Kamil Kuczyński: „pamięta się tylko wygraną i zwycięzcę”

O kolarstwie torowym w Polsce, złocie mistrzostw Europy i wygranej w Pucharze Świata opowiada zawodnik klubu Piast Szczecin.

Kamil Kuczyński zdobył w tym sezonie mistrzostwo Europy w sprincie drużynowym, indywidualnie zaś wygrał pierwszą rundę Pucharu Świata w sprincie, a drugim miejscem w drugiej odsłonie cyklu utrzymał prowadzenie w klasyfikacji generalnej sprintu.

Od medalu mistrzostw Starego Kontynentu rozpoczynamy rozmowę o ściganiu na torze. Pisząc o przebiegu zmagań, zaznaczaliśmy, że mistrzostwa, rozgrywane blisko trzy miesiące po igrzyskach olimpijskich, nie są obsadzone przez najlepszych zawodników i zawodniczki globu w wyścigach drużynowych na dochodzenie i sprintach.

Kuczyński żywo nie zgodził się z taką oceną zmagań sprintu.

Jasne, że docelową imprezą tego roku były igrzyska, ale właśnie przez to mistrzostwa Europy są, wbrew pozorom, mocno obsadzone i na bardzo wysokim poziomie

– tłumaczył.

Przez ostatnie dwa lata łapaliśmy kwalifikacje i były to bardzo długie dwa lata. Ten rok również był długi i męczący, od Pucharu Świata w Hong Kongu [połowa stycznia], przez Mistrzostwa Świata w Londynie [początek marca], Grand Prix Polski [początek lipca] – gdzie mieliśmy ostatni test przed igrzyskami, więc też trzeba było być w formie – aż do mistrzostwa Europy w październiku i dwóch Pucharów Świata. Tych, którzy szykowali szczyt formy na IO faktycznie nie było na ME, za to ci, którzy na IO nie pojechali, szykowali szczyt na ME, bo po MŚ w Londynie to był dla nich docelowy start

– argumentował mistrz Polski w keirinie.

I tak Rosjanie, którzy nie pojechali na igrzyska, mieli tu się pokazać. Francuzi i Brytyjczycy którzy nie pojechali też mieli zrobić szczyt właśnie na teraz. A to, że któryś z nich nie nazywa się [Francois] Pervis, [Gregory] Bauge czy [Jason] Kenny?

– pytał retorycznie, wskazując na czasy uzyskiwane podczas mistrzostw Europy i podczas ubiegłorocznych mistrzostw świata na tym samym torze.

Polacy medal ME zdobyli z czasem 43.211, po drodze do finału notując 43.751 (kwalifikacje) i 43.358 w pierwszej rundzie. Finałowy wynik jest lepszy od tego, który w 2015 dał im siódme miejsce (Kuczyński, Maksel, Sarnecki – 43.481) i choć czasy kwalifikacji są słabsze niż te z MŚ, to finałowy rezultat jest gorszy tylko od mistrzów świata Francuzów (43.072) i ukaranych za nieprzepisową zmianę Nowozelandczyków (42.808).

Z naszym czasem z finału sprintu drużynowego mielibyśmy 3. miejsce na świecie! I to, pomimo że to już koniec roku, a, jak mówiłem, sezon był długi i męczący. A wtedy [w 2015 roku] to były kwalifikacje olimpijskie i każdy walczył o wyjazd na igrzyska.

Dla porównania większe różnice notowano w wyścigach drużynowych na dochodzenie – drugie składy Wielkiej Brytanii, Włoch, Francji i Rosji kręciły czasy na poziomie 3:57-4:00, podczas gdy rezultaty uzyskiwane w finale mistrzostw świata ocierały się o wynik 3:54.

Puchar Świata na oparach

Mimo długiego sezonu, Kuczyńskiemu „oparów formy” wystarczyło na starty w Pucharach Świata w Glasgow i Apeldoorn. Zawodnik Piasta Szczecin w Szkocji nie dał się pokonać i wygrał konkurencję sprintu na welodromie im. Chrisa Hoya. Dobrą dyspozycję w końcówce olimpijskiego sezonu potwierdził tydzień później w holenderskim Apeldoorn, gdzie uległ tylko Ukraińcowi Andrijowi Vynokurovowi i przed ostatnią edycją PŚ prowadzi w klasyfikacji ogólnej.

Sam jestem zaskoczony dobrym samopoczuciem na zawodach. Po mistrzostwach Europy zmieniłem trochę ustawienie bloków w butach i to też miało jakiś wpływ, bo nogi zaczęły się płynniej kręcić, a i tydzień przerwy między mistrzostwami a Pucharem Świata swoje zrobił.

31-latek poprzednio na podiach PŚ gościł w sezonach 2008/2009 i 2009/10 – trzykrotnie notując trzecie miejsce w wyścigu na kilometr i raz zajmując 2. miejsce w sprincie drużynowym.

Puchar Świata w kolarstwie torowym organizowany jest od 1993 roku, a na przestrzeni 23 lat reprezentanci Polski odnieśli 20 zwycięstw. Triumf Kuczyńskiego był zaledwie drugim zwycięstwem biało-czerwonego w sprincie – pierwsze wywalczył w 2004 roku na torze w Manchesterze Damian Zieliński, pokonując Francuza Floriana Rousseau i Niemca Jana van Eijdena.

Polacy na podium ME; (od lewej) Kamil Kuczyński, Mateusz Rudyk, Maciej Bielecki i Mateusz Lipa; fot. UEC/Roberto Bettini/Bettini Photo

Kuczyński dotychczas skupiał się na głównie na keirinie, a na sprint indywidualny zdecydował się postawić niedawno. Widowiskowa dyscyplina wywodząca się z Japonii wiąże się ze sporym ryzykiem, a kraksy już kilkukrotnie powstrzymywały Polaka, m.in. w finale PŚ w Cali (2011) czy podczas Pucharu Świata w meksykańskim Aguascalientes (2013), gdy kraksa zakończyła się poważną kontuzją i dawała o sobie znać przez kolejne półtora roku, gdy zawodnik Piasta Szczecin poddawać się musiał trzem operacjom obojczyka.

Trener Tołomanow nie chciał ryzykować kolejnego upadku i możliwości że znowu wypadnę z przygotowań przed samą impreza docelową jak rok temu przed mistrzostwami Europy

– tłumaczył.

Czy w sprincie ścigał się będzie w kolejnym sezonie?

To się okaże. Prawdopodobnie, skoro w sprincie mi wychodzi i nie łapię przy tym kontuzji. Wszystko zależy od tego czy wyniki będą.

Kuczyński, którego osiągnięcia są jednym z najjaśniejszych punktów polskiego toru, sezon może uznać za udany, choć swojej szansy nie otrzymał na igrzyskach olimpijskich w Rio de Janeiro. W kadrze wprawdzie się znalazł, ale do Brazylii pojechał jako rezerwowy i nie wystąpił ani w sprincie, ani w keirinie.

Szczerze, to dla mnie temat Rio jest już dawno zamknięty. Tak naprawdę od dnia przed startem chłopaków w keirinie, kiedy już wiedziałem na 100%, że nie wystartuję. Nie wracam do tego, bo nie ma to najmniejszego sensu

– ucina dziś krótko, choć przyznaje, że cała sytuacja była dla niego sporym zawodem.

Od Moskwy do Saint-Quentin-en-Yvelines

Kuczyński karierę zaczynał w małym klubie Wisła Płock w 1997 roku i na przestrzeni lat w sprincie drużynowym wywalczył medale mistrzostw świata juniorów oraz krążki mistrzostw Europy.

31-letni zawodnik swój pierwszy medal mistrzostw Europy zdobył w kategorii juniorskiej, w 2003 roku z Moskwy wracając ze złotem w sprincie drużynowym (z Michałem Tokarzem i Pawłem Kościechą) i srebrem w wyścigu na kilometr. W tym samym roku, także w Moskwie, podczas mistrzostw świata juniorów wywalczył srebro w scratchu i brąz w sprincie drużynowym.

Dwa lata później, jako orlik startujący w kategorii open, na torze we włoskiej Fiorenzuoli zdobył złoto ME w sprincie drużynowym, tym razem w towarzystwie Damiana Zielińskiego i Łukasza Kwiatkowskiego. Kariery sprinterskiej nie kontynuował jednak płynnie jako młodzieżowiec.

Przyszedł nowy trener, który uważał, że ze sprinterów dobrze jeżdżących na kilometr szybko zrobią drużynę na 4km. Niestety, ja wtedy dobrze jeździłem kilometr i zostałem wcielony do tego pomysłu. Po dwóch latach znowu zmienił się trener i pomysł umarł, a ja wróciłem do sprintu

– wspomina.

Medal w 2005 roku zdobyliśmy na długim, prawie 400-metrowym otwartym torze betonowym. Były inne prędkości, inaczej trzeba było się przygotowywać – wtedy ostatni zawodnik przejeżdżał prawie 1200 m, teraz przejeżdża 750 m. Inny sprzęt, nie pracowaliśmy z dietetykiem, fizjoterapeutą. To wszystko powoli się zmieniało. Powstał tor w Pruszkowie, zawody mistrzowskie odbywają się teraz praktycznie tylko na drewnianych torach o długości 250 metrów pod dachem. Współpraca z fizjoterapeutą, zmiana nawyków żywieniowych, inne metody treningowe.

Kuczyński kolejne krążki w zmaganiach drużyn dokładał do kolekcji w latach 2007, 2011 i 2012 – odpowiednio srebro (w kategorii młodzieżowej), brąz i srebro. Dwukrotnie startował na igrzyskach olimpijskich – w Pekinie (11. w keirinie, 13. w sprincie drużynowym) i w Londynie (10. w sprincie drużynowym).

fot. Andrzej Piątek/Polski Związek Kolarski

fot. Andrzej Piątek/Polski Związek Kolarski

Kolarstwo na przestrzeni ostatnich lat uległo sporym przeobrażeniom, a zmiany na torze dotknęły zarówno organizacji samych wyścigów, jak i rozbudowy struktur i zaplecza stojącego za kadrami. Kuczyński, patrząc na lata rozdzielające swoje złota mistrzostw Europy, wskazuje na wzrost profesjonalizacji i rosnącego wykorzystania technologicznych nowinek.

Jak każda dyscyplina sportowa kolarstwo również cały czas się rozwija, zmienia, ewoluuje. Powstają nowe technologie, wprowadza się nowe metody treningowe, coraz bardziej zwraca się uwagę na pracę z dietetykami, a współpraca z fizjoterapeutami stała się integralną częścią sportu. Zmiany są widoczne gołym okiem – kiedy patrzy się na czasy poszczególnych konkurencji i prędkości, jakie są osiągane teraz, a jeszcze kilka lat temu. I tak jak na sukces składa się wiele czynników, tak samo wiele tych czynników wpłynęło na mnie.

Ile to jest dużo w konkurencji, w której liczą się tysięczne sekundy?

0,1 sekundy to już sporo. Poprawiliśmy nasz czas z MŚ [2015] o 0,2 sekundy, co od razu podniosłoby nas o 3-4 pozycje w górę. Od tego roku nastąpiła zmiana przepisów dotyczących oddawania zmian w drużynie – wcześniej trzeba było czekać, aż kolarz jadący na zmianie przejedzie dokładnie jedno okrążenie i nie można było rozpocząć oddawania zmian wcześniej. Teraz nie wolno go jedynie wyprzedzić. Sporo można zyskać właśnie przy dokonywaniu zmian, nawet 0,2 sekundy na zmianie, co przy dwóch zmianach daje już wynik 0,4 sekundy, a to na prawdę dużo

– wylicza.

Jak przygotowanie sprintera wygląda w polskich warunkach?

Jeśli chodzi o sprinterów, to jest to tak specjalistyczny rodzaj pracy, że konieczne jest szkolenie centralne. Większą część roku spędzamy razem na torze w Pruszkowie, gdzie też wykonujemy 90% naszych treningów. W głównej mierze specjaliści organizowani są przez Polski Związek Kolarski. Kluby niestety nie są w Polsce zbyt bogate. Pomagają jak tylko mogą, ale na sport zawodowy nie dostają zbyt dużych pieniędzy, główny nacisk jeśli chodzi o kluby położony jest na szkolenie dzieci i młodzieży. Później, żeby się rozwijać, trzeba trafić do kadry

– tłumaczy zawodnik klubu Piast Szczecin.

Kolarstwo torowe to zlepek wielu zmiennych i zależnych od siebie czynników, w których następuje efekt domina. Jeśli mamy dobry sprzęt, ale nie mamy zaplecza treningowego, to sam rower, choćby najdroższy, nie pojedzie. To samo w drugą stronę, nawet jeśli mamy znakomitych szkoleniowców i system szkolenia, a nie mamy odpowiedniego sprzętu, to przegramy i nie będzie miało znaczenia, że o 0,001 sekundy. W sporcie nie pamięta się cyferek, ani jakie warunki miał każdy z zawodników przed startem, pamięta się tylko wygraną i zwycięzcę.

banner