Różowe historie: Super Mario

Jedno jest pewne, osobowości i kolarzy jak Mario Cipollini we współczesnym peletonie nie ma.

Urodzony w toskańskiej Lucce, boski "Cipo" otwarcie przyznawał, że gdyby nie kolarstwo, zostałby gwiazdą filmów porno. Przez całą swoją karierę robił wszystko, żeby ten cytat przemykał przez głowy kibiców, kiedy tylko się pojawiał. Wychowany w kolarskiej rodzinie, gdzie wszyscy ścigali się na rowerach, nie miał wyjścia i swoje żądze musiał skierować ku zwycięstwom na szosie.

Z osobowością większą niż Cima Coppi Mario Cipollini nie skończył jedynie na dominacji w sprinterskich końcówkach, ale i wszędzie poza nimi. Z przystojną aparycją typowego włoskiego macho "Super Mario" nigdy nie bał się mówić tego, co myślał. Jak każdy Włoch poświęcał wiele czasu na dbanie o sprawy odpowiedniego wyglądu, a jego zaskakujące i kontrowersyjne stroje przeszły do legendy kolarstwa.

Giro d'Italia w 1989 było sceną do powrotu do wielkiej formy Laurenta Fignona i Grega LeMonda, ale też wejściem na scenę kolejnego z wielkich. Gdy na początku sezonu wkraczał do zawodowego peletonu lista zwycięstw Cipolliniego w amatorskiej karierze zatrzymała się na liczbie 125. W swoim pierwszym Giro w drużynie Del Tongo już od pierwszych etapów pokazywał, że natura obdarzyła go niebywałym talentem i prędkością na finiszu. Na finiszach etapów 7. i 11. musiał uznać wyższość rywali. Nie trwało to jednak długo i pierwsze zwycięstwo "Króla Lwa" przyszło na etapie 12.

Podczas nudnego i typowego sprinterskiego etapu z Mantovy do Miry Mario Cipollini rozpoczął swoją drogę ku rekordowej liczbie zwycięstw etapowych w Giro. Tego ciepłego dnia, 1 czerwca, 26 lat temu, kiedy 22-letni "Cipo" wznosił ręce w geście tryumfu, mało kto zdawał sobie sprawę z tego, w jaki sposób sprinty i kolarstwo zostaną przez niego zdominowane.

Po drodze, do swojego ostatniego i bijącego rekord Bindy, zwycięstwa w Giro Mario Cipollini wygrał po drodze 41 etapów włoskiego touru, 12 etapów Tour de France, 3 etapy Vuelta a Espana, Mediolan-San Remo, mistrzostwo świata i wiele, wiele innych. W 2003 roku, oczy polskich kibiców zwrócone były na kolarzy CCC Polsat, którzy po raz pierwszy zabrali koszulki polskiego sponsora na trasę wielkiego touru. Oczy Włochów i maniaków sprintów skierowane były na Mario Cipolliniego i Alessandro Petacchiego. Zmierzający ku końcowi swojej kariery "Cipo" robił wszystko, by pobić prehistoryczny rekord zwycięstw Bindy. Jednak Petacchi, któremu zawdzięczał w dużej mierze tytuł mistrza świat rok wcześniej, był w fenomenalnej formie i nie zamierzał znowu oddawać przysług.

Wyrównujące rekord zwycięstwo przyszło dopiero na 8. etapie i podbudowany tym zwycięstwem urzędujący mistrz świata wygrał również dzień później, bijąc tym samym rekord Alfredo Bindy. Tryumf w Montecatini Terme był ostatnim zwycięstwem "Super Mario" w Giro d'Italia.