Giro d'Italia 2015: wypowiedzi po 18. etapie

Philippe Gilbert znowu pokazał plecy rywalom. Były mistrz świata (2012) wygrał w tegorocznym Giro d’Italia już swój drugi etap i w sumie ma ich na koncie trzy. W czwartek zawodnik BMC Racing zameldował się "na solo" na mecie w Verbanii.

32-latek należał do ucieczki dnia, w końcówce przyspieszył, zaatakował i triumfował. Drugi był Francesco Bongiorno (Bardiani-CSF).

Wiedzieliśmy, że ucieczka ma szansę, by dojechać do kreski. Razem ze mną kręcił Amael Moinard, który mi pomagał i pomógł praktycznie z powrotem dołączyć do czołówki, w której zresztą sam jechał. Dzień potoczył się dla mnie idealnie. W pierwszej części zjazdu musiałem nieco zaryzykować, ale jeśli chcesz wygrać etap, musisz ryzykować. Nie masz wyjścia

– mówił Gilbert.

Szedł gaz. Jechałem swoje, jednak cisnął i wyrywał się Sylvain Chavanel (IAM Cycling). Nie miałem powodów, by z nim współpracować. Złapałem się jego koła, dogoniliśmy czołówkę. Najpierw zaatakował mój kolega z ekipy, potem ja i odjechałem. Mogłem się rozkoszować tym sukcesem, bo długo czekałem na pozostałych. A top 10 oglądałem w telewizji

– dodał Gilbert.

Alberto Contador (Tinkoff Saxo) natomiast znokautował dzisiaj swoich rywali. Przed podjazdem Monte Ologno kraksa zatrzymała m.in. wicelidera Mikela Landę (Astana). Wtedy koledzy drużynowi „Księgowego” narzucili ostre tempo, potem Contador kręcił już sam. Landa i Fabio Aru (Astana) stracili do Hiszpana ponad minutę.

Dzisiejszy scenariusz był nieco inny, jak pod Mortirolo. Przed podjazdem odwaliliśmy ciężką robotę kręcąc z przodu, ponieważ chcieliśmy rozpocząć wspinaczkę na pierwszych pozycjach, by uniknąć problemów. Tam było wolnej przestrzeni tylko dla dwóch kolarzy

– tłumaczył Contador.

We wtorek, kiedy „El Pistolero” zmieniał tylne koło, do roboty wzięli się zawodnicy Astany. Contador musiał samemu gonić – i zresztą dogonił.

Nie chodziło o zemstę. To jest wyścig. Na podjeździe popatrzyłem się na Fabio, jego twarz mówiła, że nie ma siły, dlatego przyspieszyliśmy. Podjęliśmy dobrą decyzję

– oznajmił Contador, który w dalszym ciągu pozostaje skoncentrowany i uważny:

Dzisiejszy etap poszedł po naszej myśli, jak będzie jutro, nie wiemy. Analizuję każdą sytuację chłodnym okiem, widzę, na co stać moich konkurentów.

Landa, który traci do niego 5:15 min. przed jutrzejszą zabawą do Cervinii, nie ma pretensji:

Wyścig to wyścig. Contador dostał szansę i ją wykorzystał.

Jego kolega z grupy Tanel Kangert z kolei zarzucił Contadorowi "brudną grę".

Dzisiaj zagrali w taki sam brudny sposób, jak inni, z tą różnicą, że to oni oskarżają tych innych. Niech lepiej spojrzą w lustro. Podobne zagrywki, podobne ataki są jednak częścią dzisiejszego kolarstwa. Gdyby nie kraksa, Contador nie wykręciłby dzisiaj takiej przewagi. Po upadku nie mogliśmy wziąć się od razu do roboty, ponieważ z tyłu kręcił jeszcze Landa, który dołączył dopiero w połowie podjazdu. Gdyby był przy nas wcześniej, Alberto by tak nie odjechał. Z drugiej strony Alberto był dzisiaj bardzo silny. Nie może być jednak już pewny zwycięstwa w Giro. Triumfatorem jest się dopiero w Mediolanie

– stwierdził Estończyk.

fot. ANSA/TIM DE WAELE - POOL

Jeśli znalazłeś w artykule błąd lub literówkę prosimy, daj nam o tym znać zaznaczając ten tekst i używając skrótu klawiszy Ctrl+Enter.

Zgłoszenie błędu w treści

Następujący tekst zostanie wysłany do naszych redaktorów: