Przełajowe MŚ 2020. Van der Poel i Pidcock zadowoleni, van Aert rozczarowany

Mathieu van der Poel nie pozostawił wątpliwości kto jest obecnie najlepszym przełajowcem świata. Na selektywnej rundzie w szwajcarskim w Dübendorf spokojnie obronił tytuł mistrza świata.

Holender całą stawkę zostawił za plecami już na pierwszym okrążeniu, a gdy na drugim powiększył swoją przewagę do 40 sekund stało się jasne, że tylko seria defektów mogłaby go zatrzymać.

To wyjątkowe zwycięstwo, gdyż stanowiło jedyny cel tej zimy

– skomentował swój sukces van der Poel.

Dla 25-latka to trzeci tytuł mistrza świata w kolarstwie przełajowym w kategorii elita. Pierwszy zdobył w 2015 roku w Taborze, następne przez trzy kolejne lata musiał uznawać wyższość Wouta van Aerta.

Co więcej, był to jeden z moich najlepszych dni w sezonie. Spodziewałem się bardzo szybkiego wyścigu, bo na to wskazywała runda, tymczasem to była jedna z najcięższych tras, jaką kiedykolwiek jechałem. Wszystkie te rampy pod koniec wyścigu, byłem szczęśliwy, kiedy znów znajdowałem się na górze. Ze względu na warunki wyścig stał się sprawiedliwy. Kiedy przestało padać, błoto nieco przeschło, co uczyniło rywalizację jeszcze trudniejszą. Od razu zdobyłem przewagę i to mnie uskrzydliło. Uważam, że pojechałem perfekcyjny wyścig. Jestem niezwykle dumny ze sposobu w jaki zwyciężyłem.

Van der Poel tym samym zrealizował swoje pierwsze zadanie w 2020 roku. Najważniejszym jest medal w kolarstwie górskim na Igrzyskach w Tokio, wcześniej jednak przesiądzie się na rower szosowy, któremu poświęci wiosnę. Pierwszy start już za dwa tygodnie w Volta ao Algarve.

Tom Pidcock

fot. Kuba Zimoch / Rowery.org

Złoto Holendra wszyscy przyjęli za oczywistość, natomiast tytuł wicemistrza świata zdobyty przez Toma Pidcocka można uznać za niespodziankę. Brytyjski cudowny 20-latek ograł całą koalicję Belgów, którzy chyba nigdy nie byli tak bezradni.

Jestem drugim przełajowcem świata. To niesamowite

– powiedział na gorąco.

Pidcock mógł wystartować w wyścigu młodzieżowców i obronić mistrzowski tytuł w tej kategorii, ale od początku sezonu rywalizował już w gronie elity. Ciężkie warunki jazdy w Dübendorf na pewno mu sprzyjały, że czuje się wówczas świetnie udowodnił na Pucharze Świata w Namur.

W tym sezonie przeszedłem do elity. Mógłbym zostać w U23, byłoby łatwiej, ale ostatecznie jestem na podium wśród dorosłych i jest to bardzo fajne. To również zaskakujące, ponieważ byłem chory przez cały tydzień. Od wtorku tak naprawdę nie jeździłem, ale może wyszło mi to na dobre. Może powinienem częściej chorować

– dodał.

Wout van Aert

fot. Kuba Zimoch / Rowery.org

Ze Szwajcarii rozczarowany wyjechał Wout van Aert. Trzykrotny mistrz świata w przełajach tym razem ukończył wyścig na czwartym miejscu i po raz pierwszy od 10 lat na mistrzowskiej imprezie pozostał z niczym.

Belg dopiero niedawno wrócił do rywalizacji po kontuzji odniesionej na Tour de France, ale od medalu nie był daleko. Na przedostatniej rundzie dojechał do jadącego na trzeciej pozycji Toona Aerta, jednak wówczas zatrzymał go defekt.

Chciałbym powiedzieć coś o Van der Poel, ale nie zobaczyłem go podczas wyścigu

– powiedział z uśmiechem.

Może powinienem być zadowolony, ale jestem bardzo rozczarowany. To był morderczy wyścig. Wszyscy musieli od razu znaleźć swoje tempo, dlatego taktyki nie było wiele. Chodziło o to, aby nie przeszarżować. Bez tej gumy na przedostatnim okrążeniu mogło być podium.

Jeśli znalazłeś w artykule błąd lub literówkę prosimy, daj nam o tym znać zaznaczając błędny fragment tekstu i używając skrótu klawiszy Ctrl+Enter.

Zgłoszenie błędu w treści

Następujący tekst zostanie wysłany do naszych redaktorów: