Ambitne plany Richiego Porte

Zakończony właśnie co sezon 2013 Richard Julian Porte może zaliczyć na duży plus. 28-letni Australijczyk dopisał do swego konta kilka cennych wyników w mniejszych wyścigach oraz był najważniejszym przybocznym Chrisa Froome'a na drodze do zwycięstwa w Tour de France. Tasmański Diabeł od jakiegoś czasu twierdzi wszem i wobec, że dojrzał do roli lidera drużyny, ale prawdziwy test bojowy przejdzie dopiero na trasie przyszłorocznego Giro d'Italia.

To właśnie z włoskim tourem wiąże się początek kariery Porte. W 2010 roku "nieopierzone dziecko" Bjarne Riisa niespodziewanie zajęło w wyścigu 7. miejsce, zakładając przy tym przez trzy etapy różową koszulkę oraz triumfując w klasyfikacji młodzieżowej.

Drugi sezon spędzony w grupie Saxo nie był już tak udany, natomiast w 2012 roku przeszedł do Sky. W brytyjskim zespole nie marnował czasu. Poprawił znacznie jazdę po górach, utrzymując przy tym wysoki poziom w próbach czasowych. W efekcie w marcu tego roku zdecydowanie triumfował na trasie Paryż-Nicea, a Critérium International, Vuelta al País Vasco i Critérium du Dauphiné kończył na drugiej pozycji.

Po takich wynikach Porte uwierzył, że przy boku Froome'a jest w stanie wjechać na podium Tour de France, powtarzając wyczyn ekipy Sky z ubiegłego roku, gdy przy Bradleyu Wigginsie stanął Frumi. Marzenia Australijczyka legły jednak w gruzach na szalonym 9. etapie w Pirenejach, gdy zanotował wielominutowe straty.

To nie był wcale mój gorszy dzień

- twierdzi teraz w wywiadzie dla Cycling Central.

Czułem się tak samo dobrze jak dzień wcześniej [pod Ax-3 Domaines przyjechał drugi za Froome]. Zaatakował Valverde, który był trzeci w klasyfikacji, więc musiałem ruszyć za nim. Ludzie mogą mówić co chcą o tym etapie, ale ich tam nie było, nie widzieli atakującej raz po raz całej grupy Garmin, atakującego Saxo Bank. Movistar wyraźnie chciał mnie wyeliminować z gry. Kiedy zorientowali się, że zostałem, pojechali tak, aby mieć pewność, że nie powrócę. Garmin również był nieugięty. Taki jest sport. Wygrali etap, ich plan zadziałał znakomicie. Fizycznie wszystko było ze mną w porządku, ale jestem tylko człowiekiem i mam swoje granice.

Porte przyznał, że Sky nie był najsilniejszym zespołem w tamtym wyścigu.

Bez dwóch zdań na Tour trzeba przyjechać w silnym składzie, jeżeli chce się myśleć o zwycięstwie. Uważam, że nie stanowiliśmy najmocniejszej formacji, ale posiadaliśmy najsilniejszego zawodnika. Wcześnie straciliśmy jednego z najmocniejszych kolarzy w peletonie Kiryienke, a do tego wielu z nas przyjechało przemęczonych. Myślę, że dużo nas to nauczyło i w przyszłym roku nie powtórzymy tych samych błędów.

Wybiegając w przyszłość sezon 2014 Porte zamierza rozpocząć u siebie w domu. Po dwóch latach nieobecności planuje udział w Tour Down Under, po którym chce zaliczyć również Jayco Herald Sun Tour (2.1). Na początku stycznia wystąpi w mistrzostwach kraju.

Tak wyglądają moje plany. Bardzo mi na tym zależy, ale dopiero w grudniu poznam swój kalendarz startowy. Niemniej w styczniu w planie mam zaznaczoną Adelaide.

Najważniejszym startem dla Porte będzie majowy Giro d'Italia, gdzie wybiera się w roli lidera Sky.

To byłoby głupie gdybym powiedział, że nie mogę tam wygrać. Będzie to bardzo trudne zadanie, niemniej jestem gotów podjąć wyzwanie, stanąć na czele dobrej ekipy. Taki jest mój plan. Drugi tydzień wyścigu wygląd na naprawdę trudny, podobnie jak tydzień trzeci. To będzie ciężki wyścig, ale czy Giro może być inny?

Australijczyk oczywiście nie wykreślił z planów Tour de France i jazdy tam dla Chrisa Froome'a.

Zadanie proste nie będzie, wiem, bo zaliczyłem już układ Giro-Tour w 2011 roku. Giro to moja szansa. Jestem też naprawdę zmotywowany, aby w Tourze odegrać taką samą rolę co w minionym sezonie. Twierdzę, że jest to wykonalne, ale stanowić będzie wyzwanie.

fot. Team Sky