Giro d'Italia 2016: Tristan Hoffman: "Rafał musi po prostu lecieć w trupa"

Lider zespołu Tinkoff z szansami na przeskoczenie duetu ekipy Movistar na górskiej czasówce pod Alpe di Sussi.

Rafał Majka zajął ósme miejsce na królewskim odcinku Giro d'Italia i utrzymał szóste miejsce w klasyfikacji generalnej "Corsa Rosa".

W czołówce doszło jednak do przetasowań - kłopoty miał Vincenzo Nibali (Astana), grunt pod nogami stracili Alejandro Valverde i Andrey Amador (Movistar Team), po koszulkę lidera sięgnął Holender Steven Kruijswijk (Team LottoNL - Jumbo), a śmiała akcja okraszona etapowym zwycięstwem pozwoliła Estebanowi Chavesowi (Orica-GreenEdge) na przesunięcie się na trzecie miejsce.

Polak wprawdzie nie znalazł odpowiedzi na atak tercetu Kruijswijk, Chaves i Nibali, ale walczył do końca i do mety w Corvarze dotarł na ósmym miejscu, notując stratę 2 minut i 28 sekund.

Jak mówiłem wcześniej, to będzie długie i trudne Giro. Dzisiejszy etap był trudny i wymagał olbrzymiego wysiłku. Ciężko kręciłem w jego końcowej fazie, straciłem trochę czasu do atakującej trójki, ale nad niektórymi zyskałem. Przed nami ciągle tydzień walki

- mówił po etapie Majka.

Lider ekipy Tinkoff jechał czujnie na trasie najtrudniejszego etapu tegorocznej edycji, w grupie faworytów osiągając szczyt przedostatniej wspinaczki - Passo Giau. Ataki rozpoczęły się na finałowej Passo Valparola, a najwięcej sił po morderczym dniu w Dolomitach zachowali Kruijswijk i Chaves, dystansując konkurentów i przejmując inicjatywę w wyścigu o różową koszulkę.

Rafał nie popełnił błędu, reagował na ataki jak tylko mógł, jadł i i pił odpowiednio i nigdy się nie poddał. Liczyliśmy na nieco więcej gdy Chaves i Kruijswijk ruszyli, ale Rafał nie potrafił wtedy odpowiedzieć. Jechał za Nibalim, a potem swoim tempem. Walczył do końca i tylko trzech faworytów było od niego mocniejszych

- podsumował dyrektor sportowy zespołu Tinkoff - Tristan Hoffman.

Na mecie Majka zanotował wprawdzie straty do Nibalego, Chavesa i Kruijswijka, ale w jego bezpośrednim zasięgu znajdują się teraz kolarze Movistar - czwarty Alejandro Valverde i piąty Andrey Amador. Dwójka nie miała dziś najlepszego dnia i jutro do górskiej czasówki na Alpe di Sussi przystąpi z zapasem zaledwie 14 i 23 sekund nad Polakiem.

Czekamy na czasówkę i dzień przerwy. Przed nami sporo ścigania, a kolarze, którzy dziś stracili, będą chcieli się odbić. Jutrzejsza czasówka pewnie rozstrzygnie się między najsilniejszymi zawodnikami. Rafał musi po prostu lecieć w trupa, a my wierzymy, że będzie w stanie pojechać bardzo mocno

- podsumował Hoffman.

If you have found a spelling error, please, notify us by selecting that text and pressing Ctrl+Enter.

Spelling error report

The following text will be sent to our editors: