Paulina Brzeźna-Bentkowska: "może kiedyś wychowam mistrzynię?"

Jest nowa, kobieca ekipa w polskim peletonie. Paulina Brzeźna-Bentkowska wraz z mężem i kilkoma koleżankami wywędrowała z Torunia dochodząc do Sobótki pod samą Ślężę. Dlaczego? Jakie są plany? O tym rozmawialiśmy z Paulą.

Kiedy pojawiła się idea założenia nowej ekipy?

O grupie marzyłam już jakieś pięć lat temu, ale w pewnym momencie odstawiłam te marzenia gdzieś na półkę. I ni stąd ni zowąd mniej więcej w sierpniu Paweł powiedział mi, że robimy grupę, a głównym sponsorem będzie niezastąpiony jak na razie Pan Władek Piszczałka. Byłam trochę zaskoczona, bo nic mi nie mówił, że prowadzi jakieś rozmowy w tym temacie. Chciał mnie na maksa w sezonie odciążyć od zbędnych myśli, których i tak miałam za dużo. Naturalna rzecz, że się ucieszyłam, bo jak mogło być inaczej (śmiech).

Popatrz, jakie Paweł ma przed tobą tajemnice... A jak sprawa wygląda z relacjami z Leszkiem Szyszkowskim? Różne głosy dochodziły. Czy to też tajemnica?

Było różnie. Raz było ok., innym razem nie. Trenując kolarstwo trzeba dużo poświęcać, trzeba mieć spokojną głowę, by ta cała nasza praca przyniosła efekty. Każdy zawodnik, gdy coś mu nie pasuje, szuka innego wyjścia, innego miejsca, gdzie może akurat będzie lepiej. Zawsze jest to ryzyko, że może się nie udać, ale kto nie próbuje, ten później żałuje.

Czy wasz nowy team jest teamem z „prawdziwego” zdarzenia, że tak to nazwę, czy podobnie jak w przypadku Torunia sekcją innego klubu?

Nasza ekipa będzie jeździć pod barwami klubu z Sobótki czyli jak to nazwałeś, nie będziemy z prawdziwego „zdarzenia”, ale mam nadzieję, że będziemy funkcjonować jak ekipa z prawdziwego „zdarzenia” (śmiech).

Zdradź, ile trzeba mieć hajsu bądź jakie trzeba mieć gwarancje od sponsorów, by pokusić się o takie przedsięwzięcie?

Jak dla mnie to bardzo dużo ‘hajsu’ i pewnie nigdy nie będzie go za wiele. Kolarstwo to sport gdzie cały czas wchodzi coś nowego a żeby dotrzymywać kroku najlepszym trzeba ich cały czas gonić. Mamy zapewnienie na więcej niż jeden rok i minimum które jest nam potrzebne ale jakby znalazł się dodatkowy sponsor to nie ukrywam, że przyjmę go z wielkim uśmiechem i z otwartymi ramionami (śmiech).

MAT kiedyś wspierał CCC, Atom klub z Dzierżoniowa. Jak udało wam się złowić tych sponsorów w swoje sieci?

Właścicielem firmy MAT i współwłaścicielem przedsiębiorstwa ATOM jest Pan Władysław Piszczałka. Jest to niezwykły człowiek, który pomaga mi i wspiera mnie już od juniorki. Razem ze mną do Dzierżoniowa przyszedł właśnie Pan Władek. Później nasze drogi niby się rozeszły, ale nie do końca, bo jeżdżąc w Toruniu wciąż byłam sponsorowana przez firmę MAT. Można powiedzieć, że cały czas byliśmy tylko nie w takim wydaniu, jak będziemy teraz.

Wracasz na stare śmieci, na Dolny Śląsk. Dlaczego jednak Sobótka. Z racji świetnych warunków treningowych, z racji bliskości do rodziny. A może przez Bartka Huzarskiego?

Mnie zawsze ciągnie do Sobótki, pod Ślężę. Pewnie i przez dom, i przez Bartka i przez tereny do trenowania, klimat i ogólnie wszystko. Czuję się tam najlepiej, bo tam są moje korzenie.

Będziecie jakoś powiązani z HBA?

Zarówno my jak i HBA jest powiązana z klubem, ale na dzień dzisiejszy to są dwa oddzielne projekty. Mam nadzieję, że w przyszłości zarówno HBA i my będziemy czerpać obustronne korzyści.

Jak na razie w składzie oprócz ciebie znalazła się Monika, Kasia Wilkos, Marta Lach, Natalia Nowatorska i Zuza Skubaja. Co sądzisz o siostrze i Kasi, wiemy. A jak oceniasz resztę?

O reszcie jeszcze niewiele wiem, tylko tyle, co z wyścigów i aż tyle. Myślę, że wszystkie dziewczyny, z którymi będę pracować w nadchodzącym sezonie, mają wielki potencjał i zajdą daleko pod warunkiem, że będą ciężko pracować i nie będą marudzić. Jedna maruda w ekipie wystarczy, na więcej nie ma już miejsc!!! Jakbyś się zastanawiał kto to taki, to podobno ja (śmiech). Ale nie wiem, o co chodzi…..

Ania Plichta przeszła do Ljubjlany. Wiesz, co się stanie z pozostałymi dziewczynami z Pacificu?

Ania do Ljubjlany, siostry Skalniak w Toruniu, a Ola Kardas też gdzieś jest, ale nie wiem czy mogę o tym pisać. Zostawię to Oli.

Czy będziecie starali się o powiększenie kadry? Jeśli tak, to kogo chcielibyście jeszcze ściągnąć?

Na ten rok myślę, że już wystarczy to, co mamy. Chyba, że pojawi się „ktoś”, wtedy przecież nie odmówimy.

Jakie wyścigi zagraniczne macie w planach?

Planujemy wystartować u naszych sąsiadów. Zarówno tych z zachodu jak i południa.

Będzie i Tour de Pologne...

Tak jest. Będzie TdP i wierzę, że bardzo bardzo dużo zmieni on w kobiecym kolarstwie w Polsce.

W tym sezonie przebąkiwałaś, że to może twój ostatni. Że czas na pociechę. Jednak zostajesz, całe szczęście. Już w ostatnich latach twoja rola nieco się zmieniła: z zawodniczki w mentorkę. Teraz chyba te akcenty jeszcze bardziej pójdą w kierunku trenowania innych.

Naprawdę miałam już kończyć, ale na moją decyzję o jeszcze jednym sezonie wpłynęły dwie rzeczy. Pierwsza to grupa. Nie mogłabym ani sobie ani Panu Władkowi zrobić takiego psikusa, żeby nie pojechać żadnego wyścigu w nowych barwach. Druga rzecz to Tour de Pologne. Byłam na Igrzyskach Olimpijskich, naście razy startowałam MŚ, ME, brałam udział w najcięższych wyścigach na świecie w tym Giro d’ Italia. Jak mogłabym odpuścić TdP?!

Macie z Pawłem niebywałego nosa do znajdywania talentów. O ile o potencjale Kasi Niewiadomej wiedzieli niemalże wszyscy, to przecież Ania była niezapisaną kartą. A tu proszę, jak wystrzeliła. Kto ma największe szanse, by powtórzyć ich drogę?

Czasami zastanawiam się, czy rzeczywiście mam „tego” nosa?! Na razie mi to wychodzi, jakimś sposobem wolniej lub szybciej potrafię wydobyć z dziewczyn ich potencjał. Kiedyś w Holandii ktoś mądry powiedział mi, że niekoniecznie wybitny zawodnik będzie dobrym trenerem, ale średni tak. I może to jest to. Byłam, jestem dobra, ale moja kariera potoczyła się tak a nie inaczej, że wybitna nie byłam, a teraz już raczej nie zdążę. Może nie było mi dane zostać mistrzynią świata. ale wychowam kiedyś taką mistrzynię?!

Jeśli już zahaczyliśmy o MŚ. W tym roku nie pojechałaś do Richmond. Atmosfera, jaka panowała między tobą a związkiem, łagodnie rzecz ujmując, do najwspanialszych nie należy. Chcesz o tej sytuacji mówić?

Nie. Było, minęło, czasu nie cofnę. Po co myśleć o czymś, czego już nie zmienimy. Widocznie tak miało być. Wszystko po coś się dzieje.

gmp2014-paula-brzezna-02

No to pomówmy o samych mistrzostwach. Twoim wielkim marzeniem jest medal. Jeśli tak dalej pójdzie i związek pominie ciebie i w tym roku, to się on nie ziści. Chyba że Mąka zawojuje...

Cała nadzieja w Mące. Kiedyś przypisano mi jej zwycięstwo z czasówki pod Okraj, a jej moje z Gracia Orlova to może jak zostanie mistrzynią świata tez mi ten medal przypiszą (śmiech).

Wszystko pozostaje w rodzinie. Wracają do Richmond, które na pewno oglądałaś w TV. Sukces to czy porażka?

Dziewczyny pojechały bardzo dobry wyścig. Zabrakło kropeczki nad „i”, ale spokojnie jak to mówią „co się odwlecze, to nie uciecze”. Bardzo żałuję, że Gosia Jasińska nie dojechała przed peletonem. Nigdy jeszcze aż tak nie bolały mnie palce od trzymania kciuków. Walczyła jak lwica i w końcu zaczyna lub nawet już uwierzyła w siebie.

Na zakończenie i tym samym wracamy poniekąd do początku naszej rozmowy: wykonujesz wszystkie polecenia Pawła? Czy może on wykonuje twoje? Pytam, bo chciałbym wiedzieć, kto w rodzinie Bentkowskich ma zawsze ostatnie zdanie.

To jest tak. W domu rządzę ja, a na wyścigu on (śmiech). Wiem, że ma nosa do tego, to co się będę sprzeciwiać. Często pytam go jak według niego ułoży się wyścig i wyobraź sobie, że bardzo bardzo rzadko się myli. Myślę, że trochę się marnuje, że jest w nim duży potencjał. Może kiedyś wypchnę go gdzieś dalej. Na razie potrzebuję go tutaj.

Bo jest też dobry w dochowaniu tajemnicy. Dzięki Paula za rozmowę.

Tak, to też (śmiech). Dziękuję za pogawędkę i pozdrawiam wszystkich zakręconych na rower.

Jeśli znalazłeś w artykule błąd lub literówkę prosimy, daj nam o tym znać zaznaczając ten tekst i używając skrótu klawiszy Ctrl+Enter.

Zgłoszenie błędu w treści

Następujący tekst zostanie wysłany do naszych redaktorów: