Kanada, Lombardia, może mistrzostwa świata?

Wiem, wiem znowu się opuszczam się z uaktualnianiem bloga, ale przez ostatni miesiąc miałem naprawdę urwanie głowy. Dużo wyścigów, dużo samolotów, dużo godzin w podróży…

Zacznijmy może od Tour de Pologne. Myślę, że od samego Gdańska, jako ekipa Tinkoff Saxo, jechaliśmy dobry wyścig. Od samego początku staraliśmy się, żeby Rafał nie tracił niepotrzebnie sił już na płaskich etapach, a w górach tylko potwierdziliśmy, że przyjechaliśmy tu po zwycięstwo. Troszkę się napracowaliśmy na płaskich i na górskich etapach, ale wiedzieliśmy, że mamy dobrego lidera i staraliśmy się to wykorzystać jak najlepiej. Rafał tylko potwierdził, że potrafi wygrywać!

Co do samego TdP, to co tu wiele mówić… wyścig fantastyczny! Dorze zorganizowany, to coś wspaniałego ścigać się w swoim kraju przed tyloma kibicami! Dzięki, że byliście!

fot. Marek Kosowski/rowery.org

Po TdP odpoczywałem w Krakowie i już w środę miałem samolot do Kolorado. Lecieliśmy tam z dwoma liderami – Rafałem i Michaelem Rogersem. 5 dni aklimatyzacji i zaczęliśmy ściganie w Ameryce. Nie ukrywam, było ciężko, przede wszystkim z tego względu, że ścigaliśmy się naprawdę na dużej wysokości i to było największe utrudnienie. Ale z etapu na etap było coraz lepiej. Staraliśmy się o jak najlepsze miejsce Rafała w generalce, ale wyszło to, co wyszło. Rafał skończył wyścig na 4. miejscu, więc w sumie można być zadowolonym.

Jeśli chodzi o mnie – jedyny etap, na którym miałem wolną rękę, to czasówka. No ale niestety, jak pewnie pamiętacie, w podróży połamałem rower czasowy. Ruszyłem na zwykłym rowerze, starałem się pojechać jak najlepiej i na górze skończyłem z jedenastym czasem. Może gdybym jechał na czasowym rowerze, to zakręciłbym się gdzieś obok pudła…

Podsumowując, tam gdzie miałem być, byłem, więc z Kolorado wyleciałem z dobrym nastawieniem na dalszą cześć sezonu. 2 dni odpoczywałem w Trójmieście i już od piątku jestem w swoim mieszkaniu w Toskanii, gdzie przygotowuję się do ostatnich wyścigów w tym roku.

9 września lecę już do Kanady na dwa klasyki – GP Quebec i GP Montreal. W kalendarzu mam jeszcze Mediolan – Turyn i Lombardię. Widziałem, że znalazłem się w szerokim składzie na mistrzostwa świata, więc może i polecę do Hiszpanii. Po sezonie z Rafałem mamy jeszcze jedno kryterium w Japonii, ale to raczej już bez stresu 😉 Do usłyszenia!

fot. Jakub Zimoch/rowery.org

banner