Giro d'Italia 2016: Vincenzo Nibali: "musiałem pojechać inaczej"

Dwóch dni potrzebował Vincenzo Nibali, by objąć prowadzenie w generalce Giro d’Italia i dojechać  do Turynu w różowej koszulce.

Że lider teamu Astana potrafi wygrywać grand tour, o tym wiadomo nie od dziś. W końcu „Rekin z Mesyny” ma na swoim koncie w Vuelta a Espana (2010), Tour de France (2014). Raz też już triumfował w swoim rodzimym wyścigu (2013).

Mimo tego sukces Sycylijczyka, który przed startem Giro był jednym z głównych faworytów, przychodzi nieco niespodziewanie, ponieważ w dwóch pierwszych tygodniach zmagań niczym specjalne nie zachwycił, co gorsza miewał swoje mniejsze bądź większe problemy. Niby znajdował się blisko podium, a jednak wydawało się, że jest ono daleko.

Nibali zdołała się zmobilizować i zmotywować. Hasło „ja wam wszystkich pokażę” w kierunku krytyków nie było rzucone na wiatr. W niedzielę 32-latek stanął na najwyższym stopniu podium zostawiając za sobą Estebana Chavesa (Orica-GreenEdge) oraz Alejandro Valverde (Movistar).

Tegoroczne Giro było bardzo ciężkie, bardzo nerwowe i bardzo dające w kość. Musiałem do tego wyścigu podejść inaczej niż do wszystkich pozostałych. Musiałem obrać inną  strategię. W samej końcówce trzeba było atakować. W momencie, kiedy wszyscy są zmęczeni trzytygodniową harówką. Znowu w górach czułem się świetnie

– mówił Włoch.

Nibali przesądził na swoją korzyść francuski etap z metą na Risoul, maglia rosa odebrał Chavesowi wczoraj w drodze do Sant’Anna di Vinadio.

Ostatni tydzień przebiegł dla mnie bardzo, bardzo dobrze. Nie spodziewałem się, że wszystko pójdzie tak, jak chciałem. Trzeba jednak było spróbować. Znalazłem potrzebną siłę. Dziękuję też kibicom i osobom, które mnie wspierały w dniach, kiedy moja sytuacja wcale nie wyglądała tak różowo

– dodał.

Jeśli znalazłeś w artykule błąd lub literówkę prosimy, daj nam o tym znać zaznaczając ten tekst i używając skrótu klawiszy Ctrl+Enter.

Zgłoszenie błędu w treści

Następujący tekst zostanie wysłany do naszych redaktorów: