Tour de France 2020. Upadek Pinota zatrząsł nadziejami Francji

Thibaut Pinot trafił na okładkę "L'Equipe" już pierwszego dnia Tour de France. Zdjęcie Francuza siedzącego na szosie, z rozdartą na ramieniu koszulką i raną na nodze opatrzone zostało podpisem "Glisse de Nice", czyli "Ślizgawka w Nicei". Na tejże już pierwszego dnia zachwiały się nadzieje na dobry wynik w wyścigu.

Lider zespołu Groupama-FDJ upadł w kraksie na 3 kilometry przed metą i chociaż czasu do rywali nie stracił, na mecie brakowało kilku centymetrów kwadratowych skóry.

Raport medyczny z obozu francuskiej drużyny jeszcze tego samego dnia przyniósł niezłe informacje: liczne zadrapania oraz stłuczone kolano. Nie koniec świata, ale nie początek wyścigu, jaki wyobrażał sobie kolarz mający walczyć o zwycięstwo.

Nie rozumiem dlaczego jesteśmy krytykowani za neutralizowanie etapu. To był mój najgorszy dzień na rowerze. To nie było kolarstwo. Ulewy to część tego sportu, ale kiedy nie da się już jechać... wczoraj w telewizji nie było wszystkiego widać, na szosie był olej napędowy. Dlatego co zakręt kolarze lecieli na asfalt

– mówił wtedy Pinot.

Po festiwalu kraks w sobotę, komunikat doktora zespołu wypełnił większość komunikatu prasowego. Na zalanej deszczem trasie, przed neutralizacją, spotkanie z asfaltem zaliczyło siedmiu z ośmiu podopiecznych Marca Madiota. Kość krzyżową obił David Gaudu, kolano rozbił Rudy Molard, ramię i udo opatrywano Williamowi Bonnetowi. Bez szwanku z rywalizacji wyszedł tylko mistrz Szwajcarii Sebastien Reichenbach.

Przed startem drugiego etapu Francuz był w lepszym nastroju, ale perspektywa pokonywania długich podjazdów nie nastrajała pozytywnie. Cel był jeden: przetrwać dzień bez strat.

Powiedzmy, że jest okej, noc była w porządku, poranek też. Boli, ale nie ma złamań. Jedziemy dalej. Bolą mnie mięśnie po prawej stronie, ale bardziej martwi mnie siniec na plecach, który powstał po tym jak ktoś na mnie wpadł

– powiedział "L'Equipe" przed startem.

29-letni zawodnik w przeszłości pecha na trasach Grand Tourów miał już dwukrotnie. W 2018 roku jechał po podium Giro d'Italia ale na przedostatnim etapie zmogła go choroba. Przed rokiem miał walczyć o zwycięstwo w Tour de France, ale wycofać się musiał po kontuzji na 19. etapie.

Kariera Pinota zorientowana była na "Wielką Pętlę" w zasadzie gdy po samotnej ucieczce wygrał w 2012 roku, w debiucie, jej etap. Dwa lata później stał na trzecim stopniu podium w Paryżu, ale w kolejnych latach nie zdołał do wyniku tego nawiązać.

Od 2014 roku co rok słyszę, że to jest ten sezon, teraz albo nigdy. Sześć lat później nadal to słyszę. Jasne, że chcę wygrać Tour, ale nie wstaję każdego dnia i nie powtarzam tego jak mantry. Jak się uda, to się uda. Jestem w stanie wygrać, ale na to składa się wiele czynników. To duża różnica: być na podium a wygrać. Jestem u szczytu swoich możliwości, potrzebuję troszkę szczęścia

– mówił przed startem wyścigu w obszernej rozmowie z "L'Equipe".

Przekonanie o tym, że jest w stanie wygrać wyścig przyszło w 2019 roku,  po triumfie na górskim etapie z metą na Col du Tourmalet. Według francuskiej gazety Pinot już w 2014 roku podjął już decyzję, że przyszła wygrana w Paryżu zakończyć ma jego karierę.

Nie za bardzo lubię marzyć. Nie chcę już więcej marzyć

– mówił w 2020 roku, przyjmując na siebie statu jednego z faworytów.

Pinot do mety drugiego odcinka dojechał w grupie faworytów i dzień zapisał na plus, gorzej miał się za to jego kolega, David Gaudu. U Francuza nie wykryto złamań, ale 23-latek cały dzień spędził walcząc z bólem i do mety dojechał w jednej z dalszych grup.

Jeśli znalazłeś w artykule błąd lub literówkę prosimy, daj nam o tym znać zaznaczając błędny fragment tekstu i używając skrótu klawiszy Ctrl+Enter.

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

Zgłoszenie błędu w treści

Następujący tekst zostanie wysłany do naszych redaktorów: