Nie żyje Rudi Altig

płomień znicza

W sobotę w Remagen zmarł Rudi Altig. Miał 79 lat.

Altiga nie trzeba przedstawiać. Był w swoim czasie postacią wybitną. Niemiec wygrał m.in. Vuelta a Espana (1962), Ronde van Vlaanderen (1966) czy Mediolan-San Remo (1968). Na mistrzostwach świata w 1966 roku, które odbyły się na słynnym torze Nürburgring, zdobył tęczową koszulkę.

Swój pierwszy zawodowy kontrakt podpisał z teamem Torpedo-Fichtel&Sachs, później jeździł w drużynie Jacquesa Anquetila Saint Raphael czy słynnym Molteni.

Wychował się na torze, zawsze z przyjemnością wracał na welodrom startując w sześciodniówkach (w sumie 23 triumfów). Z tego też powodu zawsze rezygnował z udziału w Giro di Lombardia, bo wolał się skoncentrować na zimowym sezonie torowym.

Po zakończeniu kariery w 1971 roku został selekcjonerem reprezentacji RFN amatorów, pracował jako dyrektor sportowy we francuskiej ekipie Puch – bez większych sukcesów. Mówiono o nim „apteka na kółkach”, ponieważ przyznał się do stosowania zakazanych środków (durabolin, pervitin, amfetamina). Francuzi natomiast nazwali go „sacre Rudi”, przeklęty Rudi, ponieważ był zawzięty i nigdy się nie poddawał.

W ogóle jego stosunek do dopingu był... szczególny. Pod koniec lat 60. nie ukrywał, że bierze, był jednak na tyle sprytny, że sięgał po substancje, których śladów nie było można znaleźć w moczu. Eurosport zwolnił go ze stanowiska eksperta po tym, jak oficjalnie wypowiadał się na temat legalizacji dopingu.

Altig zmarł wskutek choroby nowotworowej. Ostanie miesiące spędził w hospicjum.

Zgłoszenie błędu w treści

Następujący tekst zostanie wysłany do naszych redaktorów: