John Degenkolb: "znów poczułem krew w ustach"

Nie o miejsce chodziło, ale o przetrwanie. John Degenkolb wrócił w Rund um den Finanzplatz do ścigania po wypadku w Hiszpanii, kiedy wraz z kolegami z Giant-Alpecin został potrącony przez brytyjską turystkę.

Ubiegłorocznemu zwycięzcy Mediolan-San Remo i Paryż-Roubaix groziła nawet amputacja palca. Skończyło się na wielomiesięcznej rehabilitacji i dochodzeniu do siebie. W niedzielę „Dege” nie dojechał do mety, z roweru zeskoczył po trzeciej wspinaczce na Mammolshainer Berg (maks. 23%).

Znowu poczułem krew w ustach. Dałem z siebie wszystko, na więcej mnie w obecnej chwili nie stać. Cztery, pięć tygodni treningów nie wystarczą, by znów zacząć odnosić sukcesy. Świetnie zdaję sobie z tego sprawę. Złapały mnie skurcze. Mimo tego chciałem pomóc kolegom z ekipy

– tłumaczył Degenkolb.

Zanim zrezygnował z dalszej jazdy, narzucał tempo pościgu, który gonił ucieczkę.

Super, że mogłem się do czegoś przydać

– powiedział Niemiec, który nie zorientował się, że przy okazji wygrał dwie lotne premie i klasyfikację punktową klasyku.

Po kilku dniach przerwy Degenkolb wyleci do Kalifornii, przed Tour de France, jeśli wystartuje, prawdopodobnie weźmie udział w Criterium du Dauphine oraz krajowych mistrzostwach w Erfurcie, czyli mieście swojego niedawnego kolegi Marcela Kittela (teraz Etixx-Quick Step).

Jeśli znalazłeś w artykule błąd lub literówkę prosimy, daj nam o tym znać zaznaczając ten tekst i używając skrótu klawiszy Ctrl+Enter.

Zgłoszenie błędu w treści

Następujący tekst zostanie wysłany do naszych redaktorów: