Giro d'Italia 2015: Alberto Contador: "kolarstwo to nie matematyka"

Hiszpan na podjeździe pod Mortirolo pokazuje, że jest bezapelacyjnie najlepszym zawodnikiem 98. edycji Corsa Rosa.

Kiedy w programie etapu Giro d'Italia znajduje się Passo del Mortirolo, kibice dokładnie sprawdzają rozpiskę czasową, a większa część peletonu próbuje wykalkulować jak zmieścić się w limicie czasowym. Przedstawienie na 16. etapie Giro d'Italia zaczęło się jeszcze przed stromymi stokami alpejskiej przełęczy i trwało przez ostatnie 60 kilometrów morderczego odcinka.

Defekt lidera na zjeździe z Apriki nie wywołał odruchu naciśnięcia na hamulce wśród rywali Contadora. Niepisane zasady peletonu o czekaniu na lidera gdy ten ma defekt lub zaliczy upadek nie zostały wzięte pod uwagę, przeciwnie, tempo nakręcali kolarze Katushy i Astany, pragnąć nadrobić jak najwięcej nad prowadzącym w wyścigu Contadorem.

Przyznam, spanikowałem przez moment widząc, że tętno dochodzi mi do 190 uderzeń na minutę na płaskim odcinku przed Mortirolo

- napisał na Twitterze Michael Rogers, kierujący pogonią za odjeżdżającymi grupkami.

Koledzy Contadora robili co mogli by dociągnąć swojego lidera do prowadzących, ale ich siły szybko się wyczerpały i "El Pistolero" kluczowy podjazd rozpoczął sam. 52 sekundy za Aru. Hiszpan zachował kamienną twarz, wstał z siodełka i rozpoczął pościg. Niczym manekiny mijał odpadających z licznych grupek zawodników, na prowadzących ku szczytowi serpentynach stopniowo redukując straty.

8 kilometrów przed końcem wspinaczki przez twarze kolarzy Astany przemknął wyraz niedowierzania. Słabnącemu Fabio Aru na kole siedział już Contador i, co gorsza, wcale nie wyglądał na ujechanego pościgiem przypominającym rajd Marco Pantaniego z Oropy w 1999 roku.

Niesamowity etap, co za ciężki dzień. Kolarstwo to nie matematyka - złapałem gumę na zjeździe, Basso dał mi koło, ale ponieważ tempo było mocne, nie dało się wrócić do grupy od razu. Było mi ciężko, ale różnice jakie mamy po zakończeniu etapu bardzo mnie satysfakcjonują

- powiedział po etapie 32-letni lider Tinkoff-Saxo, który po krótkim odpoczynku na kole Aru zaatakował i po rajdzie w towarzystwie Mikela Landy i Stevena Kruijswijka na mecie, zlokalizowanej na szczycie Apriki, zameldował się ponad dwie minuty przed przeżywającym ciężkie chwile Włochem.

W końcówce chciałem pomóc Stevenowi, który bardzo ciężko pracował, ale nie takie rozstrzygnięcie było nam dziś pisane. Czapki z głów dla Landy, takie etapy przechodzą do historii

- dodał Hiszpan.

Wobec słabości lidera grupy i najlepszego młodzieżowca wyścigu, za Contadorem po stromych serpentynach ruszył ostatni pomocnik Aru - Bask Mikel Landa. Trzeci w generalce kolarz na plecach Hiszpana i towarzyszącego mu Holendra Stevena Kruijswijka (Team LottoNL - Jumbo) dojechał do mety na podjeździe Aprica, po czym zaatakował na 5 kilometrów przed metą i po raz drugi w tym wyścigu cieszył się z etapowej wiktorii.

To dla mnie piękny dzień, chyba jeszcze piękniejszy niż niedziela. Na zjeździe zobaczyliśmy, że Alberto ma kłopot, a Katusha robi tempo, przyłączyliśmy się więc do nich. Na Mortirolo Aru nie czuł się za dobrze i powiedział mi, żebym jechał za Contadorem i Kruijswijkiem

- wyjaśniał po angielsku kolarz Astany, swoją wypowiedź przeplatając hiszpańskimi wstawkami.

Landa przeskoczył dziś Aru i w klasyfikacji generalnej zajmuje drugie miejsce, 4 minuty i 2 sekundy za Contadorem.

Przed nami wciąż ciężkie górskie finisze, a ja udowodniłem, że jestem jednym z najsilniejszych wspinaczy na trasie. Jako ekipa musimy jechać ostrożnie, to co przydarzyło się Contadorowi, może przytrafić się każdemu z nas

- podkreślił Hiszpan.

Kolejny fantastyczny dzień zanotował z kolei Steven Kruijswijk. Holender, 8. w Giro 2011, na królewski etapie dał pokaz mocy, jasno dając do zrozumienia, że gdyby nie pechowe straty z pierwszego tygodnia, jego akcje stałyby znacznie wyżej.

Czy Contador właśnie powiedział,że jestem byłem dziś najmocniejszy? To wielki komplement. Czułem się dobrze. Nogi kręcą bardzo dobrze, mam nadzieję zrobić z nich właściwy użytek na pozostałych etapach.

- powiedział na mecie.

Landa był za mocny. Wiedziałem to już przed dniem przerwy. Na ostatnich 10 kilometrach walczyłem o nadrobienie jak największej ilości czasu, nie o etap

- wyjaśnił 27-latek, który przeskoczył z 14. na 8. miejsce i walczył będzie o kolejny awans.

fot. ANSA/LUCA ZENNARO

Jeśli znalazłeś w artykule błąd lub literówkę prosimy, daj nam o tym znać zaznaczając ten tekst i używając skrótu klawiszy Ctrl+Enter.

Zgłoszenie błędu w treści

Następujący tekst zostanie wysłany do naszych redaktorów: