Simon Gerrans rozpoczyna sezon

Niefortunnie rozpoczął się tegoroczny sezon dla Simona Gerransa. Trzeci zawodnik mistrzostw świata w Ponferradzie planował mocne uderzenie już od styczniowego Tour Down Under, tymczasem pod koniec grudnia upadł i złamał obojczyk.

34-letni kolarz Orica-GreenEdge musiał zrewidować swoje zamierzenia. Po raz pierwszy w 11-letniej karierze starty rozpocznie dwa miesiące później, na trasie Strade Bianche. Wiosenny cel pozostał jednak ten sam - ardeńskie klasyki i obrona zwycięstwa w monumencie Liege-Bastogne-Liege.

Gerrans ma za sobą dwutygodniowe zgrupowanie drużyny w Republice Południowej Afryki.

To był pomysł Daryla Impeya. Taka lokalizacja naprawdę ma głęboki sens. Pogoda o tej porze jest tam świetna. Pomimo długiego lotu kraj leży w tej samej strefie czasowej co Europa, więc można podróżować tam i z powrotem bez jet-lagu. Plus mogliśmy trenować na wysokości. Nie ma zbyt wielu miejsc w Europie, na których można pracować o tej porze roku tak wysoko, przy dobrej pogodzie . Biorąc to wszystko pod uwagę zespół postanowił dać szansę RPA

- wyjaśnia Australijczyk, dodając że zgrupowanie upewniło go iż może rozpocząć swój sezon.

Kontuzjowany bark jest już w pełni sprawny. Nawet już nie wracam do tego myślami. W ciągu blisko trzech miesięcy od upadku byłem na dwutygodniowych zgrupowaniach podczas każdego z miesięcy. Wykonałem ogromną pracę i jestem dumny, że mogę zakomunikować iż wracam w dobrym zdrowiu, dobrze przygotowany i gotowy do ścigania.

Gerrans w sobotę zadebiutuje na trasie Strade Bianche, następnie pojedzie GP Nobili, a pierwsza etapówka to Volta a Catalunya.

Analizując wyniki ostatnich lat, na trasie Strade liczą się zawodnicy, z którymi z powodzeniem rywalizuję na innych trasach w ciągu sezonu. Profil oczywiście mi odpowiada. Nie jestem pewien jak bardzo zareaguje mój bark, ale moje ostatnie przygotowania były świetne. Może brakować mi doświadczenia na takich drogach jak w Toskanii, niemniej nie mogę już doczekać się na przetestowanie swoich nóg. Nie mam wielkich oczekiwań co do wyniku, ale jestem podekscytowany na samą myśl powrotu.

Mam nadzieję, że przymusowy odpoczynek pomoże mi w przygotowaniu formy na kwietniowe klasyki. W 2002 roku formę ze stycznia dowiozłem do Mediolan-San Remo [gdzie zwyciężył], ale później dyspozycja w kwietniu nieco siadła. W minionym roku zrobiłem krótki odpoczynek przed Ardenami. Zobaczymy jak teraz sobie poradzę. Po tak długim okresie przygotowawczym wchodzę na nieznane dla siebie terytorium.

fot. Orica-GreenEdge

Jeśli znalazłeś w artykule błąd lub literówkę prosimy, daj nam o tym znać zaznaczając ten tekst i używając skrótu klawiszy Ctrl+Enter.

Zgłoszenie błędu w treści

Następujący tekst zostanie wysłany do naszych redaktorów: