Sylwester Szmyd: "Dumoulin pokazał determinację"

Tom Dumoulin zakłada różowe wdzianko

Sylwester Szmyd podsumowuje ostatni tydzień Giro d'Italia, podkreślając, że Tom Dumoulin jest zasłużonym zwycięzcą.

Podejrzewam, że dla kibiców był to jeden z ładniejszych Wielkich Tourów ostatnich lat. Niepewność co do miejsc zawodników i to na całym podium do ostatniego kilometra wyścigu zdarza się bardzo rzadko. Do tego jeszcze oddajmy słuszność zwycięzcy, był najlepszy. To znaczy, najrówniejszy. Tom był najlepszy na czas, wygrał jedną z czterech met pod górę, był atakowany z góry i zmierzył się z przeciwnością losu czy niedomaganiem zdrowotnym, nazwijmy jego rozwolnienie jak chcemy. Mimo to wygrał. I tylko chyba Nibali szukając usprawiedliwienia dla swojej pasywnej jazdy potrafił po etapie do Ortisei, nafaszerowanym dużymi górami, powiedzieć, że trasa etapu nie była odpowiednia dla "górali".

Prawdą jest, że Dumoulin stracił tylko trochę ponad minutę na Piancavallo do Quintany i to była jego jedyna konkretna strata, pomijając Stelvio, gdzie po problemach żołądkowych jechał tak szybko jak czołówka, wjeżdżając i zjeżdżając nieco wolniej od najlepszych. A "górale"? W ostatnim tygodniu na 5 etapach licząc tylko premie 1. i 2. kategorii mieli ponad 12000 metrów przewyższenia. Czy to wykorzystali, żeby zgubić Holendra? Tak słabego Nairo w trzecim tygodniu chyba nigdy nie widzieliśmy. Może na zeszłorocznym Tour de France. Na najważniejszych etapach i Kolumbijczyk i Nibali najchętniej chowali się za swoimi gregario.

Również Vincenzo zapomniał już jak to wygrywając Tour de France kręcił nogami dwa razy szybciej od innych, siedząc spokojnie na siodełku z zamkniętą buzią. Na tegorocznym Giro nie raz mogliśmy go zobaczyć jak pedałował właściwie całym ciałem, a i łapał powietrze "czym" popadło. O jak bardzo na etapie do Ortisei brakowało mi Contadora, który na 100% zaatakowałby od dołu Pordoi i usiadł na siodełku dopiero na szczycie.

Chcę powiedzieć, że w Italii oglądaliśmy bardziej ludzką stronę tak Nairo jak i "Rekina z Messyny", który swoje zęby pokazywał jedynie w wywiadach, ale na szosie już nie.

Trzeci tydzień pokazał też spore obniżenie watów kręconych przez zawodników. Na przykład Umbrail Pass pokonany został ze średnią 5,5 W/kg, Monte Grappa w swojej cięższej części oraz finałowa Foza 5,7 W/kg. Niemal identycznie Piancavallo 5,6 W/kg, całość trochę mocniej od połowy, od ataku Pinota. Właściwie też na żadnym podjeździe najlepsi nie wspinali się szybciej niż 1600 metrów VAM. No i jedyne co to wolałem widzieć na podium właśnie Francuza. Zresztą obok niego Zakarin i Pozzovivo byli dużo bardziej aktywni niż dwóch pozostałych zawodników z podium, których ataków nigdy się nie doczekaliśmy.

Nie sposób nie wspomnieć Janka Hirta. Dzięki niemu dla mnie Giro było jeszcze bardziej emocjonujące. W kilku wcześniejszych tekstach, nawet przed Giro wspominałem, że wierzę w jego dobry występ i się nie zawiodłem. Bardzo silny zawodnik, który dopiero co poznaje swoje limity. Zaimponował wielu ludziom ze środowiska swoją jazdą na wysokim poziomie przez cały ostatni tydzień. Etap wygrany przez TJ mógł być spokojnie jego, ale... przyjdzie czas i na niego, żeby etapy na Giro wygrywał. Z Jankiem jestem w dosyć częstym kontakcie i cieszę się, że od początku roku jak i w trakcie Giro chciał korzystać z mojego doświadczenia. Mam nadzieję, że wybierze najlepszą dla siebie drużynę na kolejny sezon bo propozycji z WorldTouru raczej mu nie brakuje.

Dumuolin pokazał nam też sporą determinację w dążeniu do celu. Po przegranej Vuelcie dwa lata temu wsadził sobie do głowy, że będzie pracować nad Wielkimi Tourami i idealnie mu się to udało. Pokazał, że niekoniecznie jak się straci zbędne kilogramy, to trzeba stracić siłę pod gorę. Udowodnił, że można wygrać Giro właściwie bez drużyny, swojej. Bo przecież Movistar pięknie na niego pracował. Później zawsze znalazł tych, którzy dla wspólnego interesu okazali się pomocni i jemu.

Zwróciłem uwagę, że był liderem z najmniejszą ilością startów przed Giro. Zaledwie 14, to prawie połowę mniej niż Nibali i pozostali. Czy to też mogło mieć znaczenie w trzecim tygodniu? Na pewno.

Sylwester Szmyd o życiu kolarza w sieci pisał od lat. W sezonie 2017, z perspektywy byłego już zawodnika i prowadzącego firmę Szmyd Coaching, na łamach Rowery.org będzie dzielił się swoimi obserwacjami z największych imprez.

Jeśli znalazłeś w artykule błąd lub literówkę prosimy, daj nam o tym znać zaznaczając ten tekst i używając skrótu klawiszy Ctrl+Enter.

13 Comments

  1. Kolarz Górski

    1 czerwca 2017, 19:59 o 19:59

    Niby fajnie się czyta, ale może pora zapytać Sylwestra Szmyda o kulisy jego kariery. Bo przez jej zdecydowaną większość współpracował z liderami, którzy aż świecili od koksu. Z takiej perspektywy trudno się dziwić, że takiego Nairo uważa za słabiaka.

    • Dariusz Ogrodowczyk

      1 czerwca 2017, 20:43 o 20:43

      Przykro mi to powiedzieć, ale odniosłem identyczne wrażenie, co bardzo mnie rozczarowało, gdyż wcześniej ceniłem wypowiedzi Pana Sylwestra. Moim zdaniem Nibali zrobił wszystko co tylko mógł i przykro jest czytać, że są jeszcze osoby, które tęsknią za zawodnikami z ery EPO. Mnie bardziej martwi, że rywalizację w wyścigach trzytygodniowych, może zabić jazda indywidualna na czas i dominacja jednego zawodnika głównie w tej specjalności...

      • Łukasz Macocha

        2 czerwca 2017, 16:35 o 16:35

        "Mnie bardziej martwi, że rywalizację w wyścigach trzytygodniowych, może zabić jazda indywidualna na czas i dominacja jednego zawodnika głównie w tej specjalności..."
        To tak ogólnie czy to komentarz do ostatniego Giro? Bo jeśli do ostatniego Giro to trochę od czapy. Tom przewagę uzyskiwał na czasówkach ale w górach ją mniej lub bardziej udanie bronił. To nie czasy gdy na Giro było pięć czasówek. Można byłoby narzekać, że rywalizację w wyścigach trzytygodniowych może zabić jazda po górach. Przeciętnie straty w górach są przecież większe niż na czasówkach.

    • Piotrek Rutkowski

      1 czerwca 2017, 21:15 o 21:15

      Ale ten specjalista ograł górali na górskim finiszu w Oropie

    • Lech Kawecki

      2 czerwca 2017, 15:12 o 15:12

      Jak to zabic. To ostatnie lata sa latami dominacji specjalistow od gor, wielkie toury maja wygrywac najbardziej wszechstronni. Dumolin takim byl

  2. Artur Sadzik

    1 czerwca 2017, 20:10 o 20:10

    Co do J. Hirta, to Pan przewidział jego formę przed Giro.

  3. Piotr Szumilas

    1 czerwca 2017, 21:51 o 21:51

    Starość nie radość jak mawiają Francuzi... Pan Sylwester w CCC też nie atakował za często pod górkę na Giro :V więc Nibali z tej perspektywy nie jechał tak źle, choć oczywiscie miał też kilka lat mniej niz wtedy Sylwester

  4. Marek Tyniec Jr.

    2 czerwca 2017, 09:50 o 09:50

    Pinot w Piancavallo miał VAM 1712, Nibs 1700. Fajnie, bo Hirt, który jeździł w czubie udostępnia pełne dane i w Piancavallo miał VAM równo 1700 i średnią moc 367W, czyli przynajmniej 5,9-6W/kg. Fozę faktycznie wjechali trochę wolniej, bo VAM Pinota 1545, Hirta 1535, no ale kurczę, to była już końcówka baaardzo ciężkiego tygodnia i wyścigu. Na Fozie Hirt (raptem 15 sekund wolniejszy od szpicy) miał 359W. To znowu jest 5,9-6,1W/kg. Z całym szacunkiem dla naszego zacnego kolarza, ale nie bardzo rozumiem, jak można chcieć i oczekiwać więcej. To właśnie takie wartości, jakimi w ostatnich latach wygrywa się wielkie toury, no chyba, że o czymś nie wiemy i tych paru, parunastu kolarzy, którzy od paru lat dzielą się z nami swoimi danymi robi nas wszystkich trąbę? Co więcej, jeśli prześledzimy karierę np. Nibalego, to on, jeśli wygrywał GT, to wygrywał je właśnie takimi wartościami. Gdy było szybciej, przegrywał, co również to Giro pokazało. Na tle rywali "odżył" gdy wyścig nieco "zwolnił", w sensie zaczął się rozgrywać na dłuższych, powtarzanych kilka razy w ciągu dnia podjazdach na większej wysokości. Ponieważ śledzę te sprawy od ładnych paru lat, będę wdzięczny, jeśli ktoś kompetentny wyprowadzi mnie z błędu, ale ja tu "słabego Giro" zupełnie nie widzę.

    • mp

      2 czerwca 2017, 19:37 o 19:37

      Gdzie Hirt udostępnia te dane?

    • sylwas

      3 czerwca 2017, 00:50 o 00:50

      Panie Marku wszyscy widza dane na Stravie i nie potrzeba ich tutaj zestawiac z moimi ,bo skoro pisze cos innego to mam ku temu solidne podstawy a nie wyssane z palca. Co do Vincenzo kazdy moze miec swoje zdanie ale skoro scigalem sie z nim i trenowalem przez cale 4 lata moge miec prawo mowic cos wecej. pozdr,sylwas

  5. AP

    2 czerwca 2017, 19:49 o 19:49

    Dobra diagnoza Giro. Nibali i Quintana nie mieli nogi by odjechać . Próbował skutecznie tylko Pinot i Pozzovivo . Jak więc napisać ? Kto był najlepszy no chyba tylko ten co wygrał czyli Dumulin. Cieszy postawa Janka Hirta , może rozwinie swój talent w lepszej grupie bo raczej w CCC mu to się nie uda.

  6. Maciej Góraj

    4 czerwca 2017, 15:59 o 15:59

    Były pros prze 20 lat pisze artykuł o ludziach z którymi trenował, ale i tak amatorscy kolarze muszą wiedzieć lepiej 😉 Bardzo fajne artykuły pana Szmyda i liczę na wiecej takich, np. z Tour de France!

  7. Przemysław

    6 czerwca 2017, 08:06 o 08:06

    O to chodzi, brawo i dla p.Sylwestra i komentatorow-amatorów,jest ciekawa dyskusja, sa różne analizy danego wyścigu. Musze pochwalić portal rowery.org, ze zaproszenie p. Sylwestra do współpracy bylo strzałem w dziesiątkę! Pan Marek ma takze bardzo ciekawe analizy poza tym dobrze prowadzi swój blog.
    Pozdro

%d bloggers like this:

Zgłoszenie błędu w treści

Następujący tekst zostanie wysłany do naszych redaktorów: