Tour de France 2019. Pech pokonał Thibauta Pinota

Mówiono, że jest najmocniejszy, że stać go na sukces w Tour de France. Nic z tego. Ku swojemu rozczarowaniu Thibaut Pinot (Groupama-FDJ) w piątek musiał zrezygnować z walki o najwyższe lokaty.

Wielu przez ostatnie dni właśnie w 29-latku z Mélisey widziało głównego kandydata do walki o najwyższe laury w tegorocznej "Wielkiej Pętli". Pinot na trasie górskich odcinków jechał wyjątkowo pewnie. W Pirenejach sprawiał wrażenie najlepszego – wygrał na etapie z metą na Col du Tourmalet, a kolejnego dnia, na Prat d'Albis, dołożył swoim najgroźniejszym rywalom kilkanaście sekund. Jego straty w klasyfikacji generalnej były organiczne głównie do tych poniesionych na wietrznym, dziesiątym etapie.

Kres marzeniom ambitnego Francuza położyła jednak delikatna kontuzja doznana na siedemnastym etapie, z metą w Gap. Sam zainteresowany początkowo nie wiedział, co zrobił. Kolejnego dnia, na dłuższym odcinku do Valloire mógł spokojnie pedałować do kreski, którą przeciął razem z większością z pozostałych faworytów, lecz w piątek sytuacja dramatycznie się zmieniła.

Wieczorem po tamtym etapie nie dawał żadnych oznak bólu, nawet jakiś drobnych objawów. Dopiero po etapie z metą w Valloire, gdy przyjechał po kontroli zrozumieliśmy, że coś jest nie tak. Nie mógł zgiąć nogi

– tłumaczył masażysta Pinota, Samuel Roces.

Pinot na 17. etapie uniknął kraksy, ale podczas manewru obił nogę o kierownicę.

Miał pewne trudności, a na pierwszym kategoryzowanym podjeździe powiedział nam "nie mogę pedałować"

– dodał Mathieu Ladagnous, kolega z ekipy Groupama-FDJ.

Ostatecznie, po kilkunastu kilometrach cierpienia w alpejskiej dolinie, Pinot zszedł z roweru i załzawiony wsiadł do auta swojej ekipy. Zerwany mięsień nie pozwalał na kontynuowanie rywalizacji i przekreślił marzenia o podium w Paryżu.

Liczyłem na choć delikatny łut szczęścia, że to wszystko przejdzie, ale nic z tego. Myślę, że to największe rozczarowanie mojej kariery. Od ostatniej niedzieli, spędzonej w Pirenejach, czułem, że mogę tego dokonać. Jestem pewny, że bez tego draśnięcia udałoby się. Nic nie mogło mi się zdarzyć. Teraz, zostanie to niewiadomą

– podkreślił kolarz Groupama-FDJ w rozmowie z "L'Equipe".

Francuz, który w pewnym momencie zamykał czołową trójkę wyścigu, w momencie wycofania był piąty w generalce, 1:50 za wówczas liderującym Julianem Alaphilippem (Deceuninck-Quick Step), lecz ledwie 20 sekund za drugim Eganem Bernalem (Team Ineos). Francji dawał nadzieję na francuskie zwycięstwo, dlatego też jego wycofanie było szczególnie bolesne.

Schodzę z trasy ze łzami w oczach i nowymi wspomnieniami. Myślę przede wszystkim o całej mojej ekipie, mojej rodzinie i wszystkich, przez których przez trzy tygodnie miałem dreszcze i niesamowitą siłę. Nie wiem, co czeka na mnie przez resztę sezonu, ale z pewnością będę na starcie Tour de France 2020

– napisał na Twitterze.

Pinot tym samym nie będzie w stanie poprawić swojego najlepszego w karierze trzeciego miejsca w ogólnym rankingu Tour de France, które zajął w 2014 roku. Oprócz tego i tegorocznego startu do boju w narodowym wyścigu przystąpił jeszcze pięciokrotnie, z czego trzy razy (2013, 2016 i 2017) nie dojechał do mety. W 2012 roku, za pierwszym razem był 10., a w 2015 roku – 16.

Jeśli znalazłeś w artykule błąd lub literówkę prosimy, daj nam o tym znać zaznaczając błędny fragment tekstu i używając skrótu klawiszy Ctrl+Enter.

Zgłoszenie błędu w treści

Następujący tekst zostanie wysłany do naszych redaktorów: