Filip Maciejuk: "mój poziom rośnie z wyścigu na wyścig"

Uwaga, talent! Jeśli Filip Maciejuk będzie rozwijać się tak szybko jak goni światową czołówkę w jeździe na czas, to już niebawem powinniśmy mieć w WorldTourze kolejnego Polaka. To ogromna przyjemność móc obserwować jak rozwija się ten chłopak. Najwyższa więc pora przyjrzeć się kim jest ten 19-latek z Puław.

Gdy przed Karpackim Wyścigiem Kurierów rozmawiałam z trenerem Filipa Maciejuka, ten nie miał wątpliwości: "on może to wygrać". I wygrał. Po równiej jeździe, zaciętej walce, teamowej pracy, dostarczając przy tym ogrom emocji. 

Karpacki Wyścig Kurierów (2.2U) jest wyścigiem wyjątkowym, posiadającym szczególne miejsce w moim sercu, o czym na pewno nie raz jeszcze będę przypominać i tłumaczyć, z czego to wynika. Tegoroczna edycja była naprawdę ciężka. W ciągu sześciu dni rozegranych zostało siedem etapów, w tym górska czasówka. Od samego początku w rywalizacji dominowali zawodnicy z Holandii, z resztą nie po raz pierwszy. Biało-czerwona reprezentacja, w składzie: Filip Maciejuk, Szymon Krawczyk, Kamil Małecki, Szymon Tracz i Marceli Bogusławski, była godnym przeciwnikiem. O końcowym wyniku zadecydował ostatni, królewski etap z Tuchowa do Tarnowa. Holendrzy z Delta Cycling nie dali rady naszym kadrowiczom, którzy rozegrali ten dzień po mistrzowsku. Dzięki temu triumfatorem Kurierów, po kilkuletniej przerwie, ponownie został Polak. 19-letni Filip Maciejuk. Pierwszoroczny orlik. Czapki z głów.

O tym, jak wielkim talentem jest Filip, chyba nikogo nie trzeba przekonywać. Wyniki osiągane przez wychowanka KS Pogoń Mostostal Puławy mówią same za siebie. W zeszłym roku wygrał Międzynarodowy Wyścig o Puchar Prezydenta Grudziądza (2.1 MJ), sięgnął po koszulkę mistrza Polski w jeździe na czas juniorów, był 5. w Trofeo Karlsberg (2.Ncup MJ) i 7. podczas czasówki na mistrzostwach Europy w swojej kategorii wiekowej. Pięknym ukoronowaniem tamtego sezonu był brązowy medal mistrzostw świata w Bergen, wywalczony w jeździe na czas juniorów. Po tym wszystkim Filip podpisał kontrakt z kontynentalną grupą z Luksemburga - Leopard Pro Cycling.

Przejście z kategorii juniorskiej do orlika nie jest łatwe. Wielu młodych zawodników nie wytrzymuje zderzenia z nową rzeczywistością i szybko odstawia rower na bok. Filip Maciejuk idzie dalej, robiąc systematyczny progres. W pierwszym roku młodzieżowca wygrał nie tylko wspomniany Karpacki, ale również był 2. w dobrze obsadzonym Wyścigu Szlakiem Walk Majora Hubala (2.1), wygrywając tam etap w swojej koronnej konkurencji.... i objeżdżając przy tym całą, znacznie bardziej doświadczoną, stawkę.

W miniony weekend stanął zaś w szranki z polską elitą w wyścigach o mistrzostwo Polski. W piątkowej czasówce, rozgrywanej na wietrznej, 33-kilometrowej trasie, zajął 4. miejsce. Tuż za podium, ale jakim. Kolarza Leoparda "objechali" jedynie Maciej Bodnar, Marcin Białobłocki i Michał Kwiatkowski, którzy w kontekście szlifowanej od lat sztuki jazdy na czas są po prostu z innej galaktyki. Patrząc jednak na to, jak skupiony na kolarstwie jest Filip, na to jaki jest uporządkowany i jak się rozwija, nie ma wątpliwości, że i on szybko dołączy do tego grona.

fot. Dominik Smolarek / www.dominiksmolarek.pl

Filip, jak w ogóle zacząłeś z kolarstwem?

Kolarstwo zacząłem uprawiać w wieku 10 lat. Mieszkaliśmy wtedy z rodzicami za granicą. Jak wróciliśmy do Polski, to wróciłem też do mojej starej szkoły. Tam wtedy nauczycielem WF-u był Mateusz Wręga, były kolarz, zawodnik KS Pogoń Mostostal Puławy, który zachęcił mnie do treningów. I właściwie wtedy to się zaczęło. Na początku na spokojnie, raczej dla zabawy się tym zajmowałem. Nie wiedziałem co się z tego rozwinie, ale jak widać rozwinęło się całkiem sporo. Z czasem zacząłem traktować to już na poważnie i tak jest do tej pory. 

Bardzo wspierają mnie w tym wszystkim rodzice, są dla mnie dużą podporą. Właściwie kolarstwo zdominowało nasze życie i wszystko jest pod nie podporządkowane. Wszelkie plany ustalane są pod moje starty i treningi. Rodzice mi bardzo we wszystkim pomagają, tak samo jak brat, który zawsze mi kibicuje. Ja zresztą jemu teraz też pomagam i trzymam kciuki, bo sam się już ściga trochę. Na razie dopiero zaczyna, ale zobaczymy czy wybierze taką samą drogę jak jak, czy może coś innego.

Jak wyglądał ten poprzedni, tak udany dla Ciebie, sezon?

Miniony sezon był dla mnie bardzo dobry jeśli chodzi o starty i wyniki. Zdobyłem medal mistrzostw świata i wygrałem sporo wyścigów w Polsce i za granicą. Od samego początku miałem tamten sezon w głowie, bo zależało mi, żeby dostać się po nim do dobrej drużyny. Wszystkie siły włożyłem w te przygotowania i starałem się wszystko zrobić jak najlepiej byłem w stanie. Wiadomo, że nie zawsze się uda i nie na wszytko ma się wpływ, ale wszystko postawiłem na jedną kartę. 

Początkowo kosztowało mnie to dużo wysiłku, bo przez różne zgrupowania i wyjazdy zaniedbałem szkołę i musiałem później nadrabiać zaległości. Trzeba się było przystosować do nowej sytuacji i rytmu. 

Jeśli chodzi o same przygotowania, to muszę przyznać, że bardzo pomogła mi z tym wszystkim ekipa Mostostalu. Miałem dwa zgrupowania zagraniczne w Chorwacji i dodatkowe zgrupowania w Polsce. Miałem dobre warunki do szykowania formy, a byłem jeszcze juniorem.

Poza tym od jesieni 2016 roku pracuję z moim trenerem Grzegorzem Habą, który bardzo dużo mi pomógł. Rozpocząłem pracę z pomiarem mocy i po zaledwie kilku miesiącach wiedzieliśmy już jakie cele na sezon mogę sobie nakreślać i na jakiej wysokości zawiesić poprzeczkę.

Widzę, że ten wysiłek i praca, którą oboje w to wkładamy, dają efekty. Jestem mu za to bardzo wdzięczny, bo to dzięki jego pomocy udało mi się tak wiele osiągnąć. Także ten medal na mistrzostwach świata, który zaowocował później podpisaniem kontraktu, był w dużej mierze dzięki niemu. Dziękuję oczywiście także wszystkim wcześniejszym trenerom, którzy też do dziś mnie wspierają, m.in. Adamowi Wojewódce.

Skupiałeś się może bardziej na startach zagranicznych licząc, że to one mogą być przepustką do zagranicznej ekipy?

Tak samo traktowałem wyścigi krajowe, jak zagraniczne. Nie rozróżniałem czy dany start daje mi większe możliwości pójścia dalej w świat, choć wiadomo, że to przede wszystkim zagraniczne imprezy mogą otworzyć taką furtkę. Do każdego wyścigu szykowałem się jednak tak samo porządnie, starałem się po prostu profesjonalnie podchodzić do tego co robię. Wygrywałem tu w Polsce, ale za granicą też zająłem kilka dobrych miejsc. Zostało to zauważone i dzięki temu miałem możliwość przejścia do zespołu Leopard Pro Cycling.

Wierzyłeś, że możesz sięgnąć po medal w Bergen?

Tak, jechałem tam z myślą o medalu. Wiedziałem, że mnie na to stać. Bardzo dobrze pojechałem czasówkę na mistrzostwach Europy, choć tam zabrakło mi do medalu. Byłem tam chyba nawet mocniejszy niż na mistrzostwach świata, ale popełniłem błędy, źle rozegrałem wyścig i to kosztowało mnie medal. Wyciągnąłem z tego lekcję i w Bergen wszystko już zagrało tak jak trzeba. To było coś niesamowitego, co udało się tam zrobić.

To chyba były jednak takie słodko-gorzkie mistrzostwa. Z jednej strony medal, z drugiej kradzież roweru, upadek i kontuzja.

Śmieszna sprawa, bo niedawno właśnie dostałem wiadomość, że rower, który skradziono mi na mistrzostwach świata, w końcu odnaleziono. Muszę teraz skontaktować się z policją w Norwegii i dowiedzieć się co i jak.

A co do kontuzji, to rzeczywiście podczas startu wspólnego zaliczyłem kraksę i złamałem obojczyk. Bardzo żałuję, że to się tak potoczyło, ale no cóż, takie jest kolarstwo. To była już moja druga taka kontuzja. Dwa lata wcześniej złamałem lewy obojczyk, teraz to był prawy, choć na szczęście już nie tak poważnie.

Teraz, z perspektywy czasu, myślę jednak, że ten uraz paradoksalnie pomógł mi w przygotowaniach do nowego sezonu. Byłem dzięki temu bardziej zmobilizowany i zmotywowany do pracy.

fot. Dominik Smolarek / www.dominiksmolarek.pl

W jakim kierunku chciałbyś się rozwijać?

Chciałbym na pewno rozwijać się w zakresie jazdy na czas, ale wiem też, że stać mnie na walkę w wyścigach etapowych. Nie tych bardzo długich, ale takich tygodniowych zdecydowanie tak. No i rzecz jasna wyścigi klasyczne, bo jestem kolarzem „dużego kalibru”, co w takim terenie działa na moją korzyść.

Jak pewnie wielu kolarzy, marzy mi się rzecz jasna wystartować kiedyś w Tour de France i wygrać go, choć to oczywiście nie jest tygodniowa etapówka. Ale może kiedyś się uda? Jestem jeszcze młody, rozwijam się, zmieniam, moja postura się zmienia. Może pójdzie to w tym kierunku? Nie wiadomo, czas pokaże 🙂 

Póki co skupiam się na tym co tu i teraz, przygotowuję do bieżących startów i patrzę z wyścigu na wyścig. Zbieram cenne doświadczenie, ciągle się uczę, bo to mój pierwszy rok w kategorii orlik. Ścigam się z o wiele starszymi i znacznie bardziej doświadczonymi zawodnikami, także z elitą. Obserwuję, uczę się i „odrabiam lekcje”, a kiedy nadarza się okazja to walczę i sam próbuję wygrać.

Ponoć jesteś bardzo poukładany.

Trener Adam Wojewódka powiedział mi kiedyś, że jestem bardzo poukładany, że wiem czego chcę... i rzeczywiście tak jest. Wiem czego chcę, do czego dążę. Chcę się rozwijać dalej jako kolarz. Właśnie napisałem maturę i teraz mogę postawić wszystko na kolarstwo. Trenuję już 8 lat i nie wyobrażam sobie życia bez tego.

Przygotowanie do matury wymagało ode mnie sporego wysiłku, ale też szkoła do której chodziłem - SMS Żyrardów - bardzo mi w tym pomogła. W związku z podpisaniem kontraktu z Leopardem nie było mnie w szkole właściwie od listopada i wróciłem dopiero na maturę. Starałem się nadrabiać jak najwięcej, uczyć się na wyjazdach, bo w domu mnie prawie nie było. Pomagali mi nauczyciele ze szkoły, ale także osoby z Mostostalu, czy z mojej aktualnej drużyny Leopard.

A jak doszło do podpisania kontraktu z Leopardem?

Po tym jak zdobyłem medal na mistrzostwach świata odezwało się do mnie sporo drużyn, choć w wielu przypadkach miały one już pozamykane składy na sezon 2018. Ostatecznie zdecydowałem się podpisać kontrakt z Leopard Pro Cycling. Podobnie jak w wielu innych kwestiach, także przy wyborze ekipy i podpisywaniu kontraktu pomogła mi bardzo moja menadżerka Anna Moska. Miejmy nadzieję, że dalej będzie wszystko rozwijało tak samo dobrze, jak do tej pory.

Jak wyglądała aklimatyzacja i co było najtrudniejsze?

Aklimatyzacja w ekipie była bardzo szybka i bardzo łatwa. Już na pierwszym zgrupowaniu na Majorce złapaliśmy wszyscy dobry kontakt, choć przecież spora część ekipy to zawodnicy starsi ode mnie, ścigający się w elicie. Nie czułem jednak tej różnicy, nie miałem problemów z barierą językową, bo dobrze dogadywałem się po angielsku. 

Jeśli chodzi o przygotowania, to nie zmieniły się one jakoś szczególnie względem tego, co było rok temu. Główną zmianą była długość treningów - wiadomo, że z racji dłuższych dystansów na wyścigach, musiałem też odpowiednio się do nich szykować. Ogólnie jednak nie zmieniamy systemu, w jakim trenuję. Po prostu jest więcej kilometrów albo są to treningi cięższe trochę, ale realizowane w podobny sposób co dawniej. Różnica jest taka, że np. nie choruję i jestem w stanie zrealizować o wiele więcej z założonego planu. Tak było też w poprzednim sezonie, co dało zauważalny efekt.

Czy przejście do Leoparda zamortyzowało Twoje przejście z juniora do U23? Wielu zawodników ma problem z tą zmianą i nierzadko wtedy kończą ze ściganiem.

Przejście do ekipy Leopard bardzo dużo mi pomogło w tym przeskoku między kategoriami. Tam jest inny tok myślenia, inne podejście. Wszystko jest też na bardzo wysokim poziomie. Sam Leopard jest moim zdaniem bardzo profesjonalny i myślę, że przewyższa niejedną prokotynentalną drużynę. Wszystko jest dograne, dopięte na ostatni guzik. Większość rzeczy indywidualnie ustawia się pod zawodnika. Nie rzucają od razu na głęboką wodę i nie wysyłają na jakieś bardzo, bardzo trudne wyścigi. Pytają jak się czuję, czy chcę jechać dany wyścig. Wiadomo, że jeśli „mam pod nogą”, jeśli chcę jechać, to jadę. Jeśli nie, to nie jadę. Czuję, że liczą się z moim zdaniem, szanują je i podchodzą bardzo profesjonalnie do tego.

Sporo zdążyłem się już nauczyć i wdrożyć w swoje życie. Chociażby tak z pozoru oczywiste rzeczy, jak zrobienie rekonesansu trasy czasówki przed startem. Pojechać, zobaczyć jak wygląda, zastanowić się jak na niej rozłożyć siły. Wcześniej też nie za bardzo się interesowałem takimi rzeczami, ale w Leopardzie nauczyli mnie, że każdy detal się liczy i warto poświęcić na to czas i uwagę. Kiedy startowałem czasówkę w Belgii [Le Triptyque des Monts et Chateaux - przyp. red.] dyrektorzy sportowi też zabrali mnie na objazd trasy, kazali się przyjrzeć, tłumaczyli co jest istotnego, na co zwracać uwagę. To była cenna lekcja i szybko zapisała mi się w pamięci.

Ja oceniasz pierwszą część sezonu?

Na pewno jest odhaczona na plus. Udało się wygrać bardzo ważny wyścig, jeden z najważniejszych wyścigów dla orlików w Europie - Karpacki Wyścig Kurierów. Na pewno to jest bardzo duża, mocna karta przetargowa do prowadzenia rozmów o kontrakcie na kolejny sezon. Wyścig był naprawdę ciężki, na wysokim poziomie, więc tym cenniejsze jest to zwycięstwo. Duża w tym zasługa kolegów z kadry, z którymi jechaliśmy. 

Z chłopakami z resztą bardzo dobrze się dogadywaliśmy i mieliśmy wspólny cel, co do którego byliśmy zgodni. Ścigaliśmy się już wcześniej razem i znaliśmy się. Wiedziałem, że mogę na nich liczyć, a jeśli będzie trzeba to ja im pomogę. Takie jest kolarstwo. Dobrze nam się też pracowało z trenerem Tomaszem Kiendysiem. Trzeba przyznać, że podchodzi do wszystkiego bardzo profesjonalnie. Sam jeszcze nie tak dawno się ścigał, pamięta wszytko doskonale i przekazuje nam tę wiedzę. Tłumaczy nam wszystko z etapu na etap, z wyścigu na wyścig, żebyśmy wyciągali ze wszystkiego jak najwięcej. Tłumaczy nam gdzie i jakie błędy popełniliśmy, ale też mówi o tym, co zrobiliśmy dobrze. Wszystko to razem sprawia, że jako kadra jesteśmy mocniejsi i możemy osiągać określone cele.

fot. Dominik Smolarek / www.dominiksmolarek.pl

Sam wspomniałeś, że tegoroczny Karpacki był bardzo ciężki, a Ty jesteś pierwszorocznym orlikiem. Jak Ci się jechało taki wyścig?

Jeśli kolarz jest dobrze przygotowany do wyścigu, to niezależnie od trasy, niezależnie od wyścigów potrafi pojechać dobrze. Ja pokazałem, że można dobrze pojechać, choć jestem raczej „ciężkim” kolarzem. A trasa była naprawdę wymagająca. Siedem etapów, które z każdym dniem coraz bardziej dawały się we znaki. Interwały, prawie cały czas góra-dół. Rozmawialiśmy między sobą i chłopaki mówili, że nigdy jeszcze nie jechali tak trudnego wyścigu - niezależnie czy to byli pierwszoroczni czy trzecioroczni orlicy. Słyszałem, że w poprzednich latach trasa też była ciężka, poziom wysoki, ale jak już powiedziałem - jeśli kolarz „ma pod nogą”, to dla niego żaden problem przejechać taki wyścig. 

My, młodzi kolarze, uczymy się. Po to jeździmy na wyścigi, żeby się uczyć i zbierać doświadczenie. Tu było porządne ściganie na wysokim poziomie, z którym też musimy się poznać, jeśli chcemy iść gdzieś dalej. To tak jak z tą czasówką, która była - dwa i pół kilometra pod górę. Pierwszy raz w życiu taką jechałem.  Sprawdziłem się, zobaczyłem co mogę z siebie dać na takiej próbie, czy to boli czy nie boli. No, ale wiadomo, że boli 🙂 Ale cóż, jeśli się nie będzie startowało w takich wyścigach, o takiej randze i poziomie trudności, to kolarzem się nie zostanie. Dużo pomaga taki wyścig. Zresztą wiem po sobie, jak zacząłem w tym roku startować z elitą, to widzę, że mój poziom z wyścigu na wyścig rośnie. 

Dla mnie ten Karpacki był idealny. Były etapy płaskie, były etapy pagórkowate, były etapy z górami, jak ten ostatni, królewski, który jeszcze przy tej temperaturze i długim dystansie naprawdę był bardzo ciężki i dawał się we znaki. Była też wspomniana czasówka. Dla mnie wszystko było idealnie. Pojechałem na niego z myślą, że mogę wygrać i udało się. 

Za Tobą także bardzo udany Wyścig Hubala. Wygrałeś etap jazdy na czas, a w generalce zająłeś 2. miejsce. Jak oceniasz ten start?

Można powiedzieć, że zwycięstwo było blisko, no ale cóż. CCC było wtedy bardzo mocne, choć wiem też, że nie przegrałem tego wyścigu ze słabości, tylko w trochę inny sposób, ale nie chcę o tym mówić. Cieszę się z tego miejsca, które udało mi się wywalczyć, bo mogłem spaść nawet poza podium. Z chłopakami z kadry przed wyścigiem byliśmy bardzo zmotywowani, żeby odnieść zwycięstwo, choć zdawaliśmy sobie sprawę, że to będzie bardzo trudne. Na pewno to 2. miejsce osobiście bardzo dużo mi daje. To wyścig kategorii 2.1, który jest zauważalny w świecie kolarskim i myślę, że taki wynik na koncie może mi pomóc w dalszej karierze.

Kolejnym ważnym startem były mistrzostwa Polski, na których w tym roku orlicy mogli walczyć ramię w ramię z elitą. Jak to odebrałeś? 

Myślę, że możliwość ścigania się z elitą bardzo może pomóc nam, młodzieżowcom. To dobrze pokazuje w jakim miejscu jesteśmy w danym momencie, mamy bezpośrednie odniesienie nie tylko do krajowego peletonu, ale też do najlepszych zawodników świata jak Michał Kwiatkowski czy Maciej Bodnar. Po tej czasówce widzę ile mi brakuje do takich kolarzy, co muszę poprawić, nad czym muszę jeszcze popracować. Ale mam na to wszystko jeszcze trochę czasu, bo jestem młodym, niespełna 19-letnim zawodnikiem.

Do startu wspólnego na mistrzostwach Polski podchodziłem na spokojnie. Chciałem zobaczyć jak zareaguję, ponieważ przed tym wyścigiem skupiłem się głównie na czasówce i nie miałem tak długich treningów pod start na 200 kilometrach, ale widzę, że było ok. Jechało mi się dobrze, choć nie udało się zabrać w decydujący odjazd. No, ale gdy Michał Kwiatkowski zaatakował to naprawdę było ciężko 😉

Jakie masz teraz dalsze plany na sezon? Ponoć jesteś brany pod uwagę przy selekcji składu reprezentacji na Tour de Pologne.

Podchodzę do wszystkiego na spokojnie, z wyścigu na wyścig. Rzeczywiście mam informację, że jestem w szerokiej kadrze na TdP, ale wszystko jeszcze przed nami. Problemem, w tym kontekście, jest to, że zaledwie parę dni po Tour de Pologne jest bardzo ważny dla orlików Tour de l'Avenir. To też jest bardzo ciężki wyścig i trzeba będzie dokonać wyboru, bo jak na pierwszy rok to może być po prostu za dużo. 

W bliższej perspektywie mam jednak młodzieżowe mistrzostwa Europy w Brnie, na których chcę powalczyć. To w połowie lipca, a wcześniej startuję jeszcze razem z moją drużyną klasyk w Belgii [Grote prijs Jean-Pierre Monseré; 1.1 - przyp. red.]. To będzie dobre przetarcie przed mistrzostwami, które w tej chwili są moim celem i się do nich przygotowuję.

Twoja drużyna nie ma problemu z tym, że masz w kalendarzu tak dużo startów z reprezentacją?

Ekipa Leopard jest bardzo wyrozumiała i wiedzą, że takie starty mogą mi pomóc w dalszej karierze. Nie robią mi żadnych problemów w związku z tymi startami. Cały czas jestem w kontakcie z dyrektorami sportowymi - doskonale znają mój program, wiedzą co i kiedy stratuję. Myślę, że wszystko jest tak, jak powinno być. Na pewno dyrektorzy są bardzo zadowoleni z moich wyników.

Jeśli znalazłeś w artykule błąd lub literówkę prosimy, daj nam o tym znać zaznaczając ten tekst i używając skrótu klawiszy Ctrl+Enter.

6 Comments

  1. fred

    1 lipca 2018, 11:51 o 11:51

    Filip trzymamy kciuki!!!!! Pracuj pracuj pracuj!!!

  2. sju

    1 lipca 2018, 17:30 o 17:30

    Powodzenia

  3. XMM2

    1 lipca 2018, 20:59 o 20:59

    "Myślę, że fajną rzeczą jest to, że orlicy ścigają się w tym roku z nami, na tych samych dystansach i tych samych wyścigach. Myślę, że to super rozwiązanie. W tych czasach 18-19 latkowie mogą z powodzeniem ścigać się w WorldTourze i fajnie" Kwiatkowski przed MP.

    • Martyna Maria Kobylińska

      1 lipca 2018, 21:14 o 21:14

      Właściwie to było w trakcie MP, a konkretnie po czasówce, na której Maciejuk był za Kwiatkowskim. Między innymi z tego powodu Kwiatkowski był zapytany o włączenie orlików do rywalizacji 😉 Niemniej jednak w pełni zgadzam się, że to pod wieloma względami był dobry pomysł i Filip niewątpliwie na tym skorzystał.

  4. Wlada

    2 lipca 2018, 16:03 o 16:03

    Jeżeli jest zdrowy, to za parę lat nie będzie już miał sukcesów, gdyż będzie rywalizować z astmatykami, a w najlepszym wypadku z Kolumbijczykami trenujacymi w swoim kraju. Szkoda, bo to właściwie jedyna nasza nadzieja na zastąpienie Kwiatka czy Majki

    • Karol

      3 lipca 2018, 19:25 o 19:25

      Ale on celuje w czasówki, a Kolumbijczycy w GT więc spokojnie, nie panikuj.

%d bloggers like this:

Zgłoszenie błędu w treści

Następujący tekst zostanie wysłany do naszych redaktorów: