Tour de France 2019. Triplet Simona Yatesa

Simon Yates

Simon Yates nie zdołał powalczyć o zwycięstwo w Giro d'Italia, ale na trasie Tour de France wykorzystał sprzyjające mu wiatry. Dwa etapowe triumfy osłodziły sezon, w którym Anglik celował w wygranie Giro d'Italia.

Po wtorkowym zwycięstwie w Bagneres-de-Bigorre Brytyjczyk stał się 96. kolarzem w historii, który na swoim koncie zapisał przynajmniej po jednym etapie każdego z trzech Wielkich Tourów. Do tego grona podczas tegorocznego Touru dołączyli także Caleb Ewan i Elia Viviani, co liczbę aktywnych zawodników z tym osiągnięciem na koncie podnosi do 20.

Jechałem na maksa od startu do mety. Faworyci z generalki szybko nadciągali, ale wiem, jak szybko mogą jechać, więc chciałem utrzymać przewagę aż do podnóża ostatniego podjazdu. Simon Geschke był wspaniałym towarzyszem na zjeździe i bardzo mu dziękuję, ale wiedziałem, że muszę zaatakować wcześnie

– tłumaczył w rozmowie ze sztabem prasowym ekipy Mitchelton-Scott

Nieudane Giro d'Italia

W przedwyścigowych rozmowach z twarzy Simona Yatesa biła pewność siebie i przekonanie o tym, że jest w stanie poprawić wynik z poprzedniego Giro. To rozpoczął świetnie, ale po aktywnej jeździe przez 18 dni, na etapie na Monte Jafferau w Bardonecchii zaliczył spektakularny kryzys. W tym sezonie, udany występ na otwierającej zmagania czasówce w Bolonii ustawił Yatesa w dobrej pozycji. Prowadzacy do San Marino etap na zakończenie pierwszej części zmagań pokazał jednak, że i w tym roku końcowy triumf będzie dla Brytyjczyka trudnym wyzwaniem.

W dniu przerwy nastroje w ekipie Mitchelton-Scott dopisywały. Przed porannym treningiem widać było żartujących z Yatesem Australijczyków i uśmiechniętego Chavesa. W ostatecznym rozrachunku kolarz Mitchelton-Scott wypadł jednak bezbarwnie, po za etapami 14. i 15., w których próbował jechać aktywnie. Ósme miejsce w klasyfikacji generalnej nie było z pewnością wymarzonym rezultatem. Brytyjczyk nie nawiązał do stylu z zeszłego roku, w którym trzy wygrane etapy były pokłosiem bezpardonowej rozprawy z rywalami.

Tour z przypadku

Start Simona Yatesa w Grand Boucle był zaskoczeniem dla wszystkich obserwatorów i kibiców, którzy spodziewali się zobaczyć Brytyjczyka dopiero za dwa miesiące na trasie hiszpańskiej Vuelty. Wybór kierownictwa australijskiej drużyny okazał się strzałem w dziesiątkę wobec słabości drugiego z bliźniaków. Simon w świetnym stylu wygrał najpierw 12. etap. Wykorzystał pracę Matteo Trentina, a na finiszu w Bagneres-de-Bigorre ograł dwóch teoretycznie szybszych przeciwników: Pello Bilibao i Gregora Mühlbergera. Hiszpana i Austriaka pokonał dzięki taktycznemu wejściu w ostatni zakręt przed metą i tym samym jego triplet stał się faktem.

W niedzielę Yates zaprezentował swoje umiejętności jazdy po górach. Ucieczka nie miała dużej przewagi na peletonem. Na przedostatnim podjeździe, Mur de Peguere, Yates przeskoczył do Simona Geschke, którego odczepił na początku finałowej wspinaczki na Prat d’Albis. Mimo ataków faworytów, Brytyjczyk nie czuł z ich strony zagrożenia i na metę przyjechał z przewagą minuty, udowadniając, że gdy droga zaczyna piąć się w górę, potrafi dużo zdziałać nawet przy braku świetnej formy.

Przyjechałem tutaj przede wszystkim wspierać brata, ale z dodatkowym celem walki o zwycięstwo etapowe. Mam teraz dwa, więc jestem bardzo dumny. Pierwsze nie było łatwe, ale to, na takiej trasie, stanowiło wyzwanie

– podkreślił.

Bardzo podobnie do przygody Simona na Giro wygląda Tour w wykonaniu Adama. Po bardzo udanym początku, który ustawił drugiego z bliźniaków w dogodnej pozycji do ataku, Pireneje okazały się przeszkodą nie do przejścia. Adam Yates wypadł z walki o zwycięstwo w klasyfikacji generalnej, ale pozostali zawodnicy jeżdżą aktywnie i drużyna na swoim koncie ma już 3 wygrane etapy.

Australijska ekipa na przestrzeni ostatnich lat, wraz z dorastaniem braci Yates, przeszła duże przeobrażenie. Z wesołej gromadki sprinterów, której losy można było śledzić za pośrednictwem serwisu Youtube, stali się zespołem celującym w klasyfikacje generalne największych wyścigów etapowych. Co prawda obecny sezon jest dla nich nieudany ze względu na to, że w docelowych startach zawiedli bliźniacy Yates, ale drzemie w nich potencjał by jeszcze wielokrotnie sięgać po podia Wielkich Tourów i równocześnie wygłupiać się w programach Backstage Pass.

Jestem teraz zmęczony ale przed nami jeszcze trzy trudne odcinki w końcowym tygodniu. Będziemy dalej walczyć

– zapowiedział.

Teraz, po tym, jak wygrałem dwa etapy, będę do dyspozycji ekipy

– dodał za metą wygranego przez siebie niedzielnego odcinka.

Jeśli znalazłeś w artykule błąd lub literówkę prosimy, daj nam o tym znać zaznaczając błędny fragment tekstu i używając skrótu klawiszy Ctrl+Enter.

Zgłoszenie błędu w treści

Następujący tekst zostanie wysłany do naszych redaktorów: