Chłopcy z ferajny

Nie, nie i jeszcze raz nie. Czy to kabaret, czy komedia jakaś? O ile wiem, a mogę być źle poinformowany, Juliusz Machulski nie wziął się za nowy scenariusz filmowy.

A tu proszę bardzo, ponownie się okazuje, że najlepsze historie pisze samo życie. W tym przypadku kolarskie życie. Worldtourowa licencja dla Astany to kpina, zniewaga i potwarz. Dla wszystkich bez wyjątku. Sorry, oczywiście nie dla Alexandra Vinokourova. I nie dla UCI.

Mi i na pewno wielu z Was jest po prostu wstyd nie tyle za Astanę, bo beznadziejne złą decyzję panów z Aigle, którzy przy kawce oraz kawałku szwajcarskiej czekolady, a przed wieczorowym serowym fondue, przyznali kazaskiej ekipie upragniony papierek. Chociaż Brian Cookson otwarcie mówił, że afera dopingowa wokół teamu będzie miała wpływ na ostateczny werdykt komisji licencyjnej. Szczerze? Zaufałem mu, początkowo w te zapewnienia wierzyłem. Jednak Polak mądry, to Polak po szkodzie. Kolejny zresztą raz nowa UCI pod rządami nowego szefa serwuje nam wielką niespodziankę. Gruntowna reforma kalendarza wyścigów? Zapomnijcie. Poprawa sytuacji w kobiecym peletonie? A co to takiego? Cookson i jego l-UCI-ki zdają się postępować w myśl słynnej taktyki pierwszego kanclerza powojennych Niemiec Konrada Adenauera, który kiedyś powiedział: „co mnie interesuje moja gadanina z wczoraj”. Dziękujemy ci Unio, naprawdę dziękujemy za zmianę wizerunku instytucji, która swego czasu stała się pośmiewiskiem dla całego świata. I teraz zamiast ten image poprawiać, naprawiać, przebudowywać wdeptujecie jeszcze głębiej w bagno. Bo kasa, bo sponsorzy, bo Nibali. Schowajcie się pod stół i nie wychodźcie spod niego aż do Wielkanocy. A.D. 2034 najlepiej.

Jak to możliwe, że Astana w ogóle otrzymała od leśnych ludków z federacji zielone światło? Cookson stwierdził, że będą się dokładnie przyglądać rozwojowi całej sytuacji, że zespół „Vino” znajdzie się na celowniku, że będzie drużyną specjalnej troski, że nikt tak sprawy nie zostawi. Założymy się? W lutym już nikt o całym zamieszaniu nawet nie wspomni. Była sensacja, nie ma sensacja. Znowu zostaną nam podane smaczne frazeso-kąski w stylu „nie zajmujmy się przeszłością, bo wiemy, jaka ona była, spoglądajmy lepiej w przyszłość”. Kiedy coś podobnego słyszę, dostaję gorączki. UCI bawi się z kibicami i ma ich za nic. „Chcemy uatrakcyjnić nasz sport, chcemy wprowadzić nowe technologie” – terefere bumbum. Te wszystkie innowacyjne koncepcje mają wprowadzić zamęt, wydaje się, że mają odwrócić uwagę sympatyków kolarstwa od wciąż nierozwiązanej kwestii dopingu w peletonie, ludzi z brudną historią, którzy nadal pracują w tym światku i przede wszystkim od kwestii potężnego uzależnienia finansowego od największych kombinatów i kolektywów sponsorskich, jakimi dysponują np. Katusha i Astana.

Prawie dwa lata temu na tapecie wylądowały Katiusze, bo podobno nie spełniały pewnych warunków etycznych. Sprawa trafiła przed Trybunał Arbitrazowy, ten przyznał rację drużynie Igora Makarova, UCI – jeszcze za panowania Jego Szarej Eminencji Pata McQuaida - zapowiedziała dalszą batalię. Rękawicy nie podjęto, wszystko przycichło, a kiedy za sterami usadowił się Cookson, który rzekomo wygrał wybory między innymi dzięki wspaniałomyślnej protekcji strony rosyjskiej, oczywiście temat umarł śmiercią naturalną. Zanosi się, że i problem Astany czeka taki sam los. Niestety.

Jak jeden mąż „Rekin z Mesyny” i cała reszta z kierownictwa  Astany mówią, że team kontynentalny nie ma nic wspólnego z sekcją z pierwszej dywizji. Nie istnieją żadne powiązania, mamy do czynienia z dwoma różnymi strukturami. Kto głupi, ten uwierzy. Takie brednie to można pleść fanom podnoszenia ciężarów bądź polo, tylko nie nam. Że Nibali nawet nie znał trzech agentów z zespołu młodzieżowego, których przyłapano na sterydach – wielce prawdopodobne. Że działali oni na własną rękę i odpowiedzialność – Boże, uchowaj. Przyjmijmy nawet, że tak, że dyrektorzy nic o tym nie wiedzieli. To ja się pytam: jacy z nich dyrektorzy? Jacy z nich opiekunowie młodych przecież ludzi, którzy nie zdają sobie sprawy z tego, co się w ich szeregach święci? Odpowiedź: żadni. Wolnoamerykanka i „każdy-sobie-rzepkę-skrobie” zamiast profeski. W projekt idą grube miliony, a nikt nie potrafi uchronić zawodników przed potęgą ampułek, strzykawek i szybkiego wyniku. Paranoja, istna paranoja. Ale tak zapewne nie było. Te ruble i petro-dolary szły z całą pewnością też w innym celu...

Na marginesie, lecz jest to wątek na zupełnie osobny tekst, kłania się nam w tym punkcie, odwołując się do naszego krajowego podwórka, również wpadka Marcina Sapy. Dariusz Banaszek zdumiał się, kiedy usłyszał, że jego zawodnik został przyłapany. Zawierzył mu, burzy nie rozdmuchano, czekano. W ekipie zawodowej nie powinno być jednak żadnego zawierzenia. Zawodowy system wymaga zawodowego zachowania, zarówno ze strony kierownictwa, jak i kolarzy. Innymi słowy: kontrolujemy i testujemy, testujemy i kontrolujemy. Bo jeśli nie, to a) zrobi się wielkie hallo, kiedyś ktoś będzie miał pozytywne wyniki, co źle świadczy nie tyle o samym oszuście, o ile o drużynie, b) będą rodzić się podejrzenia, że praktyki nielegalnego doładowania organizmu wewnątrz grupy nie były dziełem przypadku, nie były żadnym tajemnicą, tylko były odgórnie „sterowane”. I tak źle, i tak niedobrze.

Jak UCI zareagowała na informację, że Vinokourov i kilku jego pupilków kontaktowało się z panem doktorem Michele Ferrarim? Lekarzem, który został dożywotnie zawieszony, oficjalnie nie może pracować w branży? Z którym próba podjęcia rozmowy oznacza dyskwalifikację? „Zastanowimy się i się przyjrzymy aktom”. Krew zalewa człowieka. Takiej właśnie Astanie, ekipie, za którą smród ciągnie się tak długo, od kiedy związany jest z nią „Vino”, czyli od samego początku, rezerwuje się miejsce w najwyższej lidze, a zabiera się je Europcar, ponieważ Francuzom zabrakło kilku euro. Budżet ma luki, filary finansowe szwankują, żadnych gwarancji. Krew zalewa człowieka po raz drugi. Wniosek z tego narzuca się sam: bogatemu wszystko wolno. Wolno wodzić za nos MPCC, którego jest się członkiem, ale którego statusów się nie przestrzega (patrzcie: zawirowania po EPO-braciach Iglinskiy i rezygnacji jedynie z mało znaczącego Tour of Beijing), wolno zatrudniać klienta Eufemiano Fuentesa Luisa Leona Sancheza, którego nie chciał Belkin.

Wystarczy popatrzeć na wylew mało przychylnych komentarzy w necie. Astana jest skończona. UCI chyba jest ślepa na oczy i głucha na uszy, jeśli tego nie potrafi pojąć. A może i potrafi, tylko nie chce i nie może. Konsekwencje patrzenia byłyby przecież szkodliwe. Co by się stało, gdyby Kazachowie zostali wykluczeni z rozgrywek? Money, money, money, must be funny, in the rich men’s world, jak śpiewała niegdyś ABBA. Mniej floty, zamknięcie rynków wschodnich, które są tak ważne w polityce globalizacyjnej światowego związku, ok. 100 osób na bezrobociu, ogólny ferment w środowisku. Nie można do tego dopuścić, po prostu nie można. Brawo UCI.

Czy Cooksonowi i jego poplecznikom się wydaje, że im wszystko wolno, że złapali Pana Boga za nogi i mogą sobie według własnego „widzi-mi-się” rozporządzać i rządzić? Jednym zabierać, innym dawać? Obojętnie, co zrobimy, jakoś to będzie? Pogrążacie się panowie, tracicie zupełnie wiarygodność. Nikt nie kupi tych waszych bajeczek o czystości, o pięknym jutrze, w ukaranie winnych nikt już nie uwierzy. Kompromitacja, bandycki klan, mafia koligacji. UCI – connecting people. UCI – czyli 100 najlepszych sposobów na uginanie się przed bogaczami. UCI – czyli jak najszybciej stracić twarz i szacunek. Nie pomoże wam Komisja Prawdy, nie pomogą wam obietnice modyfikacji czy rewolucji. Wam pomoże wyłącznie demontaż.

P.S. Widocznie Cookson przestraszył się mało przychylnych i przyjemnych opinii, bo jak informuje Cyclingweekly Brytyjczyk zagroził, że jeśli śledztwo w Padwie wykaże, iż Astana naprawdę flirtowała z Ferrarim, to jeszcze przed rozpoczęciem sezonu może pożegnać się z licencją (mowa jest o Ferrarim, nie o pięciu wpadkach dopingowych). Kapitalnie, najpierw dajemy, potem odbieramy. Tacy się podobno poniewierają w piekle... Będziemy modyfikować WorldTour i listę drużyn na bieżąco. Pro jak się patrzy. UCI tym samym sygnalizuje i chroni się przed atakami: 1) Astana nie jest winna, zasłużenie sprezentowaliśmy im licencję, 2) Astana jest winna, zasłużenie ją teraz kasujemy. Nawet tak prostej decyzji nie potrafią podjąć.

P.S. 2 Coś mi się zdaje, że prokuratura nie będzie dysponować wystarczającymi dowodami i nikt nie zostanie skazany. A co to oznacza? Punkt 1 w pierwszym post scriptum. Jak ja was wszystkich kocham...

fot. @fabrizioviani

Jeśli znalazłeś w artykule błąd lub literówkę prosimy, daj nam o tym znać zaznaczając ten tekst i używając skrótu klawiszy Ctrl+Enter.

Zgłoszenie błędu w treści

Następujący tekst zostanie wysłany do naszych redaktorów: