Szosa jest kobietą

Wrażenia z wizyty na wyścigu Tour de Pologne Women.

Zdziwimy Was, może nawet bardzo stwierdzeniem, że kobiecy Tour de Pologne był naprawdę udaną imprezą.

Wyścig dla pań został przez Czesława Langa oraz jego ekipę dobrze zorganizowany oraz, co jest może najważniejsze, obyło się bez większej napinki i zbyt dużego nadęcia. Ale kolarstwo feminine po prostu takie jest: jest fajne. Szkoda, że tą "fajność" zobaczyli tylko ci, którzy przybyli do Zakopanego czy Bukowiny Tatrzańskiej.

A dlaczego tylko ci? Bo telewizja zbytnio paniami się nie przejęła. Kiedy Gosia Pawlaczek szukała w programie TVP relacji live, natrafiła na Komisarza Alexa. Ojciec Mateusz, czy jak mu tam, przynajmniej jeszcze jeździ na rowerze. Alex do czynienia ma bardziej z psami. Mówiłem, żeby może sprawdzić na TVP Kultura czy TVP Seriale, lecz na nich również lipa...

Więc jak to jest? Mówi się, że Tour de Pologne panów i pań to jeden pakiet, mówi się, że telewizja, że transmisja, a tu jedna wielka siara. Ludziom z Woronicza się nie chciało, inni widocznie nie napierali. Owszem, na miejscu była ekipa ze znanym Sebastianem P., która robiła całkiem w porządku materiał, skrót dnia emitowany później ok. godz. 22.00. To wszystko. Czas antenowy niewystarczający, by przybliżyć telewidzom, kibicom i kibicom z przypadku, czym jest ściganie płci pięknej. A jeśli TV odpowiada „niet”, po co więc wyznaczać start na późne godziny popołudniowe?

Kobiety przyzwyczajone są do jeżdżenia o wczesnych porach i wydaje się, że właśnie przesunięcie startu na 11-13 miałoby większy sens, tym bardziej, jak zauważyła najlepsza Polka Tour de Pologne, Paula Brzeźna, że dziewczyny po kolacji, masażach itd. idą spać o północy. Każda czeka w kolejce, bo masażysta jeden, a pracy sporo. Również inny pomysł, jeszcze nieopatentowany, pojawił się na tapecie, który jednak raczej nie doczeka się realizacji: a może tak rozgrywać kobiecy tour na tej samej skróconej trasie kilka godzin przed facetami z WorldTouru? Po rundach, takie szybkie płaskie kryterki, w górach to już wiadomo. Za rok ma być pięć etapów, nad ideą można by się pochylić. Problem jest jednak inny: co wówczas zrobić z Nuttelą i wyścigiem amatorów, które kolidowałyby czasowo z rywalizacją pań?

fot. Marek Kosowski/rowery.org

fot. Marek Kosowski/rowery.org

Powyższy wariant miałby ten wielki plus, że nie trzeba by podwójnie płacić za zabezpieczenie trasy, widownia byłaby też większa. Nie oszukujmy się, większość publiki na ściganiu panów i tak ich nie zna, są tylko ciekawi, co takiego dzieje się w mieście. Można ten fakt wykorzystać, Tour de Pologne Women mógłby wyciągnąć profity. Z drugiej strony można byłoby się spotkać z zarzutem, że kobiety są jedynie poniekąd przystawką do show w wykonaniu mężczyzn i że nie poświęca się im należytego zainteresowania.

Z tym zainteresowaniem w tym roku było z medialnego punktu widzenia średnio. W centrum prasowym żadnego tłoku, przyjechali ci, co chcieli przyjechać, zostali ci, co chcieli zostać bądź musieli. Przy trasie za to może nie tłumy, ale wielu kibiców. Nawet w deszczu i zimnie.

Przy zarzutach będąc. Rzeczywiście, langowy Tour de Pologne Feminine nie był pierwszym w historii, jak wychwalano na oficjalnej stronie wyścigu. Był tylko reaktywacją, następcą Eko Tour Dookoła Polski, którego dwie ostatnie edycje w międzynarodowym terminarzu zapisane były jako Tour de Pologne. Oburzenie, zresztą bardzo zrozumiałe, wśród byłych zawodniczek oraz organizatorów tamtego eventu Dookoła Polski, było wielkie. I tak dwukrotna zwyciężczyni Eko Tour dowiedziała się, że wcale nie była królową Polski, bo Tour de Pologne zadebiutował dopiero w tym roku. Błąd ten został skorygowany przez konferansjerów, którzy dodawali, że odbywa się właśnie „pierwszy historyczny Tour de Pologne w epoce Czesława Langa”. Niesmak jednak pozostał.

megan-guarnier-2016-giro

Apropos niesmaków. Nie można twierdzić, że Tour de Pologne jest lepsze od Giro Rosa, a taka myśl padła. Cel podobnej pseudo-informacji jest jasny: zaanimować przybyłych kibiców, zmotywować ich do dopingu z jednej strony, z drugiej jednak niepotrzebne podnoszenie statutu wyścigu, który nie jest Giro d’Italia i długo nie będzie, choć wszyscy chcielibyśmy, żeby kiedyś mu dorównał, śmieszy.

Gdy we Włoszech ściga się śmietanka kobiecego peletonu, my mieliśmy w tym roku pojedyncze gwiazdy. Samobójczyni Neff, która, jak na MTBowca przystało, gdy widzi zjazd, to wrzuca piąty bieg i na nikogo nie zważa. Świetną Oliveirę, góralkę, co się patrzy. Batagelj, Paladin, Riabchenko czy starszą z sióstr Brzeźna. A tak poza tym stawkę kompletowały orliczki, juniorki i kilka mniej utytułowanych zawodniczek z zachodnich/wschodnich zespołów. To ewidentnie za mało, by porównywać się z Giro Rosa. Wiadomo, Tour de Pologne nie jest w WorldTourze, w tym sezonie harmonogram również nie był korzystny – bo Giro Rosa, bo Rio -, co jednak nie pozwala, by naginać rzeczywistość. Kobiecy Tour de Pologne był udanym wyścigiem kategorii 2.2, którego nad Wisłą brakowało. I tyle.

Ostatnie dwie kwestie: same zawodniczki bardzo komplementowały organizatorów. Trasa ciężka, dobrze oznakowana, wszystko przebiegało sprawnie, choć zdarzyły się jedna śmieszna i jedna mniej śmieszna sytuacja. Początkowo na masce samochodu, który miał jechać za Brzeźną-Bentkowską w czasówce, miała znajdować się tabliczka „Brzezińska-Benikowska”.

Druga sytuacja: po wspomnianej czasówce kontrolerki antydopingowe wzięły będącą w wysokiej formie Ewelinę Szybiak, ta jednak nie mogła oddać próbki. Sprawa się przeciągała, Ewelina nie mogła wyjść. Dopiero na pół godziny (!) przed startem trzeciego etapu Szybiak została wypuszczona. Efekt: straciła miejsce w top 10, na mecie była wycieńczona i zrozpaczona. Brawo, panie kontrolerki, super. Wysłanniczki UCI miały zresztą po ITT przyczaić się na Neff, ale się zagapiły i nie mogły jej już znaleźć.

Nie jestem feministą, ale pewnych rzeczy nie trawię. Nie lubię, kiedy kobiety – nieważne czy zawodniczki, czy podnoszące ciężary, czy pani spotkana na ulicy – redukowane są do aspektów wizualnych. „Jak namalowana”, „malutka”, „ładna” etc. A tak startujące były określane. Ciekawe, jakbyśmy zareagowali na „Gołaś, jak namalowany”, „malutki Pozzovivo” (wszyscy mówią kieszonkowy), „ładny Aru”... Świetny Gołaś, kapitalny Pozzovivo, niesamowity Aru. Świetna Neff, kapitalna Oliveira, niesamowita Brzeźna. Brzmi lepiej?

Kończąc: czego życzyć Tour de Pologne? Primo, gdy wejdzie do Women's WorldTouru, a na to się zanosi, by, w odniesieniu do TV, panie były brane na serio. Secundo, by pozostał normalny. Wiadomo, są balony, jest „Sto lat” dla Langa, ale jest inaczej. Tak normalniej.

*Tytuł zapożyczony, za zgodą autorki, z bloga Szosa jest kobietą.

If you have found a spelling error, please, notify us by selecting that text and pressing Ctrl+Enter.

Spelling error report

The following text will be sent to our editors: