Tour de France 2014: ciekawostki #4

Wielka Brytania „na grubo” pożegnała peleton 101. Tour de France. Tysiące kibiców przy trasie, milion w Londynie. A może i więcej, bo sami organizatorzy mają trudności z oszacowaniem tej liczby.

Anglicy zakochali się w kolarstwie, ujednolicenie wewnętrznego systemu szkolenia wpierw na torze, potem na szosie przyniosło wymierne skutki. Zawodnicy spod Union Jacka stali się dominatorami welodromu, dwie ostatnie edycje „Wielkiej Pętli” padły łupem poddanych Jej Królewskiej Mości.

Mamy za sobą niesamowitą podróż, która trwała 10, 15 lat. Postawiliśmy sobie najwyższe cele, udało nam się je zrealizować

– mówił szef drużyny Sky Dave Brailsford, który jej ojcem chrzestnym wszystkich sukcesów. Za jego czasów budżet na torowców został podkręcony do 35 mln euro...

Co ciekawe, w kolumnie, która przystąpiła do tegorocznego Tour de France znalazło się tylko czterech kolarzy z Wielkiej Brytanii. Były czempion w jeździe na czas Chris Boardmann był bardzo rozczarowany z tego powodu.

Kolonia pomniejszyła się po wycofaniu się Marka Cavendisha. Sprinter zespołu Omega Pharma-Quick Step zwichnął sobie bark, w środę podda się operacji. Pod jego nieobecność zwiększają się szanse dla Marcela Kittela. Niemiec wygrał już dwa etapy, w sumie ma ich na koncie sześć. Aby wyrównać niemiecki rekord Erika Zabela brakuje mu sześć triumfów. „Cav” zwyciężał na etapach już 25 razy.

Apropos sprintów i Boardmanna. Dzisiejszy pierwszy francuski etap zakończy się w Lille. Peleton po raz trzeci w historii odwiedzi to leżące na północy miasto (1950, 1994). Dwadzieścia lat temu rozegrany został prolog, który przesądził na swoją korzyść właśnie Boardmanna wykręciwszy średnią 55,152 km/h. Po dziś dzień jest to niepobity rekord.

fot. letour.fr

Zgłoszenie błędu w treści

Następujący tekst zostanie wysłany do naszych redaktorów: