Daniel - odzież kolarska

Model biznesowy – sprawa na kolejną dekadę

Nowy model biznesowy i naprawa kalendarza, to priorytety, z którymi kolarstwo musi zmierzyć się w nadchodzącej dekadzie.

Koniec drugiej dekady XXI wieku dopiero za rok, ale gdy na kalendarzu zmieni się tylko liczba dziesiątek, w mediach i internecie roi się o wszelkiego rodzaju analiz i prognoz na kolejne 10 lat, na kolejną dekadę. I nie wiedzieć czemu, nie znajdują się one w cale w dziale z horoskopami. Trudno jednak znaleźć teksty, w których autorzy prognoz ze stycznia 2010 roku po 10 latach ewaluowali swoje przewidywania.

Dziesięć lat temu na trasach brukowanych klasyków Fabian Cancellara odjeżdżał nawet Tomowi Boonenowi. W maju polscy kibice ekscytowali się, gdy peleton pod górę ciągnął Sylwester Szmyd. W "Wielkiej Pętli" debiutował odziany na czarno Team Sky, a mistrzem świata został Norweg. W świadomości kibiców, kolarstwo kobiet nie było nawet sportem niszowym. Największym problemem pozostawała "globalizacja kolarstwa" i zrobienie porządku z kolarskim kalendarzem, z kolarskich szaf dopiero wypadać zaczynały dopingowe trupy.

Mimo że, wbrew naukowemu rygorowi, nie sprawdziłem źródeł, to jestem wręcz przekonany, że nikt nie odważył się prognozować absolutnej dominacji Team Sky w wyścigach etapowych. Pisanie o Polaku w tęczowej koszulce czy polskiej drużynie w "kolarskiej lidze mistrzów" wywołałoby raczej uśmiech politowania i komentarze autorowi przypisujące brak wyczucia realiów.

Stare-nowe problemy

Pomimo upływu czasu i dynamicznych zmian, jakie zachodzą w kolarstwie, model biznesowy i naprawa kalendarza to wciąż największe nierozwiązane bolączki kolarstwa.

W lata 20. XXI wieku weszliśmy ze smutnym potwierdzeniem istnienia tych problemów. Nie tak dawno ogłoszono, że w 2020 roku nie odbędą się dwa, wydawałoby się całkiem nieźle radzące sobie wyścigi, Tour of California i Tour of Norway. Tajemnicą poliszynela jest, że wiele niezależnych wyścigów zmaga się problemami, niezależnie od ich historii czy liczby gwiazd peletonu, które regularnie w nich startują.

Problem nie jest nowy. Wyścigi pojawiały się i znikały, przechodziły trudności, by po kilku latach posuchy znaleźć nową niszę w kalendarzu. Ponieważ całe kolarstwo balansowało na cienkiej linie wypłacalności, informacje o problemach wyścigów czy drużyn nie budziły aż takich emocji. Po prostu wszystkim było ciężko. Z powodu europocentryzmu tego sportu i jasnego podziału na strefy wpływów trzon kalendarza trwał w miarę stabilnie przez lata.

Uczestnicy tej rozgrywki

Niekwestionowany wzrost popularności kolarstwa w ostatnich dekadach doprowadził też do wzrostu w dysproporcji pomiędzy aktorami biorącymi udział w tym spektaklu. Organizacje będące właścicielami Wielkich Tourów stale rozbudowują swoje portfolio, nie tylko o kluczowe wyścigi w kalendarzu, ale również o bardziej egzotyczne, z punktu widzenia historii sportu, zawody.

Dysproporcja pomiędzy wyścigami organizowanymi przez hegemonów spod znaków ASO czy RCS Sport a mniejszymi i niezależnymi wyścigami rośnie, podobnie rosną dysproporcje pomiędzy drużynami. Budżety najbogatszych pozwoliłyby utrzymać pewnie kilka ścigających się w tej samej kategorii drużyn. Pomimo obecności w sporcie potężnych sponsorów, wiele ekip wciąż ma problemy z domknięciem budżetu, a rzeczy, które dla Ineos czy Jumbo-Visma są normalnością, pozostają dla nich czystą ekstrawagancją.

W tym wszystkim Międzynarodowa Unia Kolarska nie wykazuje zbyt dużej aktywności na polu reformowania modelu biznesowego. Pomysły miał David Lappartient, ale wiele nie ugrał. Inną kwestią pozostaje, czy UCI jest w ogóle na tyle silna, by przeprowadzić reformy poprawiające rentowność wyścigów, drużyn i stabilizujące cały sport. Miotająca się pomiędzy swoimi nowymi pomysłami Unia, w ostatnich latach kilkukrotnie musiała uznać wyższość argumentów siły przedstawionych przez organizatorów największych wyścigów.

Kolarskiego krajobrazu nie zmienił też powstały kilka lat temu projekt Velon. Organizacja miała poprawić rentowność sportu, przyciągnąć nowych kibiców i przynieść dodatkowe zyski dla ekip. Jak na razie zapoczątkowane przez nią działania z pewnością ubarwiły relacje z wyścigów, ale organizowane pod jej banerem Hammer Series nie wywróciły kolarstwa do góry nogami.

Peletonik walczący o wpływy uzupełniają jeszcze inne organizacja, jak Stowarzyszenie Organizatorów Wyścigów Kolarskich (AIOCC), Stowarzyszenie Drużyn Zawodowych (AIGCP) czy Stowarzyszenie Kolarzy Zawodowych (CPA). W obecnej sytuacji są wciąż zbyt słabe lub wewnętrznie rozbite, by przewodzić zmianom w kolarstwie, acz więksi gracze rozumieją, że ich głos musi być brany pod uwagę.

Do tej pokerowej partii zasiada więc kilku różnych graczy, z których każdy ma zupełnie inne interesy. W najsilniejszej pozycji wydają się być organizatorzy wielkich wyścigów, bo o ile można wyobrazić sobie sport bez UCI czy niektórych drużyn, tak ciężko wyobrazić go sobie bez Tour de France, Giro d'Italia czy Paryż-Roubaix.

Drużyny, które zapewniają przecież aktorów tym kolarskim spektaklom, walczą o większe wpływy finansowe z uczestnictwa w wyścigach. Niewiele z nich pogardziłoby dodatkowymi wpływami do budżetu, ale też nie każda drużyna będzie o nie walczyć z taką samą zaciętością. Perypetie BMC, Cannondale czy Katiuszy wydają się tylko potwierdzać, że zawodnicy i drużyny marzą o większej stabilności.

UCI nadal szuka komfortowego miejsca w tej partii, odpowiedniego do statusu jej struktur i obecnej sytuacji.

W poszukiwaniu rozwiązań

Sytuacja jest tak skomplikowana, że dzisiaj trudno stwierdzić, jakie rozwiązania mogłyby wyprowadzić sport na nieco spokojniejsze wody.

W jednym z ostatnich podcastów Lance Armstrong i Johan Bruyneel sugerowali zmiany na model biznesowy, na jaki w ostatnich latach przeszła Formuła 1. W dużym uproszczeniu, w Królowej Sportów Motorowych właściciel praw komercyjnych dba o kalendarz startów i marketing, dzieląc się zyskami z zespołami. FIA, motorowy odpowiednik UCI, nadzoruje kwestie zasad, a zespoły i kierowcy mają odpowiednio silny głos by brać udział w kształtowaniu sportu.

W swoim felietonie w grudniowym numerze niemieckiego wydania "Procycling", Jens Voigt przedstawia inny pomysł. Niemiecki eks-zawodowiec sugeruje byśmy my wszyscy przyczynili się do poprawy wizerunku i stabilności kolarstwa, poprzez częstsze używanie roweru w codziennym życiu i robieniu tego z szacunkiem do innych. Felieton kończy pisząc o konieczności zgodnej współpracy wszystkich zaangażowanych w sport. "Wiele mały kroków, da jeden wielki efekt" – pisze o koniecznych zmianach i ustępstwach.

O potrzebie gruntownych zmian od kilku lat głośno mówi również Jonathan Vaughters. Prowadzona przez niego drużyna kilka sezonów temu stanęła na skraju upadku, tuż po tym, jak jej lider stanął na podium Tour de France. Po odwołaniu Wyścigu Dookoła Kalifornii Vaughters sugerował większą otwartość na nowe formy organizacji wyścigów. Wśród pomysłów, które skupiają się na poprawie finansowania, wymieniał organizację imprez, w których jednocześnie mogliby startować zawodowcy i amatorzy.

Trawiący współczesne kolarstwo problemy adaptacji struktur do dynamicznie funkcjonujących rynków i zapewnienia stabilności finansowej głównym graczom w nie odejdzie szybko w zapomnienie. Wszak każdy z uczestników tej debaty będzie miał nie tylko inny pomysł na uzdrowienie systemu, ale i zakusy by ugrać na tym jak najwięcej dla siebie. Oby rosnąca popularność kolarstwa jako sportu, a roweru jako formy rekreacji i stylu życia, były impulsem do uzdrowienia sportu w tej dekadzie. W 2030 prognozujmy już tylko, czy w niedzielę zarezerwowaną dla Paryż-Roubaix spadnie deszcz.

1 Comment

  1. Tomek86

    4 stycznia 2020, 20:28 o 20:28

    Po 1 tylko tak dla sprostowania to budżet Jumbo Visma nie był jakiś wybitny, a z tego co się da wyczytać w sieci to do tej pory była jedną z "biedniejszych" drużyn i od sezonu 2020 trochę zwiększy możliwości ale to i tak połowa z tego co ma Ineos więc zestawienie ich razem jako hegemonów finansowych to trochę nietakt.

    A co do clue felietonu to niestety wszystko prawda, ale problem nie leży w samym kolarstwie jako sporcie moim zdaniem. Odpływ kibiców w TV i ogólnie śledzących "konwencjonalne" sporty jest obecny pewnie we wszystkich sportach. Nawet takich jak Piłka Nożna, oglądalność Ligi Mistrzów leci na łeb na szyje. Jako kibic polskiej siatkówki mogę tylko nadmienić liczne problemy finansowe drużyn w najwyższej lidze tak popularnego u nas sportu.. Oczywiście takie mocne dyscypliny jak nożna jeszcze długo sobie poradzą ale nie zmienia to faktu, że młodzież przeniosła się do internetu, do streamów z esportu. Rozgrywki komputerowe przyciągają co raz większą publikę i to nawet nie tylko wśród młodzieży. Widzą to także potencjonalni sponsorzy którzy w tej sferze grosza nie szczędzą. Oczywiście, tradycyjny sport jeszcze długo nie zginie jeśli w ogóle, ale problem z jego "sprzedawalnością" owszem.

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this:

Zgłoszenie błędu w treści

Następujący tekst zostanie wysłany do naszych redaktorów: