Vuelta a Espana 2016: wypowiedzi po 8. etapie

Gloria Movistaru, niedowierzanie Lagutina i spokój Froome'a po finiszu na La Camperona.

Po 13 latach w zawodowym peletonie Sergey Lagutin wygrał wreszcie etap dużego wyścigu. Pochodzący z Uzbekistanu kolarz, który obecnie jest obywatelem Rosji, po ucieczce triumfował na 8. etapie Vuelta a Espana, jako pierwszy przecinając linię mety na szczycie La Camperona.

Moje marzenie w końcu się spełniło. Marzyłem o wygraniu etapu Grand Touru od kiedy byłem dzieckiem. Kiedy wreszcie mi się udało, nie mogłem uwierzyć. Mam 35 lat, myślałem już, że to już się nie stanie, ale zachowywałem też nadzieję, że przyjdzie mój dzień

- mówił Lagutin, który na mecie krzyczał z radości, nie mogąc uwierzyć w to, co zrobił.

Nie mamy tu lidera na klasyfikację generalną, więc możemy jechać na siebie, Okazji jest sporo i będziemy szukali kolejnych.

Za plecami walczącej o etapowe zwycięstwo ucieczki toczyła się batalia o sekundy w klasyfikacji generalnej. Rywalizację tę wygrał Nairo Quintana, nad Alberto Contadorem (Tinkoff) nadrabiając 25 sekund, a nad Christopherem Froomem (Team Sky) i drużynowym kolegą Alejandro Valverde 33 sekundy.

Zrobiliśmy to, co założyliśmy. Mój uśmiech na linii mety nie był znakiem radości, a raczej grymasem bólu. Chciałem nadrobić nad rywalami. Zaczęliśmy spokojnie, czekaliśmy na atak Froome'a, a kiedy to nastąpiło, mieliśmy wystarczająco siły by odpowiedzieć. Przyjechałem tu ze sporymi ambicjami, jak na każdy Grand Tour, ale taki etap zawsze dobrze wpływa na morale

- tłumaczył 26-latek z Movistaru.

Quintana objął prowadzenie w klasyfikacji generalnej i o 19 sekund wyprzedza Valverde. Trzeci jest Froome (+0:27), a czwarty Esteban Chaves (Orica-BikeExchange), który traci już 57 sekund. Dopiero szósty jest Contador, który notuje 1:39 straty.

Nigdy nie jest za wcześnie na koszulkę lidera. Lepiej mieć kilka sekund w zapasie, niż próbować desperacko je nadrobić. Generalka wygląda na w miarę ułożoną, co jest logiczne po tygodniu szybkiego ścigania i kilku ciężkich finiszach. Jestem pewny, że mając tak mocną ekipę będę w stanie się obronić

- zapowiedział Kolumbijczyk.

Froome, który na najostrzejszym fragmencie odjechał rywalom, nie był w stanie tempa utrzymać długo. Najpierw poprawił Quintana, a w końcówce 31-latek oglądał też plecy Contadora, który odżył na ostatnim kilometrze.

To był trudny podjazd i Nairo pokazał, że jest w formie. Czapki z głów. Alberto też poradził sobie świetnie, szczególnie po wczorajszej kraksie. To walczak

- mówił Brytyjczyk.

Co do mnie - staram się przetrwać.

Wraz z trzykrotnym triumfatorem Tour de France do mety dotarł Alejandro Valverde. 36-latek awansował na pozycję wicelidera wyścigu i zdaje nic nie robić sobie z faktu, że w tym sezonie wśród najlepszych skończył już dwa Grand Toury.

Jeśli Nairo będzie potrzebował pomocy, otrzyma ją ode mnie. Jestem zadowolony z tego jak układa się wyścig. Będę szukał swoich szans i pomagał Nairo - jestem na dobrej pozycji, co cieszy, szczególnie po dwóch przejechanych Grand Tourach. I nie zamierzam zwalniać. Czego jeszcze możemy chcieć?

- pytał retorycznie trzeci kolarz Giro d'Italia i szósty zawodnik Tour de France.

Jeśli znalazłeś w artykule błąd lub literówkę prosimy, daj nam o tym znać zaznaczając ten tekst i używając skrótu klawiszy Ctrl+Enter.

Zgłoszenie błędu w treści

Następujący tekst zostanie wysłany do naszych redaktorów: