Vincenzo Nibali: "po co mi Mediolan-San Remo?"

W swój udział w Mediolan-San Remo wątpi Vincenzo Nibali. „Rekin z Mesyny”, startujący akurat w Tirreno-Adriatico, jest zdania, że nic nie zgubił na trasie „Primavery”.

Ja i San Remo? Po co? Po skreśleniu z planu La Manie klasyk znowu stał się łakomym kąskiem dla sprinterów. Sam siebie pytam: czy ja coś zgubiłem w San Remo?

– powiedział kapitan teamu Astana w rozmowie z La Gazzetta dello Sport.

Trzy lata temu Enzo w najdłuższej jednodniówce w kalendarzu zajął trzecie miejsce. Rok temu nie miał szans z szybkimi sprinterami, chociaż na początku, na papierze wydawało się, że Sycylijczyk może pokusić się o niezłą lokatę.

Wówczas RCS Sport zrezygnował co prawda z La Manie, lecz włączył przynajmniej Pompeiana. Z powodu jednak usuwisk ziemi i ten podjazd ostatecznie nie znalazł w programie.

Tak czy siak 30-letni Nibali na razie nie jest w jakieś super dyspozycji, co można było zauważyć na niedzielnym etapie „wyścigu dwóch mórz”. Włoch zdaje sobie z tego sprawę, lecz nie wpada w przedwczesną panikę.

Wiem, że forma zawodników, którzy przygotowywali się na ten wyścig na wysokości,  jest znacznie lepsza niż moja. Ja przygotowuję się na Tour de France, taki jest plan. Jednak mimo tego uważam, że mógłbym powalczyć w San Remo o niezłą lokatę. To jest jednodniówka, te imprezy rządzą się swoimi prawami. Nawet jeśli masz trzy kilo za dużo, nie jest to jakiś wielki problem. Nie o to jednak chodzi. Chodzi, powtórzę raz jeszcze, o brak La Manie

– dodał.

fot. B.Bade

Jeśli znalazłeś w artykule błąd lub literówkę prosimy, daj nam o tym znać zaznaczając ten tekst i używając skrótu klawiszy Ctrl+Enter.

Zgłoszenie błędu w treści

Następujący tekst zostanie wysłany do naszych redaktorów: