Liege-Bastogne-Liege 2001: Oscar Camenzind najlepszy

PŚ; 258 km; 22 kwietnia. Na starcie, podobnie jak w środowym Flèche Wallonne, dali o sobie znać pracownicy firmy Continental z belgijskiego Herstal. W proteście przeciwko groźbie zamknięcia ich fabryki, co wiąże się ze stratą 700 miejsc pracy, opóźnili rozpoczęcie wyścigu o kilka minut.

Zaraz za linią startu zaatakował Marc Streel (Collstrop). Peleton dzisiaj się nie śpieszył, dzięki czemu Belg po przejechaniu 100 kilometrów wypracował ponad dwudziestominutową przewagę. Bardzo szybko zaczęła ona jednak maleć i na 170 km wynosiła niewiele ponad 2 minuty.

Na 190 kilometrze prowadziła już 9 kolarzy: Jörg Jaksche (ONCE), Alberto Martinez (Euskaltel), Maarten Den Bakker (Rabobank), Max Sciandri (Lampre), Unai Osa (iBanesto.com), Koos Moerenhout (Domo), Eddy Mazzoleni (Tacconi), Jens Heppner (Telekom) i Michel Van Haecke (Landbouwkrediet). Po wjeździe na wzniesienie Côte du Rosier (194 km) dołączyli jeszcze Bobby Julich (Credit Agricole), Gorazd Stangelj (Liquigas), Dario Frigo (Fassa Bartolo), Dave Bruylandts (Domo) i Alexandre Vinokourov (Telekom), a odpadł Osa. Przewaga nie była jednak duża, nie sięgała minuty.

Podjazd Côte de la Redoute niewiele zmienił. Z przodu pozostała szóstka: Vinokourov, Mazzoleni, Frigo, Bruylandts, Stangelj i Den Bakker, a peleton się tylko trochę przerzedził. Do mety pozostało 30 kilometrów, czołówka miała 52 sekundy przewagi.

Po kilku kilometrach do prowadzących zdołali z powrotem dojechać Jaksche, Julich i Sciandri powiększając pierwszą grupę do 9 kolarzy. Przewaga nad główną grupą zaczęła powoli zmniejszać się, na 234 km wynosiła 44 sekundy.

Przed Côte du Sart-Tilman (244 km) Bruylandts i Vinokourov odskoczyli od pierwszej grupy. Na wzniesieniu dojechali do nich Frigo, Den Bakker, Stangelj i Mazzoleni. Z peletonu atakowali m.in. Rik Verbrugghe (Lotto) i Oscar Camenzind (Lampre), później Alex Zulle (Team Coast). Na szczycie przewaga zmalała do 12 sekund, dwa kilometry dalej zasadnicza grupa doszła uciekinierów.

Côte de Saint-Nicolas. Atakuje David Etxebarria (Euskaltel), za nim jadą Francesco Casagrande (Fassa Bartolo), Davide Rebellin (Liquigas), Michael Boogerd (Rabobank) i Camenzind. Na szczycie piątka ta wypracowuje przewagę na tyle dużą, że wśród nich znajduje się zwycięzca wyścigu.

Na ostatnim, krótkim podjeździe Côte de Ans, kilkaset metrów przed metą, dwukrotnie atakuje Casagrande, jednak bez efektu. Na finiszu najwięcej sił zachował Oscar Camenzind, zwyciężając w Liege - Bastogne - Liege, przed Rebellinem i Etxebarrią.

W klasyfikacji Pucharu Świata bez zmian, prowadzi Romans Vainstains, który dzisiaj nie startował.

Wypowiedzi po wyścigu:

Zwycięzca Oscar Camenzind: Nie odczuwam ulgi (po dwóch latach bez zwycięstwa), ale wielką radość. Zawsze chciałem zwyciężyć w Doyenne. Nigdy nie zwątpiłem, że nadejdzie taki dzień, pomimo, iż ostatnie dwa lata nie były najlepsze. Miałem wiele problemów, chorowałem.

Moje przygotowania do sezonu były spokojniejsze, trochę mniej trenowałem. Po części to zwycięstwo ma swoje źródło w odzyskanym spokoju ducha.

Na finiszu kierowałem się instynktem, wiedząc, że odpowiada mi profil końcówki wyścigu. Kiedy Casagrande rozpoczął pierwszy finiszować bardzo to mi odpowiadało. Na ostatnim zakręcie zająłem pozycję, która dawała mi przewagę, nawet jeżeli nie byłem najsilniejszy w grupie. Wcześniej, na trasie, miałem trudne momenty, szczególnie kiedy Fassa Bartolo nadawała tempo w peletonie. Musiałem wtedy mocno zaciskać zęby, na szczęście tamten wysiłek nie kosztował mnie pod koniec wyścigu.

Drugi na mecie Davide Rebellin: Jestem bardzo rozczarowany. Drugie miejsce w Liege-Bastogne-Liege jest najgorszą pozycją. Kilometr przed metą byłem pewny swojego finiszu. Jednak to Camenzind okazał się najbardziej sprytny i nieustępliwy. Po świetnym początku sezonu i sześciu zwycięstwach, bardzo chciałem zwyciężyć w Doyenne.

Trzeci David Etxebarria: Wiedziałem, że nie jestem najszybszy z całej piątki, dlatego trzecie miejsce jest dobrym wynikiem. Mimo to bycie tak blisko zwycięstwa w Pucharze Świata jest zawsze flustrujące.

47. - Tomasz Brożyna (za ‘PS’): Po trzech miesiącach startów w najważniejszych wyścigach wracamy na zasłużony odpoczynek do Polski. Czuję się już trochę zmęczony, więc przyda się relaks. Następne wyścigi będziemy mieć dopiero w czerwcu: Classique des Alpes, Dauphine Libere i Route du Sud, w którym byłem najlepszy rok temu. Tak będą wyglądały nasze przygotowania do Tour de France.

48. - Dariusz Baranowski (za ’PS’): Jechaliśmy cały czas w czołowej grupie. Niestety, traciliśmy trochę na podjazdach. Nie dlatego, że nie mieliśmy siły. Po prostu zawsze zaczynaliśmy ‘wspinaczkę’ gdzieś z dalszej pozycji. Zazwyczaj grupa pękała, a my zostawaliśmy przez to z tyłu. Tak stało się właśnie na podjeździe pod Saint Nicolas, gdzie odjechała piątka, która walczyła o zwycięstwo.

If you have found a spelling error, please, notify us by selecting that text and pressing Ctrl+Enter.

Spelling error report

The following text will be sent to our editors: