Paryż-Roubaix 2009-2019. Od Boonena i Cancellary do Haymana i Gilberta

Jak kończy się rywalizacja na welodromie w Roubaix? Przegląd ostatnich 11 edycji wyścigu Paryż-Roubaix.

Paryż-Roubaix po raz 118. miał odbyć się w Niedzielę Wielkanocną, 12 kwietnia. W tym roku francuski monument wykreślony został z kalendarza, w obliczu szalejącej w Europie i na świecie pandemii wirusa SARS-Cov-2.

Sportowa rozrywka schodzi w naturalny sposób na dalszy plan wobec wyzwań przed którymi stoją społeczeństwa. Wprowadzone w kolejnych krajach, w tym w Polsce, ograniczenia swobody poruszania się i aktywności społecznych ograniczyć mają rozprzestrzenianie się pandemii.

Dla kibiców kolarstwa, którzy dziś pozostali w domu to kontynuacja dłuższego okresu bez emocjonujących zmagań. By ten czas wypełnić, kolarskimi wspomnieniami, przygotowaliśmy kolejną przypominajkę: przegląd ostatnich edycji "Piekła Północy".

W ramach przypomnienia ostatnich 11 odsłon przygotowaliśmy połączenie krótkich opowiastek oraz zapisów wideo. Choć przegląd ułożyliśmy chronologicznie, wyróżniamy w nim trzy scenariusze rozgrywki o zwycięstwo w Roubaix:

  • Zwycięstwa solowe [5] (Boonen w 2009 i 2012 roku, Cancellara w 2010 roku, Van Summeren w 2011 roku i Terpstra w 2014 roku);
  • Dwójkowy finisz na welodromie [3] (Sagan versus Dillier w 2018 roku, Cancellara versus Vanmarcke w 2013 roku, Gilbert versus Politt w 2019 roku);
  • Sprint z grupki [3] (Degenkolb w 2015 roku, Van Avermaet w 2017 roku, Hayman w 2016 roku).

2009 || Tom Boonen nie upadł

1. Tom Boonen 6:15:53
2. Filippo Pozzato +47
3. Thor Hushovd +1:17
Przeczytaj raport

Tom Boonen po raz trzeci. Belg tego dnia dysponował nie tylko największą mocą, ale i najlepiej radził sobie na bruku: większość rywali z grupki wyłonionej na Carrefour de l'Arbre zaliczyła wywrotki, co utytułowanemu Belgowi otworzyło drogę do trzeciego zwycięstwa w karierze.

2010 || Fabian Cancellara w królestwie Boonena

1. Fabian Cancellara 6:35:10
2. Thor Hushovd +2:00
3. Juan Antonio Flecha +2:00
Przeczytaj raport

Fabian Cancellara w klasykach północy świetnie wypadał już w czasie, gdy na koncie kolekcjonował tytuły mistrza świata w jeździe indywidualnej na czas. Co często można przeoczyć, jego pierwszy pojedynek o zwycięstwo w Paryż-Roubaix z Tomem Boonen miał miejsce w 2006 roku, a Szwajcar wyścig ten wygrał po samotnym rajdzie.

W 2010 roku, po zwycięstwie Cancellary w Ronde van Vlaanderen, Paryż-Roubaix było drugą odsłoną rywalizacji z Boonenem. Ta rozegrała się dość podręcznikowo, bo Szwajcar ruszył z czołowej grupki 50 kilometrów przed metą, wykorzystując moment rozprężenia. Pogoń na Mons-en-Pevele nie dała nic i mistrz Szwajcarii wygrał swój drugi wyścig na welodrom w Roubaix.

Przyspieszenie Szwajcara na trasie "Piekła Północy" oraz rozegranego tydzień wcześniej Ronde van Vlaanderen znalazły się pod lupą kilka tygodni później, gdy na YouTubie pojawiło się wideo z analizą ataków i zarzutami, że Cancellara korzystał z elektrycznego wspomagania. Dowodów na potwierdzenie tych zarzutów nigdy nie znaleziono, acz sprawa żyła w kolarskim światku i wróciła nawet po zakończeniu kariery Szwajcara.

2011 || Johan Vansummeren jak czołg

1. Johan Vansummeren 6:07:28
2. Fabian Cancellara +19
3. Maarten Tjallingii +19
Przeczytaj raport

Mechanik zespołu Garmin-Sharp, ekipy, którą Belg reprezentował w latach 2010-2014, opowiedział mi swego czasu historyjkę. Akcja tej miała rozegrać się miała jakiś rok po wygranej Vansummerena w Roubaix. "Weszliśmy do restauracji w Belgii, wszyscy goście wstali i zaczęli bić brawo" – mówił, próbując zobrazować szacunek, jakim darzono zwycięzcę Tour de Pologne z 2007 roku.

Tyczkowaty Belg przez lata znany był jako solidny pomocnik, kolarz potrafiący świetnie pracować na płaskich etapach, ale także radzący sobie na górskich odcinkach. Bruki zawsze były mu bliskie, ale wyników lepszych przez lata nie notował, choć warto zaznaczyć, że do Roubaix dwukrotnie dojeżdżał w pierwszej dziesiątce (2008, 2009).

Szacunek, jaki zwycięzca Paryż-Roubaix wyrobił sobie w peletonie, długo poprzedzał jego samotną szarżę w 2011 roku. Belga szanowali kibice i peleton, a choć wygrana w "Piekle Północy" wyniosła go chwilowo na sportowy piedestał, nie zmieniła zasadniczo biegu jego kariery. Bieg życia zmienił za to sam kolarz, po dekoracji oświadczając się wybrance swojego serca.

2012 || Tom "czasem trzeba mieć jaja" Boonen

1. Tom Boonen 5:55:22
2. Sebastien Turgot +1:39
3. Alessandro Ballan +1:39
Przeczytaj raport

"Czasem nie potrzeba planu, czasem trzeba mieć jaja".

Komentarz Toma Boonena w filmie dokumentującym rok 2016 ekipy Quick-Step najlepiej oddaje filozofię ścigania rosłego Belga.

Boonen w 2012 roku już miał status legendy, człowieka wyrastającego ponad męczących się obok kolarzy. Nie zmieniły tego słabsze sezony 2010 i 2011 – jeśli słabymi można w ogóle określić 2. miejsca w największych klasykach kalendarza. Zwycięstwa Fabiana Cancellary w 2010 roku, zarówno we "Flandrii", jak i w "Piekle Północy" Boonenowi trudno było przełknąć.

Rok 2012 był jednak odrodzeniem lidera ekipy Patricka Lefevere'a i zarazem ostatnim jego sezonem na takim poziomie. Po wygranych w E3 Harelbeke, Gandawa-Wevelgem oraz Ronde van Vlaanderen, atak na ponad 50 kilometrów przed metą na brukach Paryż-Roubaix nie był najbardziej wariackim pomysłem. Boonen planu może nie miał, ale pod nogą mocy mu nie brakowało i tym samym wyrównał rekord Rogera de Vlaemincka, karierę kończąc z czterema pamiątkowymi kostkami bruku na koncie.

2013 || Fabian Cancellara z pasażerem

1. Fabian Cancellara 5:45:13
2. Sep Vanmarcke +0
3. Niki Terpstra +31
Przeczytaj raport

Fabian Cancellara nie lubił pasażerów. Mocarny Szwajcar w klasykach zmagał się nie tyle z brakami własnego organizmu czy taktycznego rozeznania, co z taktyką obieraną przez rywali. Ci, widząc moc mistrza świata w jeździe na czas, rzadko współpracowali, a Cancellara pienił się na trasach i na konferencjach prasowych, złorzecząc pasażerom, którzy zmianę dać mu chcieli na kresce.

"Spartakus", który na welodromie w Roubaix triumfował w 2006 i 2010 roku, w 2011 roku padł ofiarą braku współpracy, 12 miesięcy później z gry wykluczyła go kraksa. W 2013 roku Cancellara jeńców nie brał: E3 Harelbeke i Ronde van Vlaanderen wygrał samotnie, pokory ucząc Petera Sagana. Jako faworyt rywalizacji w "Piekle Północy" nie zawiódł: zaczął pasywnie, ale gdy wrzucił wyższy bieg, rywale spadali z koła. Na welodrom wjechał z rewelacyjnym zwycięzcą Omloop Het Nieuwsblad z 2012 roku, Sepem Vanmarckiem, ale to nie stanowiło żadnej przeszkody w sprincie po trzecie w karierze trofeum.

2014 || Niki Terpstra z niczego

1. Niki Terpstra 6:09:01
2. John Degenkolb +20
3. Fabian Cancellara +20
Przeczytaj raport

Niki Terpstra nie był faworytem tego wyścigu. Przeciwnie, wcześniej odpadał na bruku, do czołówki dojechał ledwie 8 kilometrów przed metą, dociągany m.in. przez Gerainta Thomasa, Bradleya Wigginsa czy Toma Boonena.

Grupka, która powstała po 250 kilometrach walki nie miała ochoty na współpracę. Oglądanie się po sobie trwało jakieś kilka minut, a gdy Terpstra ruszył by nadać tempo, nikt nie kwapił się by wskoczyć na koło. 10 metrów przewagi i Holender wiedział, że wyścig należy do niego.

2015 || Przeskok Johna Degenkolba

1. John Degenkolb 5:49:51
2. Zdenek Stybar +0
3. Greg van Avermaet +0
Przeczytaj raport

John Degenkolb w sezonie 2015 dokonał rzeczy wielkiej. Wygrana w klasyku o statusie monumentu to marzenie wielu, Niemcowi udało się w jednym sezonie triumfować w dwóch.

Wyścig do Roubaix zostanie być może zapamiętany przez finisz na welodromie, aczkolwiek najlepszym, i zarazem najważniejszym, momentem zmagań była akcja kolarzy Giant-Alpecin na 10 kilometrów przed metą. Bert de Backer katapultował Degenkolba do prowadzącego duetu: Yves Lampaert i Greg van Avermaet, a pogoń Niemca, początkowo wyglądająca jak walka z samym sobą między grupkami, przyniosła mu szansę na zwycięstwo. "Dege" jej nie zmarnował i na finiszu ograł Zdenka Stybara oraz Van Avermaeta, pokazując wytrwałość zwycięzcy Mediolan-San Remo i spryt zaprawionego w bojach sprintera.

Degenkolb na bruki wracał, acz po wypadku na treningu jego gwiazda błyszczała nieco słabiej. Niemiec odbudował się by w 2018 roku wygrać etap Tour de France poprowadzony na brukach północy, ale w historii wyścigu Paryż-Roubaix jego nazwisko zapamiętane zostanie nie tylko z racji zwycięstwa, ale wysiłków by uratować przed upadkiem juniorską wersję "Piekła Północy".

2016 || Niesamowita podróż Mathew Haymana

1. Mathew Hayman 5:51:53
2. Tom Boonen +0
3. Ian Stannard +0
Przeczytaj raport

Wyścig Paryż-Roubaix to nie impreza dla słabych duchem. Francuski monument jest tak nieprzewidywalny, jak trudny. Z jednej strony w peletonie wyłonić można wąską grupkę kolarzy, którzy w warunkach manewrów wojskowych czują się dobrze, z drugiej co parę lat na podium staje kolarz, na którego przed startem nikt nie postawiłby dwóch centów.

W 2016 roku nikt nie postawiłby centa na Mathew Haymana. Australijczyk, który na siebie też by nie postawił, po przejechaniu 15 edycji Paryż-Roubaix wiedział co robi. Przynajmniej w teorii, bo w lutym złamał rękę i sezon klasyków oglądał przed telewizorem. Czas w domu wykorzystał jednak na treningi na trenażerze i zdołał złapać się do składu ekipy na "Piekło Północy".

Przeczytaj: Wywiad z Haymanem o przygotowaniach do Paryż-Roubaix

Przeczytaj: Mathew Hayman w rozmowie z "Rowery.org" wspomina zwycięski wyścig

Wyścig przejechał jak w transie: zabrał się w ucieczkę dnia, a gdy tę złapali faworyci, szybko znalazł się wśród nich. Na sektorze Mons-en-Pevele miał kłopoty, ale dojechał i w grupce, w której nikt nie chciał pracować, wymienił kilka ataków z Tomem Boonenem.

Blisko 38-letni Hayman, po 255 kilometrach rywalizacji, jechał na welodrom w Roubaix z czterokrotnym zwycięzcą wyścigu. Jeśli brzmiało to zbyt dobrze dla kolarza, który całą karierę próbował, ale nigdy nie znalazł się nawet blisko takiego wyniku... to wydarzenia na welodromie w Roubaix wyglądały jak przedziwny sen. Z niedowierzaniem oglądali je kibice, dyrektorzy sportowi w samochodach, nie wierzył sam Hayman.

Historia wygranej wiekowego zawodnika, który do wyścigu przygotowywał się w przedziwnych warunkach, trafił z dniem, wykorzystał doświadczenia wszystkich lat i ograł najlepszych brukowców w stawce, zapisała piękną kartę w historii "Piekła Północy". Wyścigu prawdziwie nieprzewidywalnego.

2017 || Wiosna Grega van Avermaeta

1. Greg van Avermaet 5:41:07
2. Zdenek Stybar +0
3. Sebastian Langeveld +0
Przeczytaj raport

Greg van Avermaet wiosnę 2017 roku wspominał będzie do końca życia. Belg wygrał Omloop Het Nieuwsblad, E3 Harelbeke, Gandawa-Wevelgem, a ściganie we Flandrii skończył na 2. miejscu, po raz kolejny mijając się z marzeniem o wygraniu swojego ukochanego klasyku.

Na brukach przed Roubaix Belg pokazał jednak swoje najmocniejsze strony: wytrzymałość, śmiałość w organizowaniu akcji, pewność w kasowaniu rywali i zabójczy finisz po ponad 250-kilometrowym wysiłku.

2018 || Peter Sagan w gierki się nie bawił

1. Peter Sagan 5:54:06
2. Silvan Dillier +0
3. Niki Terpstra +57
Przeczytaj raport

Peter Sagan pierwszy monument wygrał w 2016 roku, samotnie meldując się na mecie Ronde van Vlaanderen. Mistrz świata do Roubaix dojechać jako pierwszy próbował pięć razy, ale wyników po intensywnych tygodniach ścigania we Flandrii nigdy nie miał.

Sagan przez kilka sezonów musiał także znosić pytania o bycie "wiecznie drugim", brak dużych zwycięstw i taktyczne gierki w finałach. Te, w dużych klasykach, rzadko grały na jego korzyść: Słowaka pilnowali po prostu wszyscy. I tak, Sagan na własnej skórze odczuł to, co niegdyś, m.in. z jego powodu, gnębiło Fabiana Cancellarę.

W 2018 roku wiosna szła Słowakowi nieźle, choć 6. miejsca w Mediolan-San Remo i Ronde van Vlaanderen były pewnie poniżej oczekiwań. Mocy nie brakowało: Sagan wygrał Gandawa-Wevelgem, a na trasie Paryż-Roubaix trafił z dniem i nie czekał na rywali, którzy liczyli na pociągnięcie się za nim. Sagan pracował bardzo mocno by nikt nie usiadł mu na kole, a gdy wyrwał kilkanaście sekund, do mety parł z Silvanem Dillierem, który zrobić wiele w starciu z mistrzem świata nie mógł.

2019 || Monumentalny Philippe Gilbert

1. Philippe Gilbert 5:58:02
2. Nils Politt +0
3. Yves Lampaert +13
Przeczytaj raport

Philippe Gilbert sam wynegocjować miał swój kontrakt z Patrickiem Lefeverem. Belgijski manager powiedział szukającemu nowej przystani kolarzowi, że po prostu nie stać go na jego usługi. Gilbert w odpowiedzi sam zaproponować miał wysokość pensji oraz dokładny wykaz bonusów za wygrane. Celem miały być monumenty, Ronde van Vlaanderen i Paryż-Roubaix.

Lefevere zgodził się, widząc motywację mistrza klasyków oraz mając świadomość, że ewentualne sukcesy będą warte więcej w kontekście szukania nowego sponsora niż pieniądze wydane na bonusy dla ambitnego Gilberta.

Ten czasu nie tracił. Samotny rajd na trasie Ronde van Vlaanderen wyniósł go ponownie do czołówki brukowców, a triumf w Amstel Gold Race potwierdził wszechstronność. Po słabszym sezonie 2018, Gilberta nie zaliczano do ścisłego grona faworytów 117. edycji "Piekła Północy". To oczywiście belgijskiego mistrza nie powstrzymało.

Jeśli znalazłeś w artykule błąd lub literówkę prosimy, daj nam o tym znać zaznaczając błędny fragment tekstu i używając skrótu klawiszy Ctrl+Enter.

Dodaj komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

Zgłoszenie błędu w treści

Następujący tekst zostanie wysłany do naszych redaktorów: