Dariusz Banaszek nie wyklucza zejścia ze sceny

Dariusz Banaszek

Dariusz Banaszek nie wykluczył, że ustąpi ze stanowiska prezesa Polskiego Związku Kolarskiego (PZKol), jeśli rozmowy z Ministerstwem Sportu i Turystyki nie przyniosą zamierzonego efektu.

Banaszek, który wczoraj podczas Nadzwyczajnego Walnego Zgromadzenia Delegatów w Pruszkowie otrzymał silny mandat środowiska, pozostaje prezesem i w styczniu panuje spotkać się z nowym zarządem.

Ja będę koniecznie chciał się w przerwie świątecznej spotkać z ministrem, być może znajdzie czas dla mnie czy dla zarządu. Będziemy rozmawiać. Jeśli minister będzie podtrzymywał swoje stanowisko, pewnie dla mnie miejsca tu nie będzie. Bo ja jestem człowiekiem kolarstwa

– potwierdził w rozmowie z mediami na torze w Pruszkowie.

Spotkanie z ministrem nie jest póki co zaplanowane. Może być o nie trudno - ministerstwo konsekwentnie obstaje przy "całkowitym resecie" w Związku i nie zamierza prowadzić rozmów z Banaszkiem, ani współpracującym z nim zarządem.

Powiem Wam jedno, na pewno Was nie zawiodą. Jeżeli ministerstwo powie mi "Darek, trzeba na chwilę zejść ze sceny", to ja na chwilę zejdę. Ale wrócę, bo nie mam sobie nic do zarzucenia. Nic, naprawdę. Może tylko to, co mówiłem o tej ośmiornicy. Ale trzeba było to zrobić, warto było, uwierzcie mi. Bo jesteśmy teraz czystym kolarstwem, zdjęliśmy maski, wiemy wszystko.

Minister Witold Bańka wczoraj po południu odniósł się do decyzji delegatów i podtrzymał swoje stanowisko. Szef resortu sportu i turystyki zapowiedział, że PZKol nie otrzyma ministerialnych pieniędzy w roku 2018. Część zawodników ma być finansowana bezpośrednio przez Polski Komitet Olimpijski.

Delegaci z Pruszkowa wyjeżdżali z prezesem, ale w mało ciekawej sytuacji finansowej. Oprócz zwieszenia ministerialnych środków, Związek nie otrzymuje pieniędzy od PKN Orlen, współpracę zawiesiła firma 4F, a konta PZKol-u zajął komornik, który egzekwuje 9,5 miliona długu wobec firmy Mostostal.

Uda się naprawić. Polskie kolarstwo niejednokrotnie było już w gorszej sytuacji i zawsze wychodziło obronną ręką. Polskie kolarstwo sobie poradzi, naprawdę nie jest tak źle. Bardzo zależy nam na stanowisku ministerstwa i bardzo zależy nam na współpracy z ministrem. Wierzę, że będzie układała się tak, jak w tym roku, że pan minister, który zawsze mówił, że mamy potencjał medalowy, będzie tak dalej mówił, i wierzę, że z igrzysk olimpijskich przywieziemy medale

– zapewniał Banaszek, podczas krótkiej rozmowy z grupą mediów zgromadzonych na torze kolarskim.

Pytany o środki ministerialne i brak finansowania przez Ministerstwo Sportu i Turystyki, prezes także wyraził optymizm.

Być może nie będzie [środków – przyp. red] w Polskim Związku Kolarskim. Być może będą przekazywane przez Polski Komitet Olimpijski, ale to nie są środki, które bierze Banaszek czy Banaszek idzie do sklepu spożywczego i z nich robi zakupy. To są środki dla polskich kolarzy, dla naszych przyszłych olimpijczyków.

Banaszek, którego nie postawił w korzystnym świetle  odczytany podczas zgromadzenia raport komisji rewizyjnej, mówił o sponsorach, ale nie przedstawił konkretów.

Będą sponsorzy. Uzbrójmy się w cierpliwość, jesteśmy w trakcie wyborów, nawet nie mamy zarządu

– powiedział.

Komisja rewizyjna, ośmiornica i alkohol

Zjazd delegatów w Pruszkowie dokonać miał wyboru nowych władz, ale już przed rozpoczęciem obrad było jasne, że aktualny prezes ustępować nie zamierza. Banaszek, który rezygnację obiecał 1 grudnia na konferencji prasowej, w toku obrad wygłosił sprawozdanie z działalności w roku 2017, zapisując na plus pozyskanie sponsorów - PKN Orlen i 4F - a także organizację Pucharu Świata na torze w Pruszkowie i liczne naprawy dokonane na obiekcie.

Banaszek drugą część wystąpienia poświęcił ostatnim trzem miesiącom i "koszmarowi", jaki dotknął Związek. Powiedział sporo na temat audytu w sprawie zarzutów o molestowanie (o tym w osobnej publikacji), ale przede wszystkim skupił się na przedstawieniu sytuacji, w której znalazł się Związek, jako efektu działań wrogich mu sił.

To jest koszmar i zamach stanu na całe nasze środowisko. (...) To był plan działania opracowany przez Dariusza Miłka, jego mecenasów z PwC, Piotra Kosmalę, Wojciecha Walkiewicza i innych

– oświadczył.

Podobnie jak w poprzednich wystąpieniach, Banaszek zaatakował Miłka i jego chęć wpływania na działania Związku uznał za największe wyzwanie, z którym przyszło mu się mierzyć.

Oczyściliśmy nasze środowisko, zdjęliśmy kilkunastu osobom maski, ściągnąłem ośmiornicę, która siedziała na dachu naszego obiektu tu w Pruszkowie. Jedną odnogę zaprosiłem do zarządu, tak, do zarządu, aby się z nią zaprzyjaźnić. I to ona dała odpowiedź na wiele kwestii, których nie znałem. Następne zostały szybko zdemaskowane. Była taka, której zależało na ochronie swoich interesów, inna dała jajko, a w zamian od nas chciała kurę. W końcu były takie, które widziały tylko swoje interesy. Dziś udało mi się poćwiartować i przekazać Wam delegaci w prezencie na te święta. Bo to jest dobry prezent, prezent oczyszczenia, którego od dekad nie zrobiono

– mówił.

Wystąpienie prezesa spowodowało lawinę komentarzy, w których najczęściej powtarzanym wątkiem był brak sprawozdania komisji rewizyjnej. Działacze podnosili, iż w celu oceny prezesa i nieistniejącego już zarządu, muszą poznać opinię o prezesie od osób innych, a nie tylko samego Banaszka.

Program obrad nie przewidywał raportu komisji rewizyjnej, ale w toku dyskusji do głosu doszedł jej przewodniczący, Krzysztof Golwiej, który z mównicy odczytał dokument, przygotowany w wyniku kontroli w strukturach Związku.

Ustalenia komisji są miażdżące. Jej członkowie kwestionowali przejrzystość umów, gdyż nie mogli doszukać się dokumentów i umów, w tym umowy sponsorskiej z 4F i kilkoma innymi podmiotami, jak druk24, choć na konta tych firm wędrować miały środki PZKol-u. Umowa z PKN Orlen nie została komisji udostępniona, podobno ze względu na poufność.

Co więcej, zaniepokojenie komisji wywołały wydatki na stroje i odzież, która przekazywana miała być Związkowi przez firmę 4F. Komisja nie zdołała ustalić wzajemnych obowiązków obu podmiotów, a biorąc pod uwagę wartości przekazanych strojów, stwierdziła, że wycena nastąpiła po cenach detalicznych. Komisja zdziwiona była również tym, że Związek zamawiał stroje u dwóch podmiotów, od kwietnia do października 2017 wydać miał na odzież, oprócz tej otrzymywanej od 4F, ponad 700 tys. złotych. To wzrost o 110% w porównaniu do roku 2016 roku.

PZKol wciąż nie uregulował podatku VAT (pozostało ponad 45 tys. złotych) i wpłat do ZUS-u, komisja stwierdziła także, że Związek za "udzielenie wyłącznego prawa do rejestracji audiowizualnej oraz korzystania i rozporządzania zarejestrowanym materiałem z zawodów" otrzymał od Telewizji Polskiej 100 złotych netto.

Jakby tego było mało, wśród wydatków z karty Związku komisja znalazła m.in. wydatek 410 złotych na zakup alkoholu na stacji benzynowej. Banaszek w wystąpieniu zwrócił się do delegatów z retorycznym pytaniem "a Wy nie pijecie?", natomiast indagowany dalej przez media odparł:

Mieliśmy taki przypadek, że musieliśmy kupić alkohol, każdy związek tak praktykuje. Już dawno zwróciłem [te pieniądze], dwa miesiące temu, nie ma tematu.

Banaszek odpowiadając na raport komisji stwierdził, że komisji pomyliły się faktury. Przyznał, że Związek zadłużony jest na ponad 1,4 miliona złotych w wyniku organizacji Pucharu Świata, ale dodał, że sytuacja powstała w wyniku wstrzymania finansowania przez PKN Orlen, który realizować miał dwie faktury opiewające na 600 tys. złotych każda.

Prezes stwierdził, że podpisany jest list intencyjny o współpracy z firmą Jaguar, o liście intencyjnym wspomniał w kontekście 4F, zaznaczając, że szkic umowy został parafowany. Zaprzeczył też, jakoby zaprzyjaźnione z nim firmy wykonywały prace przy torze i stwierdził, że nie ma nic do ukrycia.

Ustalenia komisji i pytania pod adresem Banaszka nie zrobiły większego wrażenia na delegatach - 48 zagłosowało przeciw jego odwołaniu, 5 wstrzymało się od głosu, 16 było za, a 9 w ogóle nie głosowało.

Powrót do przeszłości

Banaszek w wystąpieniu po ogłoszeniu wyników głosowania zwrócił się do działaczy, uderzając w ton historyczny i odwołując się do lokalnych struktur, które poparły go w ostatnich miesiącach.

Prawdziwe kolarstwo to jesteśmy my. My, środowisko. Od tych najmniejszych klubów, szkółek, od tych trenerów, którzy za 800 złotych, nie raz za 1200 złotych pracują i klecą i kleją te rowery i te koszulki, żeby czymkolwiek można było trenować

– powiedział, dziękując swoim zwolennikom.

W gorącej dyskusji, która obfitowała w osobiste wycieczki i odczytywanie publicznie prywatnych wiadomości, nad dokonaniami zarządu głos zabierały także utytułowane postacie, jak Tadeusz Mytnik czy Józef Gawliczek. Obaj, choć nie zaliczali się do delegatów, przemawiali w obronie Banaszka, nie przedstawiając jednak konkretnych argumentów, poza zapewnieniami, że wierzą w prezesa i że takiego bałaganu nie mógł on sam narobi przez rok. Obaj odnosili się głównie do dokonań poprzednich pokoleń i mówili o wzajemnym szacunku, choć Mytnik w swoim wystąpieniu bardzo ostro, i nie zawsze kulturalnie, atakował przeciwników Banaszka.

Banaszek odniósł się także do tradycji polskiego kolarstwa, w większości amatorskiego, powtarzając tym samym to, co mówił rok temu podczas wyborów.

Nie ma przyszłości bez przeszłości. Tadeusz Mytnik, Mieczysław Nowicki, Ryszard Szurkowski, Józef Gawliczek, Franciszek Surmiński i wielu, wielu innych. Czesław Lang. Ludzi, z których bierzemy przykład i będziemy brać. Bo jak my nie będziemy, to najmłodsze pokolenia nie poszanują. My mamy być pomostem, my mamy im wskazywać drogę i pokazać gdzie jest nasz cel, gdzie jest wasz cel, małe dzieci

– przekonywał w kontekście wyboru nowego zarządu.

Problemy finansowe Związku nie wpłynęły dobrze na jego wizerunek, natomiast bezpośrednio dotknięci są kolarze przygotowujący się do imprez mistrzowskich w roku 2018. Jak podaje "Przegląd Sportowy", kadra torowców nie tylko nie ma trenera, a co więcej przez przelewane z opóźnieniem stypendia i brak odpowiednich warunków przygotowań, trudno myśleć o udanych startach na mistrzostwach świata czy w zawodach Pucharu Świata.

Banaszek nie odniósł się do tych problemów, ale przekonywał, że polskie kolarstwo wyjdzie na prostą.

Uwierzcie, szybko nadrobimy te kilka miesięcy. Bo my jesteśmy ludzie kolarstwa, jesteśmy silni. Nikt tak jak my nie przeżył tego cierpienia w kolarstwie, kiedy trzeba wyjechać kiedy jest minus 5, kiedy po dwóch kilometrach trzeba zejść z roweru i przebiec 500 metrów, żeby palce rozgrzać. Żadne dyscypliny tego nie poczuły, uwierzcie mi. Dlatego jesteśmy tu, w przeddzień Świąt Bożego Narodzenia, a Wy tu siedzicie, Wy tu czekacie, Wy tu staracie się do końca wytrzymać, żeby dobrą zmianę dać dla polskiego kolarstwa. Kocham Was, ludzie. A mówili, że będzie nas 20-30 osób przed tymi Świętami, że będzie garstka. Jakże się pomylili, oni nie znają się na polskim kolarstwie

– podkreślał.

Ja nie będę trwał na stołku, być może za dwa tygodnie mnie już tu nie będzie. Ale Wam do końca życia, tego co zrobiliście dziś na tej sali, nie zapomnę. Dziękuję

- podsumował.

Jeśli znalazłeś w artykule błąd lub literówkę prosimy, daj nam o tym znać zaznaczając ten tekst i używając skrótu klawiszy Ctrl+Enter.

Zgłoszenie błędu w treści

Następujący tekst zostanie wysłany do naszych redaktorów: