Daniel - odzież kolarska

Greg van Avermaet: "mam nadzieję obronić tytuł"

Greg van Avermaet w sezonie 2020 skupi się na wiosennych klasykach oraz Igrzyskach Olimpijskich w Tokio. 34-letni Belg pozostaje ufny w możliwości swojego organizmu i liczy, że wzmocnienia ekipy pomogą mu w klasykach, a wytrzymałość i doświadczenie pozwolą ponownie włączyć się do walki o olimpijskie złoto.

Kiedy pod koniec 2010 roku 25-letni Greg van Avermaet podpisywał kontrakt z ekipą BMC Racing, kojarzony mógł być jedynie przez pryzmat miejsc w dziesiątce mistrzostw świata czy Ronde van Vlaanderen. Belg na duży triumf czekał tylko do końca 2011 roku, gdy wygrał Paryż-Tours, a w kolejnych sezonach okazał się świetną inwestycją, przeistaczając się w jednego z najlepszych klasykowców.

Wygrywał etapy Tour de France, Tirreno-Adriatico i Eneco Tour, a liczne miejsca w czołówkach najważniejszych klasyków ukoronował w 2017 roku wygranymi w Paryż-Roubaix, E3 Harelbeke i Gandawa-Wevelgem.

Wraz z rozpadem ekipy BMC Van Avermaet miał kilka możliwości. Belg postawił jednak na lojalność: zaufał Jimowi Ochowiczowi i czekał na pozyskanie przez doświadczonego managera nowych sponsorów. Wejście do gry Dariusza Miłka i firmy CCC pozwoliło część struktur przenieść na nowy projekt, ale zbudowany na szybko skład był mieszanką wolnych strzelców i klasykowców, których celami stały się bardziej ucieczki niż planowana walka o zwycięstwa.

Myślę, że wypadliśmy całkiem dobrze, biorąc pod uwagę zawodników, których mieliśmy. Klasyki w moim wykonaniu poszły nieźle, choć zabrakło dużego zwycięstwa. Równy sezon, ale nie taki, który zostanie zapamiętany

– zaznaczył mistrz olimpijski w rozmowie z niewielką grupą dziennikarzy podczas spotkania z mediami w hiszpańskiej Denii.

Belg w 2020 roku po raz drugi z rzędu przewoził będzie zespołowi Jima Ochowicza, aczkolwiek transfery poczynione przez ekipę w ostatnich miesiącach zdjąć z niego mają obciążenie przywództwa. W zakończony sezonie 34-latek zespołowi przewodził w wyścigach klasycznych od Omloop Het Nieuwsblad w lutym do końca kwietnia na trasie Liege-Bastogne-Liege.

Mistrz olimpijski z presją poradził sobie i prezentował poziom pozwalający mu na walkę o zwycięstwo w wyścigach klasycznych na brukach. Zwycięstwa odnieść nie zdołał, ale 2. miejsce w Omloop Het Nieuwsblad i 3. w E3 BinckBank Classic oraz triumfy na etapach Volta a la Comunitat Valenciana i Tour de Yorkshire zapewniły widoczność polskiemu zespołowi. Van Avermaet zwycięstwo ścigał także w drugiej części sezonu i ręce w geście triumfu uniósł w końcu na mecie GP de Montreal, wcześniej zajmując 2. miejsce w Clasica San Sebastian i 4. w BinckBank Tour.

Wymagam od siebie, ta ekipa została wokół mnie zbudowana, więc czuję się odpowiedzialny za wyniki. Oczekiwania są wysokie, ale to normalne na pozycji lidera zespołu. Jako lider chcesz wygrywać. Mój poziom w tym sezonie na to pozwalał, ale dobrze byłoby zobaczyć kilku kolegów w akcji, włączyć telewizor i obejrzeć wyścig, w którym nie jedziesz, a w którym dobrze jadą koledzy. Tego zabrakło. Mieliśmy kilka dobrych startów, ale także takie, w których nie byliśmy widoczni

– ocenił.

Wszyscy ludzie Grega

Remedium na przeciążenie Van Avermaeta ma być pozyskanie kilku kolarzy, których stać na walkę o zwycięstwa na poziomie WorldTour. W 2019 roku to Belg uciekać musiał na pierwszym etapie Tour de France, gdyż koszulka górala wywalczona przed własną publicznością była największą szansą polskiego zespołu na zabłyśnięcie na trasie. O ile Van Avermaet do lipcowych zmagań co roku przystępował z zamiarem walki o etapowe zwycięstwa i przejęcie koszulki lidera, w przyszłym roku presji powinno być mniej. Obecność w składzie Ilnura Zakarina, Fausto Masnady czy Jana Hirta daje kierownictwu ekipy możliwość stawiania przed zespołem innych celów.

fot. Dominik Smolarek | www.dominiksmolarek.pl

Skład klasyczny zespołu wzmocnił za to Włoch Matteo Trentin. Wicemistrz świata w nowym zespole poszuka zwycięstwa w większych klasykach, ale także wykorzystać będzie chciał mniejsze nastawienie zespołu na walkę o miejsca w klasyfikacjach generalnych Grand Tourów. Transfer tak dobrego klasykowca ekipa uzgodniła z Van Avermaetem, a Belg i Włoch, choć o specyfikach nie rozmawiali, zapewnili, że będą się dobrze uzupełniać.

Trentin to dobre wzmocnienie, dotychczas ja byłem osamotniony w klasykach. Bywało, że zostawałem w grupie 30-40 kolarzy i byłem jedynym zawodnikiem z ekipy. Ciężko jest tak pracować. Nas dwóch i kilku kolarzy, którzy mogą pomóc, ekipa będzie silna w klasykach. Pozyskaliśmy też kilku innych kolarzy, jak Ilnur Zakarin, ale w tej chwili ważne jest złapanie balansu. Drugi rok powinien być lepszy od pierwszego, teraz powinniśmy zrobić kolejny krok

– wyjaśnił lider polskiej ekipy.

Van Avermaet i Trentin, jako najbardziej oblegani zawodnicy ekipy, z dziennikarzami dyskutowali w formule „okrągłych stołów”. Belg i Włoch beznamiętnie zapewniali, że o szczegółach rozgrywania klasyków nie rozmawiali, a czas na zgrupowaniu spędzili na lepszym poznaniu się. Na pytania o możliwości ekipy w finałach wyścigów obaj wskazali na profesjonalne, partnerskie podejście i pokreślili, że obecność kolegi z drużyny w finale dużego klasyku zwiększa szanse obu zainteresowanych.

Klasyki są specyficzne. Ile klasyków kończy się sprintami? W większości na czele dojeżdża jeden, dwóch zawodników. Zobaczymy jak się to ułoży, kłopotem jest znalezienie się w finale z większą obstawą. Mój status też się zmienił: w 2018 roku, po moich sukcesach w poprzednim sezonie, wszyscy oglądali się na mnie, czekali aby mnie ujechać

– tłumaczył.

Dla Van Avermaeta najważniejszym klasykiem nadal pozostaje Ronde van Vlaanderen, aczkolwiek Belg o świętym wyścigu Flandrii, który w ostatnich 8 startach 7 razy kończył w pierwszej dziesiątce, w tym trzy razy na podium, mówi już nieco spokojniej.

Ronde uczyniłoby moją karierę bogatszą, ale w kwestii zwycięstw, jestem bardzo zadowolony ze swojej kariery. Gdybyście pokazali mi taką listę triumfów kiedy zaczynałem… nie mógłbym prosić o więcej. Ambicję wygrywania wciąż mam, myślę, że jestem w stanie to zrobić i spróbuję dołożyć ku temu wszelkich starań

– zapewnił.

Złoto dla zuchwałych

Dla Van Avermaeta w roku olimpijskim liczyły się zatem będą wyścigi klasyczne, ale po tej kampanii lider CCC Team przygotuje się do Tour de France. Trzy tygodnie we Francji mają sprawić, że 25 lipca będzie w odpowiedniej formie by walczyć o obronę olimpijskiego tytułu w wyścigu ze startu wspólnego.

Sezon jest długi, a ja nie lubię mieć jednego celu. Dlatego stawiam na klasyki. Potem czas na regenerację i przygotowanie do igrzysk olimpijskich. Na horyzoncie mam też Tour de France. Ja zawsze jadę dobrze w [Clasica] San Sebastian, tydzień po Tourze. Wyzwaniem będzie strząśnięcie z siebie trudów podróży i jetlagu. Nikt nie wie jak zareaguje organizm, ale jestem przekonany, że potrafię sobie z tym poradzić. Nie jadę na generalkę, nie muszę się zaginać na ostatnich trzech etapach, więc już będę troszkę odpoczywał. Pola Elizejskie, czasówka na La Planche des Belles Filles, te 3-4 dni są dla mnie mniej stresujące, a zawodnicy walczący o miejsca w klasyfikacji generalnej będą nadal walczyli

– analizował.

[Program startów] nie zmieni się dużo, zamiast do Omanu pojadę na Volta ao Algarve. Dwutygodniowa przerwa między Omanem a Omloop Het Nieuwsblad była za długa dla mnie, ja w tym okresie wolę mieć w nogach solidny blok ścigania. W styczniu pojadę też na zgrupowanie wysokogórskie na Teneryfie

– nakreślił.

Greg van Avermaet

fot. Pauline Ballet / ASO

Van Avermaet w Rio de Janeiro wygrał straszący trudnymi podjazdami 240-kilometrowy wyścig, choć trasy wcześniej nie sprawdzał. Do Japonii również nie wybiera się na rekonesans trasy, nie przejmuje się też wymogami klimatu.

Mam nadzieję obronić tytuł. Z mojej perspektywy to bardzo podobny profil do tego z Rio. Chcę wrócić na igrzyska. Ostatni podjazd będzie stresujący dla zawodnika jak ja. Piotr [Wadecki] widział tę trasę, mówił, że to jest do zrobienia. Wyzwaniem będzie też kontrolowanie, bo jedziemy w pięcioosobowych składach. W Rio chcieli kontrolować dla Froome’a, ale nie dali rady. Mam nadzieję, że podobnie będzie w Tokio

– wspominał.

Wyścig powinien być bardziej otwarty. Ostatni podjazd jest długi, 10 kilometrów [Mikuni Pass ma 6,5 kilometra – przyp.red.], ale do mety jest w tym punkcie wciąż 30 kilometrów, a ta końcówka jest pofałdowana, co mi sprzyja. Jeśli będę 30 sekund, minutę za najlepszymi na szczycie, powinienem być w stanie dojechać. A wtedy jestem jednym z najsilniejszych. To bardzo interesująca taktyczna rozgrywka

– wyjaśnił.

Jeśli znalazłeś w artykule błąd lub literówkę prosimy, daj nam o tym znać zaznaczając błędny fragment tekstu i używając skrótu klawiszy Ctrl+Enter.

Zgłoszenie błędu w treści

Następujący tekst zostanie wysłany do naszych redaktorów: