Paryż-Roubaix 2015: Bradley Wiggins: "to nie był klasyczny Roubaix"

Podchodził do Paryż-Roubaix z zamiarem wygrania. W końcu tegoroczne „Piekło Północy” było jego ostatnim wyścigiem na szosie w karierze. Nie udało się. Bradley Wiggins opuszczał pave jako pokonany.

„Wiggo” spróbował uciec 30 km przed metą, kiedy zaatakował na brukowym pasażu Templeuve-Moulin de Vertain. Bezskutecznie. W końcówce wyścigu szukał ponownie szczęścia. Również bez większych rezultatów.

Brad znajdował się w dobrej pozycji. Wiedział, że musi czegoś spróbować. Spróbował, zyskał przewagę, ale przecież każdy na niego uważał, został więc znowu doścignięty

– mówił dyrektor sportowy teamu Sky Servais Knaven.

Co miał do powiedzenia zwycięzca Tour de France z 2012 roku?

Miałem dobre nogi, ale dzisiaj każdy miał dobre nogi. Każdy z czołówki mógł wygrać dzisiejszy klasyk. Jestem zadowolony z mojego występu. To nie był klasyczny Paryż-Roubaix. Taki jak w 1998 roku, kiedy wygrał Franco Ballerini

– stwierdził Sir Brad.

17 lat temu Ballerini wysforował się na sam przód 40 km przed kreską i odniósł końcowy triumf.

Brad zanotował dobry dzień. Żadnego upadku, żadnego defektu. Wyglądał na bardzo mocnego. Mógł robić to, co sobie zaplanował. Ale wyścig potoczył się tak, jak się potoczył

– dodał Knaven, który sam w 2001 roku był najlepszy w Roubaix.

Jeśli znalazłeś w artykule błąd lub literówkę prosimy, daj nam o tym znać zaznaczając ten tekst i używając skrótu klawiszy Ctrl+Enter.

Zgłoszenie błędu w treści

Następujący tekst zostanie wysłany do naszych redaktorów: