Trening w czasie epidemii

W obliczu pandemii wirusa SARS-Cov-2 wyścigi zniknęły z kalendarza, a profesjonaliści zastanawiają się jak kręcić na rowerze, aby utrzymać formę. We Włoszech, Francji i Hiszpanii, europejskich krajach najbardziej dotkniętych pandemią, zawodowi kolarze odpowiedzialność społeczną starają się połączyć z utrzymaniem formy pozwalającej im na wykonywanie ich zawodu.

W obliczu rosnącej liczby chorych i ofiar wirusa w Europie, we Włoszech, Francji i Hiszpanii wprowadzono kwarantannę i mocno ograniczono swobodne poruszanie się poza własnym domem. Dekrety mające na celu ochronę zdrowia publicznego wpływają na funkcjonowanie całego społeczeństwa, a jego niewielkim wycinkiem jest świat zawodowego sportu.

Część ekip ostatnimi dniami przestawiła się na jazdy na rowerach stacjonarnych i wyścigi internetowe, za pomocą różnych aplikacji. Wiele inicjatyw podjęła między innymi grupa Mitchelton-Scott – jej "Homage Gravel Ride" na portalu Zwift, oprócz jej 30 kolarzy, zgromadziła ponad 1300 kibiców. Teraz, grupa ogłosiła 16 nowych wirtualnych startów, w ramach cyklu "Where the world rides", sponsorowanego przez firmę BikeExchange.

Ponadto organizatorzy przesuniętego z 21 marca wyścigu Mediolan-San Remo oferują możliwość przejechania ostatnich 57 kilometrów trasy dzięki aplikacjom Garmin Edge and Tacx.

Jak wygląda jednak prawnie sytuacja dla kolarzy chcących wyjechać na dłuższe przejażdżki treningowe? Okazuje się, że przepisy w wielu krajach na kontynencie mocno ograniczają możliwość wolnych przejażdżek po otwartym terenie, a w przypadku kontroli policyjnej bądź wypadku trzeba liczyć się z mniejszymi lub większymi problemami.

Sytuacja ta jest o tyle trudna, że brak treningu uniemożliwia zawodnikom podtrzymywania formy. Choć wyścigów obecnie nie ma, przerwa w przygotowaniach może przełożyć się na słabsze osiągi i zatem problemy ze znalezieniem angażu na kolejny rok.

fot. Fabio Ferrari / LaPresse

Pierwszym krajem, które radykalnie zmienił podejście w walce z koronawirusem i wprowadził kwarantannę, były Włochy. Na Półwyspie Apenińskim zabroniono przemieszczania się pomiędzy miastami i ograniczono możliwości wychodzenia z domu do kilku konkretnych przypadków.

Przepisy stanowiły, że – pod warunkiem zachowania ochronnego dystansu jednego metra – można uprawiać sport w okolicach domu, jednak nie do końca jasne było, jaki jest ich wpływ na długie, kilkudziesięciokilometrowe przejażdżki często pokonywane przez profesjonalistów.

Ministerstwo Zdrowia wydało komunikat, który, według „TuttoBiciWeb” oznacza, ze tylko sportowcy na najwyższym poziomie mogą jeździć swobodnie, pod warunkiem, że zostało to uznane za będące w narodowym interesie przez władze sportowe.

Wykorzystywanie roweru, szanując odległość co najmniej jednego metra pomiędzy kolarzami, podlega regułom ustalonym w dekrecie z dnia 9 marca, znanym jako #Iorestoacasa [zostaję w domu]. Jego wytyczne ograniczają ruch ludzi pomiędzy miejscowościami, a także wewnątrz nich, do sytuacji roboczych lub powodów zdrowotnych. W przypadku ewentualnych kontroli należy złożyć oświadczenie.

Nie zezwala się na korzystanie z roweru dla satysfakcji bądź treningu poza granicami terytorium własnego miejsca zamieszkania.

W przypadku sportowców, profesjonalistów czy nieprofesjonalistów, których przygotowanie uznane jest przez Włoski Komitet Olimpijski (CONI) lub poszczególne federacje za będące w interesie narodowym, możliwe jest korzystanie ze sprzętu sportowego samotnie w celach odbycia treningu. Zezwala się wyłącznie na przeprowadzenie wydarzeń i imprez sportowych przez międzynarodowe organizacje za zamkniętymi drzwiami, lub w miejscach otwartych bez obecności publiczności

– wyjaśnia komunikat.

Nie wszystkim podoba się jednak obecność trenujących kolarzy. Według "Il Messaggero", w ubiegłym tygodniu ofiarami wyzwisk i gwałtownych manewrów nielicznych kierowców mieli być Andrea Vendrame (AG2R La Mondiale) i Jacopo Guarnieri (Groupama-FDJ). Z kolei Giovanni Visconti (Vini Zabu-KTM) w rozmowie z florenckim oddziałem "La Nazione" mówił, że krzyki natury "gdzie jedziesz, zostań w domu" spotkały go nawet podczas 15-kilometrowej przejażdżki po ogólnie pustych drogach dookoła San Baronto, gdzie mieszka.

We środę Włoska Federacja Kolarska (FCI), a także Związek Włoskich Profesjonalnych Kolarzy (ACCPI) wydały wspólny komunikat, zachęcający jednak profesjonalistów do zrezygnowania z jazdy na zewnątrz i szanowania dekretu rządu.

Włoskie kolarstwo jest w stanie się zatrzymać, gdy to konieczne. Włoskie kolarstwo jest także w stanie wesprzeć upowszechnianie kampanii takich jak "oddaleni ale zjednoczeni", "zostaję w domu" – które nasi kolarze mocno wspierają w mediach społecznościowych. Aby móc patrzeć w kierunku przeszłości, nawet tej najbliższej, trenujmy w domu i przestrzegajmy wskazań rządu

– powiedział prezes FCI, Renato di Rocco.

kibice z flagą Francji
fot. ASO/Pauline BALLET

Nad Sekwaną jednak podejście do kolarstwa na poziomie narodowym jest dużo bardziej rygorystyczne. Francuska minister sportu, Roxana Maracineanu, otwarcie zniechęciła zawodników do trenowania na świeżym powietrzu, podkreślając, że dekret prezydenta Emmanuela Macrona zezwala wyłącznie na "krótkie wyjścia w okolicach domu, powiązane z aktywnością fizyczną poszczególnych osób, nie licząc zbiorowej działalności sportowej, i aby spełnić potrzeby zwierząt domowych".

Jak stwierdziła, od tej zasady nie powinno być wyjątku, nawet dla sportowców.

Piętnaście dni kwarantanny, którą ogłosił prezydent, powinien respektować co do litery każdy obywatel, w tym sportowcy, amatorzy czy profesjonaliści. Zachęcam do postępowania zgodnie z głównym celem akcji: zostać w domu i nie wychodzić. Zostać u siebie ma znaczyć zostać u siebie

– powiedziała minister w rozmowie z "L'Equipe".

W tej kwestii wypowiedział się również lekarz Ruchu na rzecz wiarygodnego kolarstwa (MPCC), Pierre Lebreton. Również on jest przeciwny wyjazdom na przejazdy treningowe.

Brak jazdy na rowerze pozwala z jednej strony na ograniczenia ryzyka zarażenia, a z drugiej na uniknięcie nawet najmniejszego wypadku. Takie mogłyby przeciążyć szpitale. Treningi na zewnątrz są bezsensowne, nawet dziesięć kilometrów dookoła domu, na wsi. Nie powinniśmy widzieć nowych wyjazdów na Stravie

– uznał w rozmowie z "DirectVelo".

Dekret prezydenta Macrona wprowadzający nowe zasady wszedł w życie 17 marca, o 12:00, a już osiem minut później przez żandarmów został skontrolowany Rudy Barbier (Israel Start-Up Nation). 27-latek wcześniej wyruszył na trening dookoła swojej niewielkiej miejscowości Grandvilliers, chcąc zdążyć wrócić przed kwarantanną. Spóźnienie sprawiło jednak, że wrócił do wsi tuż po jej wprowadzeniu.

Służby nie znalazły nic złego w przejeździe Francuza i bezproblemowo pozwolili mu wrócić do domu.

Szanuję zasady i bardzo chcę, aby szybko rozprawiono się z tym wirusem. Rano pojechałem na dwuipółgodzinną przejażdżkę. Przygotowałem zaświadczenie, że wychodzę w celach profesjonalnych - w tym przypadku, aby odbyć trening jako zawodnik. Miałem ze sobą również licencję. Zrobiłem wszystko, żeby szanować zasady. Żandarmi wyraźnie zrozumieli, że taka jest moja praca, wszystko poszło gładko

– relacjonował.

kibice na trasie Vuelta a Espana
fot. Luis Gómez/Unipublic

Podobnie jest w Hiszpanii. W związku z wprowadzeniem stanu zagrożenia epidemicznego i ograniczeniem możliwości przemieszczania się, Hiszpańska Federacja Kolarska (RFEC) wydała oświadczenie mówiące wprost, że "z powodu wprowadzenia stanu wyjątkowego, kolarstwo zostało zabronione".

W związku z tym, zgodnie z opiniami firm ubezpieczeniowych, każdy wypadek spowodowany uprawianiem sportu będzie uznany za niedbałość, co spowoduje zawieszenie zwrotu kosztów i problemy prawne

– głosi komunikat.

Prezydent Federacji, José Luis López Cerrón, również otwarcie podziękował wspólnocie kolarskiej "za jedność, odpowiedzialność i solidarność, nawet w czasach niesprzyjających dla profesjonalistów, aby ustanowić zdrowie jako główny priorytet".

Innego zdania jest z kolei José Luis de Santos, prezydent Hiszpańskiego Związku Kolarzy (ACP). W medialnych wystąpieniach tłumaczył, że ryzyko zarażenia przez kolarzy jest niskie, podobnie jak prawdopodobieństwo upadku powodującego zabranie do szpitala na leczenie. W jego opinii 120-130 profesjonalnych kolarzy w kraju nie stanowi zagrożenia dla innych, o ile będą zachowywać się rozsądnie.

Hiszpan również nie zgadza się z opinią RFEC odnośnie zawartości dekretu.

Z tego, co rozumiemy, profesjonalni kolarze mogą trenować, jeżeli nie będą stanowić ryzyka dla osób trzecich. Potrzebowaliby jednak zezwolenia, aby uniknąć problemów. Nie jeżdżą, bo chcą uprawiać sport, to jasne. Wykorzystują prawo do pracy, tak, jak każdy inny człowiek w tym kraju, który może iść do pracy na piechotę bądź jechać samochodem, motorem czy transportem publicznym. Osiągnięcie dobrej formy kosztuje dużo, ale teraz, przez 10 czy 15 dni na rowerze stacjonarnym, stracą wszystko, co do tej pory wypracowali

– podkreślił w rozmowie z "Ciclo21".

Jeśli znalazłeś w artykule błąd lub literówkę prosimy, daj nam o tym znać zaznaczając błędny fragment tekstu i używając skrótu klawiszy Ctrl+Enter.

Zgłoszenie błędu w treści

Następujący tekst zostanie wysłany do naszych redaktorów: