Wciskanie klamki, wciskanie kitu

Jest afera! Arnaud Demare nie wygrałby Mediolan-San Remo, gdyby na Cipressie nie dał się powieźć samochodowi FDJ. Tak przynajmniej twierdzą Włosi. Ale czy  w ogóle jest jakaś „sprawa”?

Jest i to poważna, bowiem jak na razie dane, które pojawiły się w necie, jednoznacznie pokazują, że z jazdą młodego Francuza coś jest nie tak. Capecchi twierdził, że Demare mknął z 80 km/h. Nie, Eros, nie przesadzajmy. Cipressa to podjazd, może nie powalający na kolana, lecz zawsze podjazd. Jakie prędkości można na nim osiągnąć? W rozpędzonej grupie na kluczowym odcinku może z 40-41 km/h. Przyjmijmy, że „czterdziestka” jest bardzo ok.

Uciekający, cisnący Visconti potrzebował na pokonanie 1,7-kilometrowego fragmentu  2:40 min (42,5 km/h). Peleton 2:50 min (41,4 km/h). A goniący, bo leżał wcześniej w kraksie, Demare? 2:33 min (43,8 km/h).  Różnice niewielkie, niewielkie na płaskim... Strava zanotowała maksymalnie 52 km/h. Na 5,6-kilometrową Cipressę wspinał się ze średnią 37 km/h z hakiem.

On, jak i całe kierownictwo francuskiej ekipy, tłumaczą się, że przecież w pobliżu były wozy techniczne, że na motorze jechał ktoś z komisarzy, że przecież nie ryzykowaliby szwindla przed taką publiką. Zaraz, zaraz, już nie takie oszustwa miały miejsce. Weźmy takiego Nibalego. Na klameczkę i heja na Vuelta a Espana. Kolarze widzieli, sędziowie widzieli, kamery telewizyjne widziały, kibice widzieli. Głupota bijąca każdą inną głupotę. I wydawałoby się, że w dzisiejszych czasach, kiedy pierwszy lepszy kibic może nagrać zachowanie tego czy owego zawodnika przy pomocy swojego smartphone’a, każdy ma tyle rozumu w głowie i nie pójdzie w ślady "Rekina". Prawdopodobnie jednak Demare poszedł.

Kiedyś holowanie było codziennością i uchodziło głównym bohaterom na sucho. A na polskim podwórku to jazda na przyczepkę była (jest) nie tyle codziennością, co elementarną częścią sportu. Jeden z naszych wybitnych olimpijczyków wspominał niegdyś, że w latach 80. podczas pewnych zawodów – chodziło o jazdę na czas – nyska ciągnęła za pomocą specjalnej liny jednego chojraka. Sędziowie patrzą, dziwią się, rekord za rekordem. Sprawdzili, znaleźli hol, dali bana.

Demare nikt nie zdyskwalifikuje, nikt nie odbierze mu wygranej w „Primaverze”, niech się chłopak cieszy z największej wygranej w karierze. Nawet gdyby wyszło na jaw nagranie jednego z fanów, uwieczniające jazdę francuskiego muszkietera, UCI raczej nie nie zrobi. Jedna strona będzie atakować, druga zaprzeczać twierdząc, że amatorski filmik nie może być brany pod uwagę. Jeden proces, drugi proces, odwołania, apelacje. Na pewno jednak pozostaje smród. A ze smrodem jakoś da się żyć, prędzej czy później fani zapomną. Po co więc publikować dane pomiaru mocy? FDJ zasygnalizowało, że gdyby w dalszym ciągu sprawa była, pokażą wyniki. Ale ich nie pokażą. Zakład?

Kibice zapomną, media może zapomną, koledzy z peletonu nie zapomną. I jeśli Capecchi z Tosatto nie odstąpią  od swojej wersji zdarzeń, to Arnaud nie będzie miał życia. Jego argumentacja, że Włosi są wkurzeni i kłamią, ponieważ w San Remo triumfował młody Gal, obcokrajowiec, jest tak słaba, jak bateria w "słuchawce" po dwóch dniach działania. Idąc tym tropem od sezonu 2006 powinni mieć wąty i atakować Freire, Gossa czy Degenkolba. Już mija dziesięć lat od ostatniej wygranej reprezentanta słonecznej Italii.

Do tej pory obowiązuje zasada domniemania niewinności, Demare może spać spokojnie. Podobnie zresztą jak wszyscy inni, którzy zdecydowali się na hol, lecz ich czyn nie został uchwycony ani przez sędziów, ani przez TV. Międzynarodowa Unia Kolarska musi coś z tym fantem zrobić. Bo oskarżenie płynie od nie byle kogo, tylko Tosatto, lat 41, wiecznie oddany swoim kapitanom, wyrobnik, człowiek, który rzadko wychodzi z cienia, chyba że musi. Słów takiego człowieka nie można po prostu zlekceważyć.

UCI powinna przeanalizować przypadek Demare. Również po to, by zademonstrować, że śledczy przyjrzą się wszelkim próbom oszustwa, że będą karać, jeśli materiał dowodowy będzie wystarczający. Niech parametry z SRM czy Stravy nie będą traktowane marginalnie. Prewencja może przynieść  pozytywne rezultaty. Chociaż w większości przypadków hol bezpośrednio nie decyduje o losach wyścigu, to jednak w sobotnim San Remo w znacznym stopniu mógł się przyczynić do zwycięstwa Demare. A na takie wygrane nie powinno być zezwolenia.

Jeśli znalazłeś w artykule błąd lub literówkę prosimy, daj nam o tym znać zaznaczając ten tekst i używając skrótu klawiszy Ctrl+Enter.

Zgłoszenie błędu w treści

Następujący tekst zostanie wysłany do naszych redaktorów: