Paula Brzeźna-Bentkowska: "głupio byłoby się teraz pożegnać"

Jej nikomu nie trzeba przedstawiać. Paula Brzeźna-Bentkowska należy do naszych najlepszych zawodniczek w profesjonalnym peletonie, chociaż tak naprawdę od kilka już lat większość sezonu spędza na naszym podwórku. I mimo tego na mistrzostwach świata w ostatnim czasie ląduje w top 20.

Uwaga Paula, bo tym pytaniem cię chyba zastrzelę: zadowolona jesteś z zakończonego sezonu?

Uff… Dobrze, że spudłowałeś, bo bym Ci na nie w ogóle nie odpowiedziała 🙂

No to odpowiadaj.

Myślę, że był to dla mnie udany sezon. Z dobrej strony pokazałam się w wyścigach UCI, kilkanaście razy poczułam smak zwycięstwa, czuję że byłam członkiem i współtwórcą zgranej i dobrej drużyny. Jedyne, co mi nie wyszło to mistrzostwa świata. Liczyłam na więcej niż 18. miejsce. Ale taki jest sport, nie zawsze wszystko idzie po naszej myśli.

Ale zaraz, zaraz. 18. miejsce postrzegasz w kategoriach porażki? Pomijając Ukrainkę Solovey, która wróciła niedawno do peletonu, byłaś najwyżej uplasowaną kolarką nie ścigającą się na co dzień w najważniejszych wyścigach. Razem z Vos i całą resztą.

Wiesz dobrze, bo już kiedyś mówiłam, że moim celem w dalszym ciągu jest medal, jest pudło na MŚ. A jeśli w życiu jest jakiś cel, to masz do czego dążyć. Wiem, że stać mnie na ten krążek, dlatego też Ponferrada to dla mnie taki „mały” zawód. Co roku czegoś brakuje: jak nie szczęścia, to wiary w swoją własną „moc”. W końcu jednak trafię na dzień, gdzie będzie i jedno, i drugie. Zobaczysz 🙂

Czego ci oczywiście z całego serca życzę. Wspomniałaś, że ten sezon był udany. Wygrałaś Gracia Orlova, notowałaś dobre wyniki w imprezach UCI, zostałaś górską mistrzynią kraju. A czy mogło być jeszcze lepiej?

Pewnie, że mogło. Dlatego też kręcę dalej, nie poddaję się.

Dlatego też nie kończysz swojej kariery...

... bo mam jeszcze kilka celów do zrealizowania i głupio byłoby teraz się pożegnać. W momencie, w którym czuję, że naprawdę spełnienie moich marzeń to nie tylko „marzenia ściętej głowy”.

Czy to oznacza też, że w dalszym ciągu w peletonie będziemy ciebie wyglądać w koszulce TKK Pacific Toruń?

Tak, będziemy na szosach w zbliżającym się 2015 roku. Bynajmniej jak na razie wszystko na to wskazuje. Będą też zmiany w składzie, ale dopóki wszystko nie zostanie dopięte na ostatni guzik, nic nie jest pewne.

Jak bardzo trzeba być „walniętym”, oczywiście w pozytywnym znaczeniu, by mimo trudności nadal się ścigać na naszych szosach? I nie tylko to, przecież razem z Pawłem szkolicie narybek.

No, trochę trzeba mieć nie równo pod sufitem:) Podejrzewam, że w oczach osób, które nie przepadają za aktywnością ruchową to trzeba być konkretnie „walniętym”. Lubię się ścigać, mam nadzieję, że jeszcze coś osiągnę, ale z pewnością świat mi się nie zawali, jak odejdę z peletonu.

Widziałabyś siebie w całkiem innej funkcji, niż na bike’u, niż w kolorowym peletonie? Chciałabyś pozostać wierna kolarstwu?

Kolorowy peleton… lubię to 🙂 Widzę się w paru innych funkcjach ale nie jestem pewna, czy tak samo je pokocham jak kolarstwo. Na razie nie zastanawiam się nad tym, bo nie lubię za dużo myśleć o przyszłości. W książce Dana Millmana Droga miłującego pokój wojownika możemy przeczytać, że „trzeba żyć tu i teraz”. Na przeszłość nie mamy wpływu, a przyszłości niestety możemy się nie doczekać… I tego się trzymam!

Trzymasz się też planów przygotowawczych pod nowy sezon.

Tak, okres roztrenowania i odpoczynku minął szybko, ale czuję, że wypoczęłam i jestem gotowa, by rozpocząć już mój dziewiętnasty sezon. Mam zamiar pójść planem podobnym do ostatnich lat, bo widzę, że jest dobry, że mi pasuje i nie męczy mnie psychicznie. Podglądałam, jak Paweł układał wstępną rozpiskę naszego sezonu. Zarys już jest, reszta zależy – jak zawsze – od finansów i organizatorów wyścigów.

Będąc przy finansach pogadajmy trochę o sytuacji w polskim kobiecym peletonie. W porównaniu do kolarstwa mężczyzn ściganie pań nadal pozostaje w cieniu. Chociaż może się mylę, może coś się w międzyczasie zmieniło na krajowym podwórku?

Ja nie poczułam jeszcze żadnej zmiany, ale wierzę, że w końcu dojdzie do jakiegoś przełomu. Wierzę, że pan Czesław Lang zorganizuje nam Tour de Pologne i może wtedy coś się ruszy, ktoś zobaczy ścigające się kobiety i zechce w nie inwestować.

Wyścigi są potrzebne, by się rozwijać. U nas ich brak. Mimo tego uczyniłyście spory krok do przodu. Zarówno nasze stranieri, jak i zawodniczki „krajowe”.

Myślę, że ten rok był dla nas bardzo udany. Od dawna nie byłyśmy tak wysoko w rankingu UCI. Gdyby ten sezon był rokiem kwalifikacji do Igrzysk Olimpijskich, to punkty zdobyte przez Kasię Niewiadomą, Gienię Bujak, Gosię Jasińską, mnie i Kasię Pawłowską dałyby nam trzy miejsca w Rio. Z naszej strony krok do przodu został zrobiony, a czy będzie lepiej zobaczymy już niebawem.

Ponferrada pokazała dobitnie, że ten krok rzeczywiście został zrobiony. Na papierze jest dobrze, nawet bardzo dobrze, młoda Aga Skalniak zdobywa brąz w swojej kategorii. Wydaje się jednak, że te rezultaty są dziełem przypadku, przypadku w sensie waszego talentu i potencjału, a nie wyselekcjonowanego systemu szkoleniowego.

Niestety masz trochę racji. Wszystkie dziewczyny, które reprezentują dobry poziom, mają talent, ale to głównie ich determinacja i świadomość siebie zaprowadziła je tak wysoko. Wydawałoby się, że jest lepiej, ale czy jest tak naprawdę?! Co roku mam możliwość podpisania kontraktu zagranicą, jednak nie decyduję się na to, bo chcę pomóc tym dziewczynom, które marzą o ściganiu większym jak Puchary Polski. Spędziłam kilka lat w Holandii, wiem jak tamto życie smakuje. Od tamtego czasu wiele się u mnie i we mnie zmieniło, na lepsze. Dużo zaobserwowałam i jestem pewna, że jeżeli w Polsce nie powstanie więcej ekip takich jak np. Pacific, to polskie kolarstwo kobiece będzie garstką dziewczyn, które ścigają się w zagranicznych teamach. W Polsce średnie z wyścigów będą w granicach 30 km/h, a w tym czasie na świecie dziewczyny będą wykręcać 40-45 km/h. Tylko co będzie jak dziewczyny z tej „garstki” zakończą karierę?!

Może rozpoczną szkolić innych tak, jak wy? Na razie wygląda to tak, że to ty i Paweł gwarantujecie naszym talentom ściganie na wysokim poziomie. Jesteście zapraszani na wyścigi zagraniczne, tam właśnie pokazała się Ania Plichta, której nazwisko przed przejściem do was tylko nielicznym coś mówiło. Teraz Ania znajduje się na szlaku Kaśki. Wracając do pytania: wygląda to tak, że wy robicie dużo, a ze strony związku nie robi się nic...

Dzięki, że to zauważyłeś. Na pewno nam jako klubowi, byłoby dużo łatwiej gdybyśmy mogli liczyć na pomoc z innej strony.

Chociaż kolarstwo feminine w Polsce nie cieszy się zbyt dużą popularnością, to możecie jako drużyna liczyć na finansowe wsparcie kilku partnerów.

Tak, bez nich ten zakończony sezon nie byłby tak, jaki był. Chciałabym podziękować przy okazji klubowi TKK Pacific Toruń i firmie CPP Toruń Pacific za stworzenie warunków do ścigania i trenowania. Firmie Quest za odzież, Piotrkowi Kosielskiemu i firmie BikeLab za kompleksowe badania, panu Grzegorzowi Zowada za kaski i okulary Rudy Project. Mojemu sponsorowi panu Władysławowi Piszczałce za ogromne, ogromne wsparcie oraz Elektrowni Skawina. Ale przede wszystkim chciałabym podziękować Pawłowi za to, że zawsze mogę na niego liczyć. Bez niego nie doszłabym do tego wszystkiego. Jego obecność przy mnie jest bezcenna. Dziękuję również dziewczynom: Ani, Monice, Kasi i Beacie za udany sezon w moim i ich wykonaniu. No i oczywiście kibicom, bo bez nich było by nudno na wyścigach. Oni zawsze cos „fajnego” krzykną 🙂

Kiedy ostatecznie przekażesz siostrze pałeczkę?

Zbieram się do jej przekazania już parę lat, ale kiedy to zrobię, to tak naprawdę sama nie wiem!

Foto: wowo brylla/rowery.org

Jeśli znalazłeś w artykule błąd lub literówkę prosimy, daj nam o tym znać zaznaczając ten tekst i używając skrótu klawiszy Ctrl+Enter.

Zgłoszenie błędu w treści

Następujący tekst zostanie wysłany do naszych redaktorów: