Matteo Trentin: "próbowanie to nie poświęcanie się"

Matteo Trentin

Matteo Trentin o współpracy z Gregiem van Avermaetem, rozgrywaniu Mediolan-San Remo i celach na pierwszy sezon w barwach CCC Team.

Matteo Trentin obok Grega van Avermaeta to w składzie CCC Team nie tylko lider na wyścigi klasyczne, ale również druga wyrazista postać z najwyższej półki zawodowego peletonu.

Włoch i Belg, w przeciwieństwie do nieco wycofanego Ilnura Zakarina, są aktywnymi uczestnikami medialnej otoczki kolarskiego światka. Trentin w zawodowym peletonie od innych włoskich kolarzy odróżnia się nie tylko nastawieniem na pagórkowate klasyki, ale także wyborami na ścieżce kariery. 30-latek świetnie mówi po angielsku, jako zawodowiec nie reprezentował włoskich ekip, za sobą ma sześć lat w grupie Patricka Lefevere’a i dwa sezony w australijskim zespole Mitchelton-Scott, a w wywiadach nie zwykł owijać w bawełnę.

Co stoi za transferem do CCC? Głównie pokrywanie się celów moich i zespołu. Oni skupiają się bardziej na wyścigach jednodniowych i wygrywaniu etapów niż na klasyfikacjach generalnych. Nawet jeśli pozyskali kolarzy, którzy są w stanie pojechać dobrze na generalkę, zespół na walce o miejsce w klasyfikacji generalnej skupiał się będzie tylko w niektórych wyścigach

– tłumaczył podczas rozmowy z grupką dziennikarzy w hiszpańskiej Denii.

Włoch w barwach australijskiej ekipy przez dwa sezony kontynuował łączenie polowania na zwycięstwa etapowe z kampanią wiosennych klasyków. Trentin w zakończonym sezonie triumfował sześciokrotnie, na koncie zapisując m.in. etap Tour de France, ale nakierowanie zespołu z antypodów na walkę o klasyfikacje generalne wyścigów etapowych nie do końca pokrywało się z jego planami.

Do polskiej ekipy przechodzi zatem jako kolarz mający z Gregiem van Avermaetem podzielić się rolą lidera w wiosennych klasykach. Jego przyjście odciąży Belga, który dotychczas na barkach dźwigał odpowiedzialność za wyniki polskiego zespołu.

Krok naprzód w największych klasykach, to mój cel na sezon 2020. W tym roku byłem w czołówce, często w grupie walczącej o zwycięstwo, ale nigdy nie miałem możliwości rywalizacji o podium. Chcę być jeszcze lepszy i walczyć o tyle zwycięstw ile tylko mogę

– zadeklarował.

Trentin wobec udanego sezonu 2019 nie przewiduje zasadniczych zmian w przygotowaniach do ścigania w 2020 roku. Nie zmieniła tego porażka w finale mistrzostw świata: przeciwnie, Włoch z pracy wykonanej przed czempionatem w Harrogate czerpie pewność siebie, choć straconą szansę na tęczową koszulkę przeżywał długo.

Zmienią się tylko niewielkie szczegóły. W ostatnim roku sezon zacząłem po kontuzji, więc zajęło mi trochę czasu wskoczenie na odpowiedni poziom. Teraz jestem w tym samym miejscu albo w lepszym niż byłem przed rokiem. Pracowałem dużo przed mistrzostwami świata, dobrze rozłożyłem te przygotowania i wyszło. Pojechałem wyścig bliski perfekcji, no, do ostatnich 200 metrów

– wspomniał.

Współpraca z Van Avermaetem

Trentin na grudniowym zgrupowaniu zdawał nie zawracać sobie zbytnio głowy taktycznymi układankami, które wypełnią mu wiosenny rozkład ścigania. Zmianą roweru się nie przejmował, w przygotowaniach wiele zmieniać nie zamierza, a współpracę z kolarzami ekipy CCC pod kątem sprintów pozostawia do wypracowania w praktyce.

Tematem konferencji była jednak jego przyszła współpraca z Gregiem van Avermaetem w wyścigach klasycznych.

Nie rozmawialiśmy o tym. Nie znałem Grega osobiście, teraz więcej rozmawiamy. O wielu rzeczach, ale nie o współpracy w klasykach. Jesteśmy zawodowcami, jesteśmy na tyle dorośli aby wiedzieć, że posiadanie silnego partnera w grupce walczącej o zwycięstwo wyjdzie nam obu na korzyść

– odparł Włoch na pytanie o znajomość i przyszłą współpracę z Belgiem.

Czy to nie dziwne, że dwójka liderów nie rozmawiała jeszcze o współpracy?

Eh, dziwne dla dziennikarzy [śmiech]. Jeśli jedziesz po zwycięstwo, to wiesz, że musisz wykorzystać atuty kolegi z zespołu by wzmocnić swoją pozycję. Myślę, że możemy się uzupełniać

– zapewnił.

fot. SWPix.com

O ile Van Avermaet na koncie ma zwycięstwa w największych klasykach sezonu, Trentin tylko od 2015 zapisywał pojedyncze wyniki w wyścigach klasycznych. Wygrać żadnego nie zdołał, aczkolwiek trzecie miejsce w E3 Harelbeke (2015), piąte w Kuurne-Bruksela-Kuurne (2017), siódme w Gandawa-Wevelgem (2018 i 2019) oraz 10. w Mediolan-San Remo (2016 i 2019) to wyniki pozwalające myśleć o zmianie tego stanu rzeczy.

W zakończonym sezonie ja i Greg byliśmy dwoma zawodnikami z czołówki, którzy nie mieli wsparcia zespołu. Quick-Step jechał w czterech, nawet Lotto Soudal miał dwóch, trzech zawodników. Razem możemy to inaczej rozgrywać. Ja jestem chyba szybszy na finiszu, a jeśli on zaatakuje i zyska przewagę, to pracujący by go złapać wiedzą, że mają mnie na kole. A ja, jeśli nie będę pracował, to będę pewnie najszybszy z takiej grupki. I tak samo w jego przypadku, Greg też jest szybki. Tu nie ma wielkiej filozofii, nie wymyślam tu koła

– tłumaczył.

Obaj jeździliśmy w czołówce w ostatnich latach, wiemy, że moim mocniejszym punktem jest sprint, a on jest zawodnikiem, który może na każdym podjeździe rozerwać grupkę i zyskać przewagę. Na wyścigu jedziesz tak, aby wygrać. Próbowanie to nie poświęcanie się. Ktoś musi wtedy gonić. Grasz tak jak umiesz, czasem wychodzi a czasem nie. Tak wygrywają kolarze Quick-Step

– podkreślił.

Klasyki

Trentin w sezonie 2020 za cel stawia sobie trzy wyścigi klasyczne. Pierwszym celem Włocha w kampanii wiosennej będzie Mediolan-San Remo, w kwietniu wicemistrz świata patrzy na Ronde van Vlaanderen oraz na Amstel Gold Race.

"La Primavera" to monument, w którym Włochowi dotychczas szło najlepiej: dwukrotnie do mety w San Remo dojeżdżał na 10. miejscu, w tym w ostatniej edycji, po aktywnej jeździe w końcówce.

Mediolan-San Remo przed rokiem skończyło się gorzkim zawodem, a w tym roku będzie moim pierwszym celem. Potem kampania klasyków, mój program będzie taki sam jak w ubiegłym roku: będę startował w Hiszpanii [m.in. Volta a la Comunitat Valenciana – przyp. red.], potem otwarcie klasyków [Omloop Het Nieuwsblad i Kuurne-Bruksela-Kuurne], Paryż-Nicea i resztę ważniejszych klasyków

– wyjaśnił.

Pytany o możliwe zmiany w programie Mediolan-San Remo i opuszczenie przez wyścigu Poggio, Trentin wykazał się nie tylko znajomością trasy i jej historycznych uwarunkowań, ale i poczuciem humorem w stosunku do włoskiego systemu drogownictwa.

Poggio jest chwilowo zamknięte. Podobno nie będzie możliwe włączenie do programu, ale… wiecie, to są Włochy. My jesteśmy w stanie wszystko zrobić, szczególnie w ostatniej chwili

– żartował.

Jeśli zostawią tylko Cipressę, jak w latach 60., to nie dla mnie. Ale jeśli opuszczą Poggio, ale wrzucą Pompeianę i Le Manie, wtedy może. To byłby zupełnie inny wyścig, nie San Remo, które znamy od trzech dekad. Od Pompeiany do mety jest ponad 20 kilometrów, jeśli nie jedziesz przez Poggio. Więc na mecie będzie grupa. Ja wolałbym zostawić trasę taką, jaką jest. To najnudniejszy wyścig przez pierwsze pięć i pół godziny i najbardziej ekscytujący przez ostatnie 45 minut

– ocenił.

Poggio to jest taki podjazd, na którym nikt nie spadnie z peletonu, jeśli wstawimy go na trasę każdego innego wyścigu. Na trasie Mediolan-San Remo sprinterzy spadają, tempo jest zupełnie inne.

Trentin w toku kampanii może opuścić Paryż-Roubaix, natomiast zainteresowany jest Amstel Gold Race, w którym ostatnio też jechał z najlepszymi.

Mediolan-San Remo i Ronde van Vlaanderen to moje cele, jestem za to ciekawy Amstel Gold Race. Jechałem ten wyścig tylko dwa razy, ostatnio skończyłem 10., ale atakowałem na ostatnich 40 kilometrach, jechałem z zawodnikami, z którym teoretycznie nie powinienem dotrzymać kroku. Jeśli popatrzycie na tę grupkę, ja byłem tam jedynym zawodnikiem, który waży ponad 70 kilogramów. Myślę, że to wyścig, który może mi odpowiadać.

Jeśli znalazłeś w artykule błąd lub literówkę prosimy, daj nam o tym znać zaznaczając błędny fragment tekstu i używając skrótu klawiszy Ctrl+Enter.

Zgłoszenie błędu w treści

Następujący tekst zostanie wysłany do naszych redaktorów: