanie powalczyć w ucieczce, to spróbuję zaatakować ponownie.

informacja prasowa

Jeśli znalazłeś w artykule błąd lub literówkę prosimy, daj nam o tym znać zaznaczając błędny fragment tekstu i używając skrótu klawiszy Ctrl+Enter.

2 Comments

  1. Piotruś Pan

    23 maja 2017, 17:48 o 17:48

    Ciekawe czy wytrzyma do końca w czołówce.

%d bloggers like this:

Zgłoszenie błędu w treści

Następujący tekst zostanie wysłany do naszych redaktorów: