Rozmowa z Robertem Kubicą. Część 2. "Kolarstwo to taki zastrzyk energii"

Robert Kubica

Robert Kubica opowiada nam o swoich rowerach, ulubionych torach i pozytywnej energii jaką czerpie z kolarstwa.

Robert Kubica w tym sezonie jest kierowcą rezerwowym Alfa Romeo Racing Orlen w Formule 1 i kierowcą również wspieranego przez Orlen zespołu ART Grand Prix w serii DTM.

Wciąż czekając na pierwsze starty, Kubica zdradza nam kilka sekretów o posiadanych rowerach, porównuje wysiłek na rowerze i w bolidzie. Rozmawiamy również o kolarskich marzeniach i najlepszych do jazdy rowerem torach Formuły 1.

Zapraszamy do lektury drugiej części rozmowy z Robertem Kubicą. Część pierwszą znajdziecie tutaj.

Z jednej z twoich ostatnich rozmów na żywo, dowiedzieliśmy się jakie ciekawe samochody trzymasz w garażu. Ja natomiast, gdy przeglądałem twoje zdjęcia na rowerze, to naliczyłem 2 różne Treki, Pinarello i ostatnio Specialized. Kolekcjonujesz rowery? Masz jeszcze jakieś inne ciekawe maszyny?

Pinarello Dogma to mój stary rower z 2010 roku, dostałem go od Pinarello kiedy jeździłem w Formule 1. Powrócił ze mną na szosę kiedy się rehabilitowałem. Jest to rower, który do dzisiaj mam, chociaż pożyczyłem go ostatnio kumplowi. Za każdym razem robi na mnie wrażenie. Może dlatego, że jest mój, ale jak patrzę, to myślę, że minęło 10 lat, a ciągle ma [świetną] formę i kształty. Czuć oczywiście, że technologia poszła naprzód. To jest niesamowite, zmieniając rowery nie zdawałem sobie sprawy, że geometria może mieć tak duży wpływ. Na pewno nie myślałem, że aż taki.

Następnie przeszedłem na Treka. Dlaczego Trek? Ponieważ jednym z moich pierwszych rowerów górskich, takich bardziej konkretnych, był właśnie rower tej marki. I jakoś został mi też w pamięci i w sercu. Niestety ten taki zielono-szary Trek nawet nie był mój, tylko należał do Trek Italia. Mało osób o tym wie, ale teraz się dowiedzą, że zostałem potrącony. 3 albo 4 dni po tym jak zostałem ogłoszony rezerwowym kierowcą Williamsa.

Wracałem zrelaksowany, bo odwiozłem kumpla w jego stronę. Miałem zaliczyć podjazd, ale nadciągały czarne chmury, więc pomyślałem „dopiero co zostałem ogłoszony kierowcą rezerwowym Williamsa, nie będę ryzykował i zjeżdżał w deszczu, to nie jest przyjemność. Pojadę do domu i jak będzie jeszcze brakowało, to dokręcę 40-60 minut na trenażerze”. No i skręciłem w prawo, jechałem pustą drogą. Tylko ja jadę, widzę to auto, ono staje i nagle rusza. I nie to, że rusza powoli… No i bum. Pan po prostu zatrzymał się na stopie, ja myślałem, że on skręci w lewo w moim kierunku jazdy. On mnie po prostu nie zauważył. Na szczęście wszystko dobrze się skończyło, bo tak naprawdę byłem tylko poobijany. Trek niestety umarł [śmiech] śmiercią naturalną. Mnie nic poważnego się nie stało, ale rower do kasacji.

Potem miałem białego Trek, lecz tylko na chwilę. Podszedłem do niego bardziej od strony estetycznej, a nie komfortowej. Wziąłem za małą ramę i było mi jakoś niewygodnie.

Później zaczął się okres Speca, którego mam już od jakichś 2 lat. Jeden rower cały czas podróżuje z zespołem Formuły 1, a drugi w domu. Albo raczej ze mną, tam gdzie jestem, ponieważ w moim aucie zawsze jest rower. Nigdy nie wiem dokładnie, gdzie będę, ale wiem, że będę tam, gdzie jest moje auto. Bardzo często po prostu zabieram rower ze sobą i w 90% przypadków nie zostaje wyciągnięty z bagażnika. Czasami zdarza się, że mam 2 godziny wolnego i siadam sobie pokręcić. I tak zostało, że do dzisiaj używam Speca.

fot. Robert Kubica/archiwum prywatne

A rowery wybierasz sam czy masz zaufanych doradców? Czytasz recenzje, szukasz opinii w internecie czy pytasz kolegów?

Sam wybieram rowery. Śmieję się z siebie, bo bardzo podobają mi się niektóre rowery aero. Ale z moimi nogami, gdzie brakuje mi minimum 100 watów na jedną, to rowery aero mogę sobie tylko oglądać. Gdyby mi ktoś taki dał, to bym sobie powiesił na ścianie jako element dekoracji domu, a nie używał.

Myślę, że ważne jest, żeby zrozumieć co jest potrzebne i nie pakować się w rzeczy, które nic nie dają, a mogą skomplikować życie. Dlatego ja bardziej idę w rowery tradycyjne. Jak to się mówi? Nie aero, tylko tradycyjne? Chyba nie, bo to dziwnie brzmi. Może normalne, o!

A dlaczego Spec? Podobał mi się od dłuższego czasu, ale najmilej wspominam akurat Treka. Dlaczego? Tylko z jednego względu: był bezpieczniejszy i szybciej się zjeżdżało z góry. Ale to już mi przeszło. Miałem taki okres, kiedy brakowało mi ścigania i pewnie trochę adrenaliny. Chyba dlatego odbijałem to sobie na zjazdach. I to jest właśnie nie zbyt dobra i bardzo niebezpieczna część kolarstwa. Na zjazdach bardzo niewiele trzeba, żeby bardzo źle się skończyło.

Wracając do jednego z wcześniejszych tematów i do podziwiania kolarzy. Podziwiam ich za siłę, wytrzymałość i tak dalej, ale niektórych podziwiam za zjazdy. To jest naprawdę mistrzostwo świata. Często się mówi, że wyścigi są niebezpieczne, albo że motocykliści mają dużo bardziej niebezpiecznie. Mają duże prędkości, ale mają jednak kask, kombinezon, ochraniacze.

A panowie kolarze zjeżdżają na zjazdach, których bardzo często w ogóle nie znają, często w deszczu, albo po 20-kilometrowym podjeździe, po którym wszyscy najchętniej zrobiliby sobie przerwę. My byśmy wjechali pewnie pół godziny później, przynajmniej ja, stanąłbym [śmiech] i odpoczywał, a oni jadą. I wydajność umysłu musi być naprawdę niesamowita, ponieważ to, co robią na tych rowerach, jest naprawdę nieprawdopodobne.

Słyszałem, że Ty też całkiem nieźle zjeżdżasz. Kilku kolarzy wypowiadało się o twoich umiejętnościach z szacunkiem. Myślisz, że refleks z Formuły 1 Ci pomaga?

Teraz zjeżdżam dużo wolniej. Trochę zmądrzałem. Tak naprawdę zawodowcy zjeżdżają szybko, bo muszą, to jest część ich życia i sportu. Ja jak zjeżdżam amatorsko czy z kumplami... to nie ma sensu jechać szybko. Bardzo często nie tylko prędkość świadczy o ryzyku jakie podejmujesz.

Widziałem jednak wiele osób, które dużo jeżdżą na rowerze, ale zjazdów nie lubią. Nie przychodzi im to naturalnie, a mi zawsze przychodziło to łatwo. Dużo szybciej zjeżdżałem przed moim wypadkiem, 10 lat temu, kiedy miałem dwie stuprocentowo sprawne ręce.

Ja mam zmodyfikowany hamulec, jedną ręką hamuję obydwa koła. To jest duże utrudnienie jeśli chodzi o zjazdy. Szczególnie na dohamowaniach do ciasnych zakrętów czy nawrotów, ponieważ nie mam możliwości podratowania się. Jak masz dwie ręce sprawne, to hamujesz, i jak widzisz, że ci brakuje, to puszczasz przedni hamulec, a trzymasz tylny. Ja jak puszczę, to w ogóle nie hamuję. Dlatego muszę, i dobrze, zachować odpowiedni margines.

Spędzam trochę czasu na szosie, więc zdarza się, że w normalnym ruchu nie wszystko zależy tylko ode mnie. Są też inni uczestnicy ruchu drogowego i czasem auto może znaleźć się nie po tej stronie drogi. Trzeba bardzo pamiętać, że nawet jeżeli wydaje nam się, że wszystko mamy pod kontrolą, to nie wszystko zależy od nas.

Jeśli mogę zapytać, masz jeszcze jakieś inne modyfikacje w rowerze, czy oba hamulce podpięte pod jedną klamkę to wszystko?

Tylko to, tak. No i mam podkładkę pod butem, ponieważ tak, jak ci powiedziałem, mam jedną nogę krótszą. To tyle, żadnych innych modyfikacji. Chociaż testowałem rower z silnikiem [śmiech].

Prawie jak KERS w Formule 1. W ostatnich latach zabierałeś ze sobą na wyścigi rower. Drużyna nie robiła ci problemu, że oprócz kilku swoich walizek, chcesz jeszcze zabrać rower?

Na początku, podczas pierwszych wyjazdów sam brałem rower, ale latanie po Australii czy Bahrajnie z rowerem jest trudne. Po pierwsze, w podróży została uszkodzona rama, co się może zdarzyć. Po drugie, problemem było to, że ja często latam i nie ma mnie w domu przez półtora albo dwa miesiące. Wtedy mam już dwie torby i do tego jeszcze dodatkowo rower.

Na początku tak latałem i nawet same loty nie były problemem. Przemieszczanie się pomiędzy lotniskiem a hotelem już bardziej, bo nie do każdego auta te wszystkie graty się mieszczą. Później zostawiałem rower, głównie na europejskich wyścigach, w ciężarówce zespołu, co absolutnie nie stanowiło problemu. Udało mi się też przemycić rower tak, że ładowali go pomiędzy części i narzędzia zespołu.

A co później z jazdą po torze? Jak nie ma żadnych wyścigów, to nie ma problemu żeby wyjść i pojeździć?

Gdy tor jest otwarty i nic się nie dzieje, to można po prostu jeździć. Ktoś kto ma pass, czyli wejściówkę do padoku F1, to normalnie może wejść pojeździć. Dużo osób też biega.

Ja często jeździłem, ale bardziej w 2018 roku, kiedy nie startowałem. Kiedy jednak startujesz, to po pierwsze nie ma czasu, a po drugie musisz zachować energię na wyścig w niedzielę, a nie katować się. Ale niektóre fajne wyjazdy robiłem poza torem.

W Japonii zrobiłem sobie pętlę, którą wyszukałem na mapach w internecie. Tam wcześnie robi się jasno i postanowiłem, że jak wstanę wcześnie, to pojadę na rower. Zrobiłem 100 kilometrów, prawie 2000 metrów przewyższenia. Ale jak pomyśleć, gdzie ja byłem… Nie miałem ze sobą żadnych narzędzi, przez ponad 3 godziny spotkałem tylko ze 4 auta, ale widziałem za to małpę. Także znalazłem się w scenerii z typowo japońskimi podjazdami, które kojarzą mi się z „Tokyo Drift” czy „Fast and Furious". Jak byłem mały, to oglądałem te filmy i drogi wyglądały dokładnie tak samo. Widziałem te nawroty, te Nissany składające się w zakręty. Na koniec wjechałem na szczyt, a tam dżungla.

I to są takie fajne wyjazdy i przygody, które wspominasz. Tak naprawdę z zerowym pojęciem o regionie, w którym się znajdowałem, patrząc na mapę wybrałem sobie drogę. Oczywiście patrząc też, żeby była na moją nogę. Wybierasz scenerię i jedziesz. Poznajesz wiele miejsc, w których nigdy byś nie był i których nigdy byś nie znalazł.

Który z torów Formuły 1 jest Twoim ulubionym? Do jazdy rowerem, oczywiście!

[Chwila zastanowienia] Brazylia jest fajna, interwałowa, bo masz długi-nie-długi, no ale jednak podjazd. Jest tam trochę przewyższenia, a potem zjeżdżasz i trening jest trochę inny.

W Meksyku mi się fajnie jeździło, ponieważ tor jest położony na wysokości chyba 2300 metrów nad poziomem morza i dzieje się tam coś ciekawego. Do pewnego momentu rower jakby ma mniejsze opory i czujesz to. Potem przekraczasz pewną granicę i czujesz, że brakuje ci tchu. Wybrałbym te dwa tory.

Jednak perspektywa jeżdżenia rowerem po torze jest zupełna inna niż perspektywa bolidu. Trudności są zupełnie inne. Jeden z trudniejszych torów rowerowych to jest Austria. Są tam dwa duże, strome podjazdy i dają sporo w kość, a ponieważ tor jest krótki, to nie ma gdzie odpocząć.

Robert Kubica
Robert Kubica podczas przejażdżki na torze w Bahrajnie w 2018 roku; fot. Colombo / wri2 / Foto Olimpik

A coś z historycznych? Z ciekawostek, może wiesz, że mistrzostwa świata dwa razy odbywały się na Nürburgringu, Alessandro Petacchi pewnie może Ci coś powiedzieć o torze Zolder.

Zolder to wiem, były różne historie o MŚ w Zolder. Znam też Mario Cipolliniego, także włoski zespół mógł wybierać, kto miał wygrać te mistrzostwa. Tak jak powiedziałem, te historie zostają w naszym gronie, ale są bardzo fajne. I pomimo upływu lat pokazują fajny szacunek pomiędzy Alessandro i Mario.

Masz jakieś kolarskie marzenie, o miejscu w którym chciałbyś pojeździć, albo podjeździe, który chciałbyś podjechać?

Ostatnio mój znajomy sporo mi mówił o Taiwan KOM. To jest chyba podjazd o długości 90 kilometrów, albo nawet i więcej. Wysłał mi to ze 2-3 miesiące temu.

W ubiegłym roku żałowałem, że się nie zorganizowałem i nie pojechałem po Grand Prix Francji na Mont Ventoux. Było oddalone tylko o półtorej godziny jazdy. Jednak po wyścigu trzeba się zregenerować i na rower raczej nie wsiadam przez 2 dni. Trzeba pamiętać, że ja jestem sportowcem w innej dyscyplinie. Bardzo często ambicjonalnie i mentalnie chciałbym coś zrobić, ale racjonalnie lepiej tego nie podejmować. Priorytetem jest dla mnie inny sport.

Gdybyś miał porównać zmęczenie po kilkugodzinnej jeździe na rowerze ze zmęczeniem po wyścigu Formuły 1?

Obciążenie fizyczne jest zupełnie inne. To jest fajne pytanie i w dobrym okresie. Ja zwiftowałem i robiłem treningi dwa razy dziennie przez ostatnie 3 tygodnie. Nawet kumple mi mówili, że nie będą ze mną jeździć, bo mam za dobrą formę.

Ostatnio wróciłem na symulator, zacząłem się bawić i jeździć. Pojechaliśmy wyścig wirtualny i w przeciągu tygodnia forma na rowerze mi spadła. Bardziej się chyba męczyłem na tym symulatorze, niż na rowerze. Ale nie fizycznie, tylko mentalnie. To jest koncentracja. To jest inne zmęczenie.

Bardzo często na rowerze, przynajmniej w moim wykonaniu, są chęci, są ambicje, ale brakuje formy, a bardzo dużo dzieje się w głowie. Ja bardzo często widzę, że przekraczam granice. Albo inaczej, mogę dużo więcej zrobić na rowerze gdy jestem w dobrej formie mentalnej, niż gdy jestem mentalnie zmęczony.

Myślę, że zmęczenie kolarskie jest w 95% fizyczne. Szczególnie długie etapówki. No umówmy się, że 6 godzin jedziesz, ale są momenty, że nie używasz umysłu, nie musisz być skoncentrowany. U nas, w Formule 1, jest odwrotnie, u nas koncentracja musi być na 100% przez długi okres, na przykład 2 godziny. I ona naprawdę musi być stuprocentowa.

Dlatego powiedziałbym, że u nas bardzo często ćwiczysz i przygotowujesz się kondycyjnie, nie dlatego, że nie masz wystarczającej wydolności fizycznej, ale po to, żeby ta kondycja pomogła lepiej pracować umysłowi. W kolarstwie jest inaczej. Jeśli jesteś w formie, nawet jak nie jesteś mentalnie jakimś guru [ale jesteś silny fizycznie], jesteś wciąż w stanie wygrać. I to są właśnie dwa różne sporty.

Porównywanie tętna jest ciekawe. Ja nie jestem w stanie na rowerze utrzymać średniego tętna, które mam w bolidzie. Ale to tętno nie bierze się z mojego wysiłku fizycznego, ponieważ w Formule 1, 30-40 uderzeń bierze się z koncentracji, uwagi. W kolarstwie im więcej generujesz mocy, im więcej watów kręcisz, im trudniej się robi, tym masz większe tętno. Im bardziej jesteś zmęczony, tym większe tętno. Jakby nie było, jest to ściśle powiązane.

W Formule 1 punktem, w którym masz najwyższe tętno, jest pierwszy zakręt, gdy dopiero zaczynasz. Teraz nie wiem, bo nie startowałem z pomiarem tętna, ale w dawnych latach z pulsometrem przekraczałem 200 uderzeń [na minutę] w pierwszym zakręcie. Siedząc!

Ludzie nie zdają sobie z tego sprawy. To tętno nie bierze się z wysiłku fizycznego, bo z samego wysiłku byłoby ze 120-130. Ciekawostką jest na przykład to, że jak zjeżdżam pomiędzy wyjazdami na tor, w przeciągu minuty tętno spada mi do 70 uderzeń, a na torze miałem 190. I to są te różnice. W kolarstwie też są zmiany rytmu, zmiany tętna. U nas, w wyścigu Formuły 1, miałem średnie tętno 170 przez godzinę i 50 minut. Ale to jest inny wysiłek.

Na symulatorze męczę się bardziej. Może po prostu dlatego, że jest to inne zmęczenie. Symulatorem dawno nie jeździłem i organizm musi się przyzwyczaić do innego typu wysiłku. To jest bardzo ciekawe według mnie. Patrząc na tętno można byłoby porównywać te dwa sporty, które tak naprawdę pod względem wysiłku są bardzo różne.

Porównując oba sporty nie mogę nie zapytać, skąd tak wielu kierowców uprawiających kolarstwo? W ostatnich latach mieliśmy na pierwszym miejscu Alonso, który chciał nawet kupić drużynę kolarską, mamy Valtteriego Bottasa, wcześniej Nico Rosberga, Ciebie. Z czego wynika tak duża popularność kolarstwa wśród kierowców?

Myślę, że i tak nadal więcej kierowców biega niż jeździ na rowerze. Bieganie ma dwa plusy: po pierwsze, jest dużo bardziej dostępne, ponieważ wystarczy wrzucić do walizki parę butów... przy naszym stylu życia zajmują mniej miejsca. Po drugie, jest o wiele mniej czasochłonne. Jednak żeby wyjść i pojeździć na rowerze, to trzeba mieć parę godzin minimum, a bardzo często tego czasu po prostu nie mamy.

Kolarstwo jest takim jakby zastrzykiem energii i pozytywnego myślenia, a czasami też wyciszenia. Tak jak powiedziałem wcześniej, kolarstwo daje Ci to, że możesz znaleźć się w miejscach, w których prawdopodobnie nigdy byś nie był, których nigdy byś nie zobaczył. Bardzo często nie poczułbyś natury i środowiska. W naszym sporcie, gdzie jest dużo stresu podczas wyścigów, ale też stresu i dynamiki poza wyścigami, dużo rzeczy się dzieje.

Kolarstwo jest lubiane, bo można się wyciszyć, można pojechać gdzieś z kumplami, możesz pojechać ze swoją bliską osobą. Tak jak np. Valtteri [Bottas] ma nową dziewczynę, która jest zawodową kolarką. I pewnie dlatego też bardziej zbliżył się do tego sportu.

Robert Kubica (Alfa Romeo Racing) - Testy F1 w Barcelonie
Rober Kubica w bolidzie Alfa Romeo Racing Orlen; fot. HZ / Pixathlon / Foto Olimpik

Kontynując ten wątek, to szczególnie w zeszłym sezonie wiele drużyn kolarskich i zespołów F1 nawiązało bliską współpracę. Mamy drużynę Bahrain McLaren, Ineos jest obecny na bolidach Mercedesa w tym roku, Twój były zespół Williams nawiązał współpracę z Israel Start Up Nation. Co Twoim zdaniem drużyny mogą zyskać na współpracy z zespołami F1, i na odwrót?

Na pewno marketing. Myślę, że należy tu rozróżnić współpracę marketingową od współpracy technicznej, ponieważ są to dwie różne sprawy. Nie wiem jak duże jest zaangażowanie techniczne tych zespołów. Znam jedną markę i historię sprzed dobrych kilku lat, kiedy ta firma jeździła do tunelu aerodynamicznego, żeby sprawdzać swoje rowery. Przez ponad rok sprawdzali bez kogoś na rowerze. To nie ma w ogóle sensu.

Już do tego nawiązaliśmy, myślę że rozwój techniczny jest też bardzo duży w kolarstwie, chociaż często nie był tak bardzo widoczny. Teraz ludzie zdają sobie sprawę, że może mieć znaczenie na bardzo wysokim poziomie i że może dać przewagę. Dlatego wspomniałem o tunelu aerodynamicznym, bo w kolarstwie bardzo dużo pracuje się teraz nad aerodynamiką. Zdecydowanie zespoły Formuły 1, które posiadają tunele aerodynamiczne, mogą pomóc, czy też sprawdzić różne rozwiązania.

Z drugiej strony, są to dwa tak różne sporty, że bardzo trudno o porównanie bądź inne korzyści, poza marketingowymi. Często zdarza się tak, że te największe marki w kolarstwie mają też dużo wspólnego w różnych innych środowiskach, nie tylko sportowych. Jednak Formuła 1 to sport, ale też duży biznes. Tak jak powiedziałem, pod względem technologicznym, zespoły Formuły 1 mają bardzo dużą wiedzę na temat aerodynamiki, ale i o rozwiązaniach z włóknem węglowym, które, jak wiemy, może sporo zmienić i sporo dać.

Oczywiście jest regulamin rowerowy, ponieważ gdyby go nie było, to te rowery pewnie ważyłyby półtora kilograma mniej. Przy 7 kilogramach, to jest 20%, coś niesamowitego. Trzeba jednak patrzeć szerzej, bo nie zawsze sama lekkość jest plusem. Bo jednak rama musi mieć odpowiednie właściwości i akurat pod tym względem Formuła 1 ma dużo wiedzy i dużo technologii. Nie twierdzę oczywiście, że w kolarstwie tego nie ma.

Innym słynnym kierowcą F1, który bardzo dużo jeździł na rowerze, był Fernando Alonso. Jeździliście kiedyś razem?

Fernando jeździł dużo na rowerze w okresie, kiedy ja miałem wypadek albo trochę wcześniej. To był ten okres, kiedy on bardzo ambitnie podchodził do planów kolarskich, ale razem nie jeździliśmy. W ubiegłym roku jeździłem z osobą, która z nim jeździła i jeździ. Ten sam fizjoterapeuta, który kilkanaście lat współpracuje z Fernando jeździł też ze mną na wyścig. Może kiedyś się uda.

PKN ORLEN co raz śmielej inwestuje też w kolarstwo. W ubiegłym roku zorganizował po raz pierwszy wyścig w barwach narodowych dla kolarzy poniżej 23-go roku życia pod nazwą ORLEN Wyścig Narodów. ORLEN wspiera też cykl wyścigów dla amatorów, które, między innymi, odbywałyby się właśnie jako imprezy towarzyszące Wyścigowi Narodów i Tour de Pologne. Jeśli oczywiście pozwoli na to sytuacja epidemiczna, czy jest szansa, że kiedyś zobaczymy Cię na trasach tych wyścigów?

Myślę, że gdy wyjdziemy z tej ciężkiej sytuacji, to będę miał naprawdę sporo u siebie do roboty. Dwa lata temu myślałem, żeby przyjechać z kumplami, ale wyścigi kolarskie muszę niestety teraz odpuścić. Mówię niestety, bo chciałbym się pokazać. Przypięcie numeru na rower i na siebie dodaje mi motywacji. Jednak jest to bardziej przygoda i zabawa, niż start żeby się wykazać. Jest jednak spore ryzyko, szczególnie w grupie, że może się coś wydarzyć. Na dzisiaj nie mam tego w planach, ale może w przyszłości.

Ostatnie pytanie, które muszę zadać: czy golisz nogi?

[śmiech] No tak, trzeba! [śmiech] Chociaż jak teraz popatrzyłem, to lepiej nie będę pokazywał!

Dziękuję za rozmowę!

Jeśli znalazłeś w artykule błąd lub literówkę prosimy, daj nam o tym znać zaznaczając błędny fragment tekstu i używając skrótu klawiszy Ctrl+Enter.

1 Comment

  1. Mam rower aero na ścianie

    3 maja 2020, 15:11 o 15:11

    Świetne te wywiady z Robertem. Nie mogę znaleźć informacji, o tym kiedy wrzucacie część 3, 4, 5... 😉 Chciałoby się jeszcze poczytać, co Robert ma do powiedzenia o rowerach i kolarstwie.

Dodaj komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

%d bloggers like this:

Zgłoszenie błędu w treści

Następujący tekst zostanie wysłany do naszych redaktorów: