Giro d'Italia 2016: wypowiedzi po 14. etapie

No, no, to był dopiero etap. Nie żaden Vincenzo Nibali (Astana) czy inny faworyt, a Steven Kruijswijk (LottoNL-Jumbo) i Esteban Chaves (Orica-GreenEdge) byli bohaterami sobotniego etapu Giro d’Italia z Passo Gau czy Passo Varparola.

Kruijswijk objął prowadzenie w klasyfikacji generalnej. 28-letni Holender ma dobre wspomnienia z włoskiego wyścigu. Rok temu zajął ostatecznie siódme miejsce, w 2011 roku był ósmy.

Maglia rosa zdobyta w Dolomitach to olbrzymia satysfakcja. Czułem się bardzo dobrze. Spytałem dyrektora sportowego czy powinienem oszczędzać siły na jutrzejszą czasówkę. Postanowiliśmy, że nie ma to sensu. Czułem się trochę lepiej od Nibalego, więc trzeba było to wykorzystać. Na szczęście otrzymałem wsparcie od mocnego zawodnika, jakim jest Chaves

– komentował Kruijswijk, który na Alta Badia uplasował się w sobotę na drugiej pozycji.

Wiedziałem, że Chaves na kresce jest ode mnie szybszy. Głowę zaprzątałem sobie jednak o wiele bardziej moimi konkurentami w generalce. Zdawałem sobie sprawę z tego, że ten etap może być moim etapem

– dodał.

Najpierw Kruijswijk skontrował Nibalego, a potem sam przyspieszył zostawiając Włocha za sobą. Pociągnął za nim jedynie Chaves.

Marzyłem o wygranej etapowej na Giro od kiedy zacząłem karierę w ekipie Colombia. Jeździłem wtedy we Włoszech, więc to zrozumiałe, kocham ten wyścig! Wygrana na najtrudniejszym etapie to dopiero coś. Chciałem podziękować wszystkim, którzy pomagali mi tu dotrzeć. Specjalne podziękowania dla naszego dyrektora sportowego Matta White'a, który z samochodu podawał mi bezcenne informacje i wskazówki

– mówił Kolumbijczyk.

Duet dobrze ze sobą współpracował. Wszystko po to, by zostawić rywali za swoimi plecami. Do największych przegranych odcinka należą Alejandro Valverde oraz dotychczasowy lider Andrey Amador (obaj Movistar). Nibali zameldował się na piątym miejscu, w generalce awansował na drugą lokatę. Do Kruijswijka traci 41 sekund.

Musiałem odpuścić atak Kruijswijka, ponieważ ciągłe zmiany tempa dały mi się nieźle w kość. Musiałem zwolnić, by nie przesadzić, by się nie spalić. Nieco się do nich zbliżyłem, ale nie byłem w stanie ich doścignąć. Z etapu jestem zadowolony, bo Valverde wypadł z gry.

– tłumaczył „Rekin z Mesyny”.

Rafał Majka (Tinkoff) był ósmy, w generalce jest szósty ze stratą 3:29.

Cóż mogę powiedzieć, zabrakło mi dzisiaj do najlepszych. To nie był mój najlepszy dzień, ale dałem z siebie wszystko co mogłem. Ciągle jednak wierzę w siebie i będę walczył o najwyższe laury. Wiem, że to jeszcze nie koniec Giro!

– napisał na swoim Facebooku.

Jeśli znalazłeś w artykule błąd lub literówkę prosimy, daj nam o tym znać zaznaczając ten tekst i używając skrótu klawiszy Ctrl+Enter.

Zgłoszenie błędu w treści

Następujący tekst zostanie wysłany do naszych redaktorów: