"Surrealistyczna Gandawa-Wevelgem"

Nie milkną echa niedzielnego Gandawa-Wevelgem rozgrywanego w arcyciężkich warunkach pogodowych.

Ciężko było zliczyć zawodników, którzy nie zaliczali na trasie 77. edycji tego semi-klasyka upadku. Martin Velits (Etixx-Quick Step) i Edvald Boasson Hagen (MTN-Qhubeka) złamali obojczyki, mocno zdenerwowany Jack Bauer (Cannondale-Garmin) cisnął rower daleko w rów.

Do rowu wleciał też Gert Steegmans (Trek), którego „wyekspediował” kolega z peletonu nie mogący dać sobie rady z mocnym wiatrem. Bernhard Eisel (Sky) zastanawia się, czy mieliśmy do czynienia z „wielkim show” czy może „wielką głupotą”?

W żeglarstwie jest taka zasada. Przy 45 węzłach nie potrzebujesz kamizelki, tylko księdza. Dzisiaj mieliśmy właśnie te 45 węzłów na rowerach.

Dyrektor sportowy teamu IAM Cycling Rik Verbrugghe uważa, że niektóre odcinki wyścigu powinny zostać zneutralizowane. Jego kolarz, Sylvain Chavanel, dodał, że bardzo często w klasykach przychodzi zawodnikom walczyć w trudnych warunkach, ale „dzisiaj to było naprawdę na granicy”.

O granicy wspomniał też Christian Knees.

Tak, jechaliśmy na granicy odpowiedzialności. Gandawa-Wevelgem przypominała nieco dzieło surrealizmu

– mówił reprezentant drużyny Sky.

Jeśli znalazłeś w artykule błąd lub literówkę prosimy, daj nam o tym znać zaznaczając ten tekst i używając skrótu klawiszy Ctrl+Enter.

Zgłoszenie błędu w treści

Następujący tekst zostanie wysłany do naszych redaktorów: