Attila Valter: "nie chciałem zostać kolarzem i skończyć w niższej lidze"

Attila Valter to najmłodszy zawodnik CCC Team i jeden z dwóch Węgrów ścigających się na poziomie WorldTour. Jego ścieżka, z lokalnych wyścigów MTB do sukcesów na szosie w kategorii młodzieżowej, to historia ciężko pracującego zawodnika, którą kolarskie światki, zarówno w Polsce jak i na Węgrzech, powinny próbować replikować.

12 przejechanych wyścigów etapowych, 10 miejsc w pierwszej dziesiątce, w tym 5 na podium. Do tego wygrany etap Tour de l'Avenir, 4. miejsce w młodzieżowej Il Lombardia oraz mistrzostwo kraju elity w jeździe indywidualnej na czas: Attila Valter na szansę w najwyższej kolarskiej lidze solidne zapracował.

Młody Węgier to jeden z pierwszych absolwentów CCC Development Team, na certyfikat kolarskiego rzemiosła pracujący obecnie w polskim zespole worldtourowym. Do polskiej młodzieżówki trafił na ledwie sezon, w jej pierwszym roku istnienia, i obok Michała Paluty, Stanisława Aniołkowskiego czy Kamila Małeckiego szybko stał się przykładem na to, jaką różnicę robią sensownie zainwestowane w kolarstwo młodzieżowe pieniądze.

Kiedy rozmawiałem z ekipą, sugerowali, że być może powinienem jeszcze rok zostać w kategorii młodzieżowej i się dalej rozwijać. Mam mniej doświadczenia, bo na szosę przeszedłem późno, to prawda, ale uczę się naprawdę szybko. Jeśli przepuściłbym tę szansę… kto wie, co stałoby się za rok

– tłumaczył w rozmowie z "Rowery.org" przed rozpoczęciem sezonu.

Miejsce w ekipie WorldTour to spełnienie marzeń. Po ostatnim sezonie zacząłem zauważać, że zawodnicy, z którymi wygrywałem, dostali kontrakty w dobrych ekipach. Wiedziałem, że wyniki mam o wiele lepsze, miałem więc nadzieję, że i mnie się uda. Tamten rok był fenomenalny, bardzo chciałem wykonać kolejny krok.

Offroad: węgierski szlak

Rozmowa z Valterem dość szybko prowadzi do odkrycia podobieństw między polskim i węgierskim podwórkiem.

Węgrzy, podobnie jak Polacy, przez lata mistrzów kraju wyłaniali w czasówkach drużynowych oraz czasówkach par, do dziś organizują także Górskie Mistrzostwa kraju (choć rozgrywane, podobnie jak w Wielkiej Brytanii, tylko na jednym podjeździe), zawody raczej rzadko spotykane w kalendarzach innych krajowych federacji. Zasadniczy problem węgierskiego kolarstwa jest pod pewnymi względami podobny do tego, z którym mierzył się polski światek przed erą Majki i Kwiatkowskiego: brak zawodników na poziomie WorldTour, brak struktur szkolenia i utartych ścieżek, którymi podążać mogliby utalentowani zawodnicy i na których opierać można byłoby inwestycje.

Różnice są także znaczące: w kalendarzu Międzynarodowej Unii Kolarskiej przed rokiem figurowało 8 węgierskich wyścigów, w tym roku są tylko cztery; Polska ma aż 20. Pod polską flagą zarejestrowanych jest pięć zespołów, na Węgrzech na przestrzeni ostatniej dekady istniało tylko pięć, a w tym roku w bazie UCI nie ma żadnego.

Sezon 2020 ma zapoczątkować zmiany. W Budapeszcie rozpocznie się bowiem Giro d'Italia, rozwija się wyścig Tour de Hongrie, a w ekipach najwyższego szczebla po raz pierwszy od dekady pojawili się dwaj Węgrzy: Attila Valter (CCC Team) oraz Barnabas Peak (Mitchelton-Scott).

fot. Tour de l'Avenir

Valter wywodzi się z kolarskiej rodziny: jego ojciec, Tibor, w latach 80. i 90. ubiegłego stulecia na koncie gromadził liczne tytuły mistrza Węgier w kilku konkurencjach, z kolarstwem związany jest do dziś. Attila kolarskiego bakcyla złapał, aczkolwiek zawodowstwa przez długi czas w planach nie miał.

Mój tata nie chciał, żebym zaczynał za szybko. Jeździłem na rowerze jako dzieciak, kiedy miałem 11-12 lat. Zawsze byłem ambitny, miałem wyniki w kategorii U15 w kolarstwie górskim. Drugie miejsce w Mistrzostwach Europy? [mówi o Mistrzostwach Europy MTB Młodzieży z 2012 roku – przyp. red.] To było coś. Przegrałem wyścig XCO tylko na finiszu, a przecież wcześniej ścigałem się tylko w Austrii i na Węgrzech

– wspominał.

Pochodzący z położonej na północy Węgier miejscowości Csömör zawodnik przygody na rowerze zaczynał właśnie w wyścigach kolarstwa górskiego. Dwukrotnie został mistrzem Węgier juniorów, w 2016 roku na 7. miejscu ukończył wyścig cross-country podczas mistrzostw świata w tej kategorii. W wyścigach MTB startował regularnie do 2019 roku, w ostatnim sezonie łącząc je ze startami na szosie.

W 2019 roku Valterowi po głowie chodził jeszcze plan zdobywania punktów w kwalifikacjach olimpijskich i startu w wyścigu cross-country, ale w obliczu przejścia na szosę plany te zawiesił.

Z wiekiem zacząłem zdawać sobie sprawę, że kolarstwo górskie nie jest aż tak opłacalne. Może jak jesteś w najlepszej piątce, ale jak cały czas przyjeżdżasz dziesiąty, to robi się ciężko, takie wyniki nie są specjalnie doceniane, nie tak jak na szosie. Trzeba to kochać. W kolarstwie górskim jest też mniej pieniędzy – nie mówię o luksusach, ale o przyszłości po zakończeniu kariery. 20 lat w sporcie, nie masz w niczym innym doświadczenia, może zajdziesz pracę w ekipie, ale to trudny kawałek chleba

– wyjaśnił.

Kolarstwo szosowe już w kategorii juniorskiej dopełniało program młodego Węgra. Poza krajowe szosy Valter wyjechał w 2016 roku: błysnął aktywną jazdą na trasie GP General Patton, na 18. miejscu skończył mistrzostwa Europy, ale jego palmares nie było naszpikowane zwycięstwami.

Jako junior poprawiałem się z roku na rok. Mój tata był moim trenerem. Celem była poprawa z roku na rok. Więcej kilometrów, dni wyścigowych, lepszy poziom każdego roku. Szło coraz lepiej, wypaliło to w kategorii juniorskiej. Zacząłem myśleć, że nic nie jest niemożliwe. Jak jesteś dobrym juniorem, to już dużo ci nie brakuje – na etapowych wyścigach się szybko zajedziesz, ale w jednodniowych próbach jest w porządku. Ja jeździłem z mocnymi kolarzami z Węgier i trzymałem ich koło. Wiedziałem, że mogę się dalej rozwijać

– tłumaczył.

Nigdy nie myślałem, że coś z tego będzie. Na Węgrzech nie mieliśmy wzorca, nie mamy kolarzy ze światowego topu. Ja nie chciałem zostać kolarzem i skończyć w niższej lidze

– zadeklarował.

fot. Dominik Smolarek | www.dominiksmolarek.pl

Pod pomarańczową banderą

Powolny przeskok z kolarstwa górskiego do peletonu szosowego zbiegł się z powstaniem zespołu, który młodemu Węgrowi dał możliwość planowania rozwoju w oparciu o europejski kalendarz startów. Valter w 2018 roku znalazł się w składzie węgierskiej grupy kontynentalnej Pannon.

To był świetny zespół i szkoda, że już nie funkcjonuje. Mieliśmy dobre rowery i obozy treningowe. Wszyscy się znali, to była dobra zabawa. To wystarczyło. Mieliśmy wyniki i dobrego trenera, który teraz pracuje w centrum szkolenia UCI

– wyliczał.

Krótkotrwałe, bo zaledwie dwuletnie, istnienie ekipy pozwoliło jednak kilku węgierskim talentom na wybicie się. Valter trafił do CCC Development Team, János Pelikán w tym roku zasilił Androni Giocattoli-Sidermec, Márton Dina i Erik Fetter szansę otrzymali w Kometa Xstra, natomiast Viktor Filutas dołączył do kontynentalnej ekipy Giotti Victoria.

W barwach kontynentalnej ekipy z Węgier Valter wyników spektakularnych nie zanotował. Potencjał zdołał jednak pokazać: cztery etapówki, w których startował, ukończył w drugich dziesiątkach, w każdej pokazując się na jednym etapie.

Wyścigi etapowe były moim celem jeszcze przed dołączeniem do CCC Development Team. Nie miałem wtedy jednak doświadczenia ani umiejętności ich rozgrywania. Miałem już wtedy pod nogą, ale zawsze udawało mi się to jakoś zepsuć… wiesz, spadałem z pierwszej dziesiątki. Nie rozkładałem dobrze sił. W 2019 roku udało mi się to poskładać do kupy: byłem silniejszy, ale zrozumiałem jak oszczędzać energię w trakcie wyścigu

– ocenił.

Valter w polskim CCC Development wylądował jako jeden z dwóch zagranicznych kolarzy i dość szybko wpasował się w zespół. Na pagórkowatych trasach już w pierwszych wyścigach objął rolę lidera, a w kolejnych miesiącach stał się częścią składu, który z powodzeniem rywalizował z bardziej doświadczonymi zespołami.

CCC Development to był kosmos… myślę, że są jedną z najlepszych kontynentalnych ekip. Pytałem chłopaków jak było kiedy ekipa była Pro-Continental – mówili, że było dobrze, ale że Development jest jeszcze lepszy. To o czymś świadczy. Mieliśmy bardzo dobry zespół, bardzo ich lubiłem. Rozumieliśmy się, mentalność była dość podobna

– zaznaczył.

Polska grupa odniosła 17 triumfów w wyścigach kalendarza Międzynarodowej Unii Kolarskiej (UCI). Valter zajął m.in. 2. miejsca w Bałtyk-Karkonosze Tour i Istrian Spring Trophy, 3. w Belgrade Banjaluka i Tour de Hongrie, a także 5. w Tour Alsace. Z kolei lokaty w dziesiątkach Turul Romaniei, CCC Tour i Sibiu Cycling Tour stanowiły potwierdzenie, że Węgier z poprzednich niepowodzeń wyciągnął wnioski.

Mieliśmy sporo szczęścia i fantastyczny rok. Na każdym wyścigu próbowaliśmy, różni zawodnicy dostawali szanse. Ekipa pracowała na mnie na pagórkowatych trasach, ale ja też pomagałem, np. gdy Kamil wygrywał CCC Tour czy Bałtyk - Karkonosze Tour. Przyszedł taki moment, że poczuliśmy, że jesteśmy najlepsi i zaczęliśmy się cieszyć wyścigami. Z takim nastawieniem jest zupełnie inaczej: nie czujesz presji

– wyjaśniał.

Na poziom WordTour Valter wskoczył z dwoma kolegami z CCC Development: Michałem Palutą i Kamilem Małeckim. Cała trójka już zaczęła sezon w mniejszych wyścigach i zaprezentowała się z dobrej strony: Małecki na 3. miejscu skończył etap Etoile de Besseges, Paluta koszulkę mistrza Polski pokazywał prowadząc liderów zespołu na trasach Etoile de Besseges i Tour de la Provence, a Valter w Tour des Alpes Maritimes et du Var wywalczył 10. miejsce i koszulkę najlepszego młodzieżowca.

Ja, Kamil, Michał... my nie jesteśmy jakimiś super talentami, żaden z nas nie jest. Ale wszyscy pracowaliśmy bardzo ciężko. Ja myślałem, że dostanie się do WorldTouru nie jest możliwe, ale tak... to jest możliwe

– podkreślił optymistycznie.

Celem Węgra na sezon 2020 jest zdobycie miejsca w składzie na Giro d'Italia, które w maju rozpocznie się w Budapeszcie. Dla CCC Team to start ważny z marketingowego punktu widzenia: Węgry to spory rynek dla sponsora głównego ekipy. Firma CCC na Węgrzech posiada ponad 70 sklepów i jest jednym z partnerów tegorocznej edycji Corsa Rosa.

Liderem formacji na włoskie ściganie ma być Rosjanin Ilnur Zakarin, acz zespół wciąż szukał będzie okazji na wygranie etapu po ucieczkach.

Chcę się skupić na szosie, chcę znaleźć się w składzie na Giro d'Italia. Jestem młody, więc oczywiście decyzja należy do kierownictwa, ale nie mamy ekipy, która jedzie z ośmioma góralami na generalkę. Szansa więc istnieje, myślę, że to też wpisuje się w strategię marketingową zespołu, którego sponsor jest bardzo widoczny na Węgrzech

– ocenił Valter.

Jeśli znalazłeś w artykule błąd lub literówkę prosimy, daj nam o tym znać zaznaczając błędny fragment tekstu i używając skrótu klawiszy Ctrl+Enter.

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Zgłoszenie błędu w treści

Następujący tekst zostanie wysłany do naszych redaktorów: