Francuskie historie Piotra Ejsmonta 2019: odcinek 7. Przygody Emile'a Massona

106. Tour de France przeszedł już do historii. A skoro o nim mowa, to kolejne historyczne opowieści z francuskich szos przywołuje Piotr Ejsmont – tym razem rzecz o Emilu Massonie.

Emile Masson był jednym z lepszych kolarzy Belgii lat dwudziestych. Debiutował w Tour de France jeszcze przed wojną, w 1913 roku. Nie posłuchał rad swojego dyrektora Ludovica Feuilleta, żeby zaopatrzyć się na wyścig w 15 par spodenek, bo tyle było etapów w wyścigu. Po 4 etapach miał już tak poważne rany, że nie mógł siedzieć na rowerze... Wtedy spodenki kolarskie nie były jeszcze wyposażone w gąbkę.

Masson wrócił na trasę wyścigu w 1919 roku. W 1920 roku na metę w Breście dojechał razem peleton złożony z 20 kolarzy. Tor, gdzie pierwotnie wyznaczono metę, był śliski po opadach deszczu. Kiedy przeschnął, dla wyłonienia zwycięzcy postanowiono rozegrać na nim wyścig eliminacyjny. Na dwa okrążenia przed końcem tej rozgrywki na czele stawki znajdował się Masson. Za nim jechali Eugene Christophe oraz Henri Pelissier. Przy wjeździe w ostatni wiraż Pelissier poganiał Massona: ”Szybciej Masson!”

Masson wiedział, że Pelissier jest od niego szybszy, ale posłuchał go i zwiększył tempo, co spowodowało odczepienie z koła oraz z rozgrywki Christophe’a. Finał miał być rozegrany pomiędzy Massonem i Pelissierem. Kolarze wjechali na przedostatnią prostą. Jadący na drugiej pozycji Pelissier zawołał ponownie pod adresem przeciwnika: ”Masson, Masson, twoje koło!”

Belg obejrzał się do tyłu, żeby sprawdzić co się złego dzieje z jego kołem, wtedy Pelissier ruszył jak rakieta i wygrał finisz. Za metą zanim Masson cokolwiek powiedział, Pelissier szepnął mu do ucha: ”Nic nie mów. Oddam ci pierwszą nagrodę.” Chodziło o 300 franków, które Masson z ochotą przygarnął.

Dziewiąty etap prowadził z Aix en Provence do Nicei. W nocy Masson miał defekt. Kiedy wrócił na szosę akurat przejeżdżał jeden ze samochodów organizatorów. Belg pojechał z nim. O świcie dotarł do Tulonu. Nikt z kolarzy nie dojechał jeszcze do tego miasta. Pasażerowie samochodu zorientowali się w sytuacji, zatrzymali Belga i oznajmili mu: ”Biedny Massonie, pomyliłeś drogę. Trzeba było jechać przez La Ciotat, a ty tego nie zrobiłeś.”

Właśnie nadjechał peleton. Nie pozwolono Massonowi zabrać się z nim. Musiał zrobić w tył zwrot, dojechać do La Ciotat i wrócić prawidłową drogą. Etap liczył 336 km. Masson przejechał dodatkowo jeszcze 100 km. Do mety dojechał ze stratą przeszło półtorej godziny do zwycięzcy. Organizatorzy wiedzieli jednak, że sami wpuścili Massona w maliny, więc od czasu odjęli mu całą godzinę.

Masson wyścig ukończył na piątym miejscu. W Tourze startował siedem razy i to był jego najlepszy wynik. W 1938 roku w wyścigu pojawił się jego syn, także Emile. Wygrał, tak jak ojciec, jeden etap, ale jego karierę przerwała wojna. Przez 4 lata przebywał w niemieckim więzieniu.


Cykl "Kolarskie historie Piotra Ejsmonta" od lat stanowił nieodłączny element portalu Pro-Cycling.org. Zakurzone przez upływ lat historie z kolarskiej przeszłości przywoływał Piotr Ejsmont, którego na gościnne występy kontynuujemy po fuzji portali.

Jeśli znalazłeś w artykule błąd lub literówkę prosimy, daj nam o tym znać zaznaczając błędny fragment tekstu i używając skrótu klawiszy Ctrl+Enter.

Zgłoszenie błędu w treści

Następujący tekst zostanie wysłany do naszych redaktorów: