Mistrzostwa Polski 2020. Marta Lach: "wykorzystałam tę sytuację bardzo dobrze"

Po sobotnich rozgrywkach to Marta Lach wróci do domu ze złotym medalem i tytułem szosowej mistrzyni Polski w wyścigu wspólnym. Jak sama przyznała po wyścigu, bardzo dobrze udało jej się wykorzystać nadarzającą się okazję.

Lach przed rokiem z przytupem otworzyła pierwszy sezon w zawodowym peletonie. Wicemistrzostwo Europy orliczek w wyścigu ze startu wspólnego, wygrana etapowa na trasie luksemburskiego Festival Elsy Jacobs (2.1), wysokie miejsca na etapach Lotto Thüringen Ladies Tour (2.1) i podium Clasica Femenina Navarra (1.2): to wyniki znakomite u kolarki dopiero wkraczającej do peletonu.

Po udanym sezonie 2019 nieoczekiwanie nastał jednak czas długiej przerwy w startach, wymuszonej światową pandemią wirusa SARS-Cov2.

Przerwa od ścigania, owszem, była, ale od treningów nie. Z resztą specjalnie nie robiłam przerwy w trenowaniu, bo stwierdziłam, że mam okazję nadrobić pewne moje braki. Myślę, że to zaprocentowało. Nie czułam też, żebym musiała psychicznie odpocząć, bo ja po prostu kocham jeździć na rowerze, lubię to, co robię

– mówiła w rozmowie z "Rowery.org" zawodniczka CCC-Liv. I kontynuowała:

Brakowało mi tego ścigania i czuję, że teraz każdy wyścig jest niesamowitym przeżyciem, każdy wyścig doceniam. Bardzo się cieszę, że wszystko powoli wraca do normalności i cieszę się, że udało się zdobyć mistrzostwo Polski.

W trakcie kilkumiesięcznej przerwy wielu zawodników szukało alternatywy dla tradycyjnych wyścigów, czegoś co pozwoliłoby im poczuć z powrotem ducha rywalizacji. Swoich sił w e-wyścigach próbowała także Lach, choć raczej nie zostanie ich fanką.

Startowałam w wyścigach wirtualnych, ale oczywiście różniło się to od normalnego kolarstwa – od startu do mety w trupa! Tak jak tu rodzice mi pięknie kibicowali przy trasie, to tam na balkonie też kibicowali, ale ja nie dawałam rady po prostu. Ja jestem jednak zawodniczką, która bardzo dobrze radzi sobie w peletonie, zawsze może gdzieś nogę oszczędzić, a na tym Zwifcie nie było wyjścia, trzeba było iść w trupa.

Uczciwie przepracowany czas dał Lach solidną bazę i odpowiednie przygotowanie, co szybko potwierdziły wyniki z wyścigów, w których brała udział po wznowieniu kalendarza. Ścigała się głównie w kraju, wygrywając Puchar Polski w Koziegłowach, triumfując na dwóch etapach wyścigu Śladami Anny Wazówny oraz na jednym odcinku Sowiogórski Tour.

Wiedziałam, że jestem w dobrej dyspozycji, było to widać po treningach. Wszystkie wskaźniki rosły, za co dziękuję mojemu trenerowi Kubie Pieniążkowi, który naprawdę do każdego treningu przywiązuje wagę i jest taką osobą, która umie mnie dobrze poprowadzić. Tego ścigania się nie zapomina, nawet po takiej przerwie. Poza tym rozwijam się dalej i widzę to. Na pewno tamten rok był dla mnie ciężki, bo przejście do ekipy worldtourowej było dużym skokiem. Teraz może jest mi troszkę łatwiej, choć bywają trudniejsze momenty

– wyjaśniła.

Marta Lach i Agnieszka Skalniak, obie ścigające się w zespole CCC-Liv, w Polsce wspierane były przez dwójkę dyrektorów sportowych ze swojego teamu: Larsa Booma i znającego dobrze polskie drogi Hugo Brendersa. Takie zaplecze oznacza dla zawodnika duży spokój w zakresie przygotowania do startu, który może poświęcić na wyznaczenie celu i nakreślenie planu jego realizacji.

Cel był jeden – wygrać. Razem z Agą miałyśmy się już dogadać jak to osiągnąć, no i udało się. Troszkę niespodziewanie zawodniczka z Mat Atomu zaatakowała zaraz po przejechaniu pierwszej rundy i tak uciekała... dzielna, naprawdę, prawie 100 kilometrów. A gonić nie było komu. Było trochę drużyn, ale najliczniejszą z nich do pracy był Pacific Toruń i z Agą czekałyśmy, aż to one zaczną pracować

– relacjonowała Lach, chwaląc bohaterkę pierwszych 100 kilometrów, Karolinę Stępień.

Na nieszczęście dla Mat Atomu prowadząca zawodniczka zaczęła słabnąć. Zobaczyłam jak przewaga się zmniejsza po paru atakach i wiedziałam, że nie ma sensu ciągnąć z przodu. 10 kilometrów przed metą doszłyśmy ją, choć ona próbowała jeszcze potem atakować. Silną ma głowę i dawała z siebie wszystko.

Ja myślę, że wykorzystałam tę sytuację bardzo dobrze: nie forsowałam się. Wyczekałam. Poszłam z dość długiego finiszu, bo już pierwsze rondo jechałam na pierwszej pozycji i pociągnęłam tak już do końca

– dodała.

23-latka zwycięstwem nie będzie się cieszyła w Polsce: już w niedzielę jedzie do Francji, gdzie we wtorek wystartuje w worldtourowym GP de Plouay a w czwartek w wyścigu ze startu wspólnego elity kobiet na mistrzostwach Europy.

Fajnie jakbym też zrobiła tę koszulkę mistrzyni Europy, nie? Jak już mam taką jedną, to przydałaby się kolejna. W tamtym roku byłam druga na mistrzostwach Europy, co prawda w kategorii młodzieżowej, a teraz przechodzę do kategorii elity. Wierzę, że kiedyś też uda się zdobyć koszulę mistrzyni Europy, a potem świata

– powiedziała na koniec, wyraźnie niesiona pozytywną energią po wygranym wyścigu.

Jeśli znalazłeś w artykule błąd lub literówkę prosimy, daj nam o tym znać zaznaczając błędny fragment tekstu i używając skrótu klawiszy Ctrl+Enter.

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

Zgłoszenie błędu w treści

Następujący tekst zostanie wysłany do naszych redaktorów: