Vuelta a Espana 2019. Roglic niewzruszony, Lopez stracił rachubę, Majka wyciągnął wnioski

Niezliczone ataki Miguela Angela Lopeza, aktywna jazda Rafała Majki i spokój Primoza Roglica. Przedostatni górski etap Vuelta a Espana przyniósł niewielkie przetasowania w czołówce wyścigu, a słabsza postawa dwóch zawodników ze ścisłej czołówki była wyraźnym znakiem, że układ podium w Madrycie pewny jeszcze nie jest.

Miguel Angel Lopez (Astana) do Hiszpanii przyjechał walczyć o zwycięstwo. W trakcie kampanii na Półwyspie Iberyjskim nie dość, że znacznie silniejszy okazali się Primoz Roglic (Jumbo-Visma) i Alejandro Valverde (Movistar), to konkurencję zrobił mu młodziutki Tadej Pogacar (UAE-Team Emirates), a także jeżdżący nieregularnie Nairo Quintana (Movistar).

Po wariackiej gonitwie na wiatrach pierwszego dnia ścigania w trzecim tygodniu wyścigu, Lopez spadł na piąte miejsce w klasyfikacji generalnej. Dnia następnego, mając do dyspozycji cztery długie wspinaczki, w tym dwie na Puerto de la Morcuera, nie zamierzał rywalom oddać ani piędzi ziemi.

Przystąpiliśmy do etapu z zamiarem uczynienia go jak najtrudniejszym i zyskania czasu nad rywalami. Chcieliśmy wzniecić wojnę na szosie i chyba nam się udało. Atak na Morcuerze był dobry, a kiedy mnie złapali, próbowałem jeszcze kilka razy. Nie mam pojęcia ile razy atakowałem, ale w końcu odjechaliśmy w mniejszej grupce

– mówił na mecie.

Kolumbijczyk awansował na 4. miejsce i do trzeciego Quintany ma już tylko 46 sekund straty.

Wiedziałem, że mogę liczyć tylko na siebie, więc pracowałem na czele tej czwórki by zyskać jak najwięcej. Nic nie jest jeszcze przesądzone, mamy dwa etapy. Zanim zacznę o nich myśleć, muszę odpocząć po tym olbrzymim wysiłku

– dodał.

Aktywnie jechał Rafał Majka. Lider Bora-hansgrohe rywali przetestował przed szczytem przedostatniego podjazdu, a na ostatniej wspinaczce wraz z Lopezem atakami zamęczył Tadeja Pogacara (UAE-Team Emirates). Polak w końcu zostawił za plecami Nairo Quintanę i młodego Słoweńca i na metę zmierzał w grupce Lopeza. Na mecie nadrobił minutę nad Kolumbijczykiem i Słoweńcem, a także 4:35 nad Wilco Keldermanem (Team Sunweb).

To był mój błąd, wczoraj powinienem był być w tym odjeździe. Dziś chciałem odrobić straty. Koledzy ciężko na mnie pracowali i chciałem im za to odpłacić dobrym wynikiem. Etap był trudny, ale atakowałem razem z faworytami wyścigu i udało mi się przesunąć o jedną pozycję

– mówił Majka.

Polak, który w dniu przerwy podkreślał, że skupia się w trzecim tygodniu na etapie 20., przed sobą ma jeszcze dwa odcinki rywalizacji. Do piątego w klasyfikacji Pogacara traci 2:57, do trzeciego Quintany 4:15. Dwójka z czołówki dziś wyglądała najsłabiej i jeśli na ostatnim górskim etapie przeżywała będzie kryzys, Majka będzie chciał przekuć to na swój sukces.

Vuelta a Espana 2019. Rafał Majka: "nastawiamy się na 20. etap"

Niewzruszony tymi kalkulacjami i przepychankami na podium pozostaje Primoz Roglic. Lider Jumbo-Visma dziś polegał na nogach Seppa Kussa oraz Neilsona Powlessa, ale gdy Amerykanów zabrakło, radził sobie bardzo dobrze sam. Do mety dojechał z Alejandro Valverde, Majką i Lopezem, na mecie wygrywając jeszcze sprint po drugie miejsce.

Trudny etap, a ekipa znów pokazała siłę. Wczoraj jechaliśmy od startu na maksimum możliwości. Dziś Astana atakowała nas na przedostatniej wspinaczce, ja zostałem sam, ale Neilson czekał na mnie. Gdy przychodzi co do czego, odpowiedzialność spoczywa na mnie

– wyjaśnił.

Roglic przewagę nad rywalami ma znaczną: drugi Valverde odrobić musi 2:50, trzeci Quintana 3:31.

Ja miałem nogę, zrobiłem, co do mnie należało. Wyciągamy wnioski z 17. etapu, każdego dnia spodziewamy się walki, nie będzie tu dni na oddech.

Jeśli znalazłeś w artykule błąd lub literówkę prosimy, daj nam o tym znać zaznaczając błędny fragment tekstu i używając skrótu klawiszy Ctrl+Enter.

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Zgłoszenie błędu w treści

Następujący tekst zostanie wysłany do naszych redaktorów: