Giro d'Italia 2015: Andrey Amador: "chcę powalczyć"

fot. Movistar Team

28-latek z Kostaryki przebojem wjeżdża do czołówki włoskiego Grand Touru.

Kiedy w 2012 roku 25-letni chudzielec w koszulce ekipy Movistar wygrywał po ucieczce etap Giro d'Italia mało kto wróżył mu przyszłość w wyścigach etapowych. Ot, kolejny zdolny chłopak, któremu udało się dojechać.

Pochodzący z Kostaryki Amador szybko udowodnił, że drzemie w nim większy potencjał. Przez ostatnie kilka lat nieco niepozornie rozwijał się w cieniu wielkich kolegów - Alejandro Valverde i Nairo Quintany - ale od czasu triumfu w Cervini jego kariera nabierać zaczęła tempa.

Amador wykręcił kilka dobrych rezultatów na czasówkach w wyścigach tygodniowych, świetnie radził sobie na bruku (10. miejsce w Gandawa-Wevelgem nie wzięło się z powietrza), a zameldował się też w czołowej dziesiątce Tour de Pologne i Tirreno-Adriatico, a do tego przed rokiem na trasie Giro d'Italia był kluczowym pomocnikiem Nairo Quintany.

W tym toku na starcie Corsa Rosa przystąpił spokojnie - presja wyniku spoczywała na Beniacie Intxaustim i Ionie Izagirre. Pierwszy zawiódł w generalce, ale wygrał etap, a jadący spokojnie i czujnie Amador unikał kraks i od piątego etapu nie wypadał z czołowej dziesiątki klasyfikacji generalnej.

Dzisiejszy 15. rezultat w jeździe na czas pozwolił mu na skok z 8. na 3. miejsce. Wynik, którego nie spodziewała się ani ekipa, ani tym bardziej sam kolarz.

Wiedziałem, że na tej trasie mogę powalczyć o dobry wynik. Zawodnicy startujący w końcówce mieli mocniejszy wiatr w pierwszej części trasy, ale za to mniej padało. Nie sądzę by warunki były nierówne dla faworytów. Na tak długim dystansie trzeba oszczędzać siły w pierwszej fazie, by w końcówce dać z siebie wszystko i iść w trupa na finisz

- wyjaśnił szczęśliwy reprezentant Kostaryki.

Dla mnie bardzo ważne jest już fakt, że wskoczyłem na trzecie miejsce. Przed nami naprawdę ciężkie dni, boję się tych górskich odcinków chyba najbardziej ze wszystkich etapów. Z drugiej strony nie mogę się doczekać walki - chcę walczyć o swoje. Będziemy jechali z dnia na dzień, zawsze któryś z nas będzie w stanie walczyć o zwycięstwo

- zapowiedział 28-latek, który po raz pierwszy w karierze na trasie trzytygodniowej imprezy mierzył się będzie z najlepszymi grandtourowcami w peletonie.

Kostarykańczyk jutro nie będzie miał okazji na złapanie oddechu - trasa wyścigu wiedzie w Dolomity, a w finale czeka wspinaczka na Madonna di Campiglio.

Jesteśmy grupą odważnych chłopaków, przyjechaliśmy po etapowe zwycięstwa i jak na razie nieźle nam idzie. Strategię obmyślimy w dniu przerwy - cel na jutro to utrzymanie trzeciego miejsca

- podsumował kolarz Eusebio Unzue.

fot. Movistar Team

Jeśli znalazłeś w artykule błąd lub literówkę prosimy, daj nam o tym znać zaznaczając ten tekst i używając skrótu klawiszy Ctrl+Enter.

Zgłoszenie błędu w treści

Następujący tekst zostanie wysłany do naszych redaktorów: