Francuskie historie Piotra Ejsmonta 2019: odcinek 3. Mariano Martinez - hiszpański bohater Tour de France

Przedstawiamy trzecią z francuskich opowieści przywołanych przez Piotra Ejsmonta z okazji tegorocznego Tour de France. Jej bohaterem jest Mariano Martinez.

Rodzina Mariano Martineza pochodzi z Hiszpanii. Jego dziadkowie za pracą przybyli do południowej Francji razem z sześciorgiem dzieci. Kiedy w ojczyźnie wybuchła wojna domowa, ojciec Mariano wrócił do kraju, żeby walczyć w armii republikańskiej, a potem znalazł się we frankistowskim więzieniu. Kiedy został uwolniony, nie widząc przyszłości w faszystowskim kraju, zabrał rodzinę i wyemigrował do Francji, do Sermoise w miejsce gdzie przedtem przebywał jego ojciec. Był to rok 1953.

Mariano urodził się 5 lat wcześniej, jeszcze w Hiszpanii, w Burgos. Ojciec zatrudnił się na fermie rolniczej. Najbliższa szkoła była w odległości 4 km i mały Mariano dojeżdżał do niej na rowerze. Tak się wprawił, że w wieku 12 lat potrafił ze szkoły dojechać do domu na obiad i wrócić z powrotem na lekcje. Dzienna dawka kilometrów podwoiła się.

Kiedy miał 14 lat, poszedł do szkoły zawodowej uczyć się na mechanika. W tym czasie robotnicy dojeżdżali do pracy na motorowerach i skuterach. Mariano wykorzystywał ten fakt, żeby wskoczyć im na koło i trenować szybką jazdę na rowerze. Po zdobyciu zawodu zapisał się do klubu kolarskiego. W 1965 roku został mistrzem Francji juniorów.

Ojciec otrzymał pracę szefa ochrony w fabryce Creusot Loire. Ściągnął tam do pracy Mariano, który szlifował metalowe elementy. Wytrzymał w niej pół roku, do początku kolejnego sezonu kolarskiego. Wygrał koło 12 wyścigów i marzył tylko o tym, żeby zostać zawodowym kolarzem. Zarabiał już na życie w amatorskim peletonie, gdzie za zwycięstwo płacono do 400 do 1000 franków.

W 1971 roku wicehrabia Jean De Gribaldy zaoferował mu kontrakt w drużynie Hoover. De Gribaldy był doskonałym dyrektorem sportowym, ale miernym menadżerem. Jego kolejne drużyny miały w większości kłopoty finansowe, bowiem sponsorzy zbierani był z całej Europy. Raz bardziej poważni, raz mniej.

Dziesięć lat później, kiedy Martinez zmierzał do końca swej kariery, wicehrabia zaproponował mu dziwny kontrakt w nowej stajni: 50 ram rowerowych o wartości tysiąca franków każda. To miało być wynagrodzenie miesięczne kolarza. Oczywiście jak zdołałby sprzedać te ramy. Kiedy zapytał się, co będzie, jeśli miałby wypadek na szosie, albo zachorowałby, wicehrabia odpowiedział mu, że przecież może się ubezpieczyć sam. Mariano nie skorzystał z tej ekscentrycznej umowy.

Po roku reaktywował licencję amatora i ścigał się aż do 53. roku życia. Jego następcą został syn Miguel, mistrz świata w MTB. Ścigał się też jego starzy brat Martin, wygrywając jeden etap na hiszpańskiej Vuelcie.

Mariano Martinez był jedną z bardziej znaczących postaci Tour de France w latach 70. Jechał w wyścigu aż 10 razy, wygrał na nim 3 etapy oraz po jednym razie klasyfikację górską i punktową. Najlepszym miejscem była 6. lokata wywalczona w 1972 roku.


Cykl "Kolarskie historie Piotra Ejsmonta" od lat stanowił nieodłączny element portalu Pro-Cycling.org. Zakurzone przez upływ lat historie z kolarskiej przeszłości przywoływał Piotr Ejsmont, którego na gościnne występy kontynuujemy po fuzji portali.

Jeśli znalazłeś w artykule błąd lub literówkę prosimy, daj nam o tym znać zaznaczając błędny fragment tekstu i używając skrótu klawiszy Ctrl+Enter.

Zgłoszenie błędu w treści

Następujący tekst zostanie wysłany do naszych redaktorów: